Tęsknić raczej nie będą

Zakończyła się chorzowska przygoda Nono. Hiszpan rozwiązał kontrakt i zostawił po sobie łatkę jednego z największych niewypałów ostatnich lat.

Jedyny raz w tym sezonie Nono w wyjściowym składzie zagrał przeciwko Avii Świdnik w Pucharze Polski. Fot. Kacper Pacocha / Press Focus

RUCH CHORZÓW

Jose Antonio Delgado Villar trafił na Cichą po spadku Ruchu z ekstraklasy. Na papierze wyglądał na znakomity transfer, jak na realia zaplecza: 39 występów w LaLiga – w dawniejszych czasach, ale jednak, 58 spotkań dla Betisu, 100 meczów w Slovanie Bratysława (okraszone trzema dubletami), liźnięte Węgry czy Arabia Saudyjska... Coś tam pograł. Wątpliwości budziła jednak jego najświeższa przeszłość, czyli 31 (wówczas) lat i pół roku bez klubu po tym, jak opuścił ligę irańską. I te wątpliwości się potwierdziły...

Wóz z węglem

Mimo pewnego „zagruzowania”, ówczesny trener Niebieskich Janusz Niedźwiedź od razu wrzucił Delgado Villara, powszechnie znanego jako Nono, do grania. Wchodził z ławki, a gdy w 5. kolejce zaczął od początku w Niecieczy, szybko stracił piłkę i sprezentował Słoniom gola. Po zmianie trenera i przyjściu Dawida Szulczka Hiszpan dostał jeszcze kilka szans, ale potem trafił na ławkę, następnie całkiem wypadając ze składu. Calutką wiosnę 2025 (tę fatalną dla Ruchu) spędził poza kadrą meczową, nie udał się nawet na zimowy obóz przygotowawczy, bo jego wyniki kondycyjne pozostawiały sporo do życzenia. Przed kolejnym sezonem dostał jeszcze jedną szansę od sztabu, ale jako że nadal prezentował się jak wóz z węglem, więc wciąż pozostawał poza grą. Mógł liczyć co najwyżej na występy w piątoligowych rezerwach, a umówmy się – nie po to dostał jeden z wyższych kontraktów w klubie.

Utraty nie stwierdzono

Sytuacja środkowego pomocnika poprawiła się po przyjściu trenera Waldemara Fornalika – jednak nie od razu i nie dlatego, że Nono był taki super. Krucha sytuacja kadrowa poniekąd zmusiła „Kinga”, by pochodzący z Andaluzji zawodnik wrócił do treningów z pierwszym zespołem. Wrócił też do kadry meczowej, ale głównie siedział na ławce. Trzy razy pojawił się na boisku jako rezerwowy, a raz zagrał od początku – z Avią Świdnik w Pucharze Polski, gdy Chorzowianie przegrali 1:3. Rok 2026 Hiszpan znowu zaczął na ławce, lecz w dwóch poprzednich kolejkach już go na niej nie było. Poprawiła się sytuacja zdrowotna drużyny, a jedno z miejsc w składzie zajął też nowy zawodnik, Max Watson. 

W czwartek Ruch wydał komunikat o rozwiązaniu umowy Nono za porozumieniem stron. Niebiescy tym samym pozbyli się zimą dwóch środkowych pomocników (bo jeszcze Macieja Żurawskiego), nie sprowadzając żadnego (a chcieli). Utraty jakości jednak nie stwierdzono.

Nie będzie następnego razu

Oczekiwania wobec Nono były zdecydowanie większe. Pod względem technicznym był to piłkarz na wysokim poziomie, ale wyraźnie szwankowało przygotowanie motoryczne oraz pracowitość, a to w Chorzowie – szczególnie u trenera Fornalika – przejść już nie mogło. Hiszpan był leniwy, nieskoncentrowany na pracy, raczej nie oddziaływał pozytywnie na zespół, chociaż humoru i uśmiechu odmówić mu nie można było. Gdy po jego ostatnim występie w Ruchu, ze Zniczem Pruszków w listopadzie, chcieliśmy zamienić z nim kilka słów, ale śmiejąc się, podziękował, rzucając tylko: „Następnym razem!”. Tylko że następnego razu już nie było i nie będzie.

Piotr Tubacki

18 MECZÓW zagrał dla Ruchu Nono przez półtora roku pobytu – 15 w I lidze i trzy w Pucharze Polski. Nie zdobył żadnej bramki, nie miał też asysty. Do siatki trafił tylko w sparingu z Odrą Opole (ładnie, od poprzeczki).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się