Ten punkt trzeba docenić!
Raków przyjechał do Pragi przede wszystkim nie przegrać i cel zrealizował. Bezbramkowy remis z legendarnym czeskim klubem odebrany został z zadowoleniem.
Michael Ameyaw (z lewej) zaliczył dobry występ przeciwko Sparcie. Fot. Grzegorz Misiak / Press Focus
LIGA KONFERENCJI
Nie bez problemów docierali do czeskiej stolicy piłkarze wicemistrza Polski. Środowy lot miał nawet zostać zawrócony do Wrocławia ze względu na intensywną mgłę nad Pragą. Ostatecznie wylądować się udało, ale nadal istniały obawy o rozegranie meczu ze względu na słabąwidoczność na boisku. Na szczęście w dniu meczu po mgle nie było śladu.
Spacer w Pradze
Przechadzając się w pobliżu Mostu Karola na kilka godzin przed spotkaniem, całkiem przypadkowo trafiłem do sklepu z matrioszkami. Ale nie takimi zwykłymi, tylko z piłkarzami klubów z całego świata. Jakież było zaskoczenie, gdy pośród setek „bab w babie” udało się znaleźć również tą w barwach Rakowa! Największa? Jonatan Brunes (latem kojarzony był z oboma praskimi klubami). Kolejna to Gustav Berggren (w oryginalnej czeskiej pisowni Borggren – tak czy siak Marek Papszun by się nie obraził, gdyby dalej miał go w drużynie). Kolejne to Jean Carlos Silva, Ivi Lopez… aż do Zorana Arsenicia. Czy miały oddawać ocenę wartości graczy Rakowa? Bardzo możliwe. Za sam pomysł i znalezienie się tam częstochowian Czechom należał się wielki szacun.
– Gramy z najbardziej utytułowaną czeską drużyną, współliderem tutejszej ekstraklasy i zespołem o dużej sile. Cieszymy się, że możemy rywalizować z takimi rywalami. Spodziewamy się podobnej intensywności jak ostatnio z Jagiellonią – mówił jeszcze przed spotkaniem Marek Papszun. Dla prażan, którzy grają w pucharach nieprzerwanie od ponad 40 lat, Liga Konferencji to nic wielkiego, wręcz kara za niezakwalifikowanie się do Ligi Europy. Stadion, wokół którego przed meczem unosił się zapach bynajmniej nie papierosów, wypełnił się jednak niemal do ostatniego miejsca.
Gonimy czeską ligę?
Mecz miał dać również odpowiedź na pytanie, czy polski zespół jest już w stanie walczyć, a może nawet wygrać z przedstawicielem absolutnego czeskiego topu. W dalszej perspektywie marzy nam się przecież wypchnięcie Czechów z czołowej dziesiątki europejskiego rankingu i zapewnienie mistrzowi Polski gry w Lidze Mistrzów bez eliminacji. – Drużyna rośnie z meczu na mecz, dlatego podchodzimy do tego spotkania z optymizmem. Sparta jest faworytem, gra u siebie, ale my potrafimy grać na wyjazdach. Przyjechaliśmy dobrze nastawieni, podbudowani wynikiem w lidze. Mocne strony rywala? Zespół silny fizycznie, nastawiony na grę bezpośrednią i rozumiejący strategię swojego trenera – nie szczędził komplementów pod adresem Sparty Papszun.
Czesi zaczęli wysokim pressingiem od pierwszych minut, przez długi czas mecz toczył się w dobrym tempie, na dużej intensywności, ale bez klarownych sytuacji. Niepewny w obronie był Stratos Svarnas, któremu już w pierwszych 10 minutach przydarzyły się dwa poważne błędy. Z upływem minut stało się jasne, że Raków w Pradze będzie musiał nastawić na się na grę z kontry, co akurat nie musiało wcale być taką złą informacją. W końcówce pierwszej części gry Spartanie mocno przycisnęli, najbliżej gola był w 43 minucie znany z polskich boisk Lukas Haraslin.
Jak równy z równym
Drugą od obiecującego uderzenia zaczął Brunes. Raków, kiedy nadarzała się okazja, starał się rozgrywać piłkę na małej przestrzeni, grać kombinacyjnie. Gra się wyrównała i nie można było powiedzieć, aby częstochowianie po zmianie stron ustępowali zdecydowanie bardziej utytułowanym rywalom. Sporo ożywienia wniósł tradycyjnie Lamine Diaby-Fadiga, ale w końcówce Raków już za bardzo się nie krył z tym, że punkt w Pradze to będzie dobry wynik. Choć w 88 minucie mógł zgarnąć nawet trzy, gdy w słupek trafił Apostolos Konstantopoulos.
Po ostatnim gwizdku Czesi czuli rozczarowanie, ale podział punktów był całkowicie sprawiedliwym rozstrzygnięciem. - Wynik globalnie kręcił się w okolicach remisu, z czego jesteśmy w miarę zadowoleni. Mecz z taką drużyną na takim stadionie daje duże doświadczenie, które powinno zaprocentować w przyszłości. Pokazaliśmy się z niezłej strony, byliśmy zdyscyplinowani. Mieliśmy trzy bardzo klarowne sytuacje, Sparta oczywiście też je miała i częściej była przy piłce – podsumował spotkanie szkoleniowiec Rakowa.
– Dobry wynik – skomentował w dwóch słowach komentujący to spotkanie w Polsacie Sport Marek Magiera. Mecz na stadionie, a przez pewien czas nawet z sektora gości, obserwował Tomas Petrasek, który uznawany jest za legendą częstochowskiego klubu, a w przyszłości ma wrócić na stare śmieci w roli dyrektora sportowego. Raków jest na najlepszej drodze do kontynuowania europejskich występów również na wiosnę. Jeśli utrzyma obecną tendencję wygrywania u siebie (w Sosnowcu) oraz remisowania na wyjazdach, to z dużym prawdopodobieństwem będzie mógł liczyć na występ od razu w 1/8 finału.
SPARTA: Vindahl – Uchenna, Sevinsky, Zeleny – Kaderabek, Kairinen, Vydra (62. Eneme), Mercado (76. Preciado) – Birmancević, Rrahmani (24. Haraslin. 76. Rynes) – Milla (62. Kuchta). Trener Brian PRISKE.
RAKÓW: Zych – Tudor, Racovitan, Svarnas – Ameyaw (79. Konstantopoulos), Struski, Repka, Pieńko (62. Amorim) – Makuch (46. Diaby-Fadiga), Bulat (62. Barath) – Brunes (82. Rondić). Trener Marek PAPSZUN.
Sędziował Joonas Jaanovits (Estonia). Widzów 17 688. Żółta kartka: Racovitan.
