Ten duet ma przyszłość
CZADOBLOG – Paweł Czado
Powrót Wisły Kraków do ekstraklasy powoli zaczyna przypominać Odyseję. Ulisses wracał do Itaki dziesięć lat. W Krakowie jest nadzieja, że Biała Gwiazda znów zaświeci pełnym blaskiem szybciej, ale jest ona identyczna co roku. Tym razem są jednak przesłanki, że rzeczywiście w tym sezonie może się udać.
Warto było pojawić się na meczu GKS-u Tychy z Wisłą: na Górnym Śląsku goście potrafili odwrócić losy meczu, potem losy meczu potrafiły odwrócić ich, ostatecznie to jednak krakowian było na wierzchu! W futbolowej historii Wisły było już wiele duetów, które przybijały złote zgłoski do napisu głoszącego chwałę wiślackiego klubu. Już tylko w tym wieku byli to „Franek” i „ Żuraw”, czyli Tomasz Frankowski z Maciejem Żurawskim czy bracia Brożkowie, kiedy Piotr dogrywał ze skrzydła piłkę Pawłowi. Niespodziewanie pod nosem wyrasta nam duet cudzoziemski, hiszpańsko-austriacki, czyli znany i uznany – a właściwie już pod Wawelem uwielbiany: Angel Rodado, do którego dołączył Julius Erlthaler. Ciekawiło mnie, jak będą spisywać się w Tychach, pamiętając o anturażu, czyli wyjęciu Austriaka właśnie z Tychów. No i co? Właśnie oni zdobywali bramki, oni przesądzili o zwycięstwie Wisły, Erlthaler dograł przy tym Hiszpanowi piłkę przy jednej z bramek w drugiej połowie. Obaj, jak zaobserwowałem, mają na siebie baczenie, zwracają uwagę, w jakim momencie gdzie są na boisku. Świadczy o tym choćby wcześniejsza nieudana akcja z 12 minuty: Erlthaler zauważył rozpędzonego Rodado, zmyślnie zagrał mu płasko piłkę, ale Hiszpan faulował w ataku tyskiego obrońcę i nic z tego nie wyszło. Ten duet ma jednak przyszłość! Obaj bardzo się starali, Rodado szedł nawet do beznadziejnych piłek. Austriak z kolei przy własnej bramce zachował się elegancko wobec miejscowych, nie okazywał radości, w Polsce zaczął przecież grać właśnie w Tychach…
Ciekawe, że piłkarze Wisły w długiej, niespełna 110-letniej historii wygrali już oczywiście pierwsze trzy mecze na początku sezonu, ale pierwszy raz za każdym razem potrafili zdobyć więcej niż trzy bramki (4:0 ze Stalą, 5:0 z ŁKS-em, 4:3 z Tychami). Trudno powiedzieć, czy passa zostanie utrzymana. W następnym meczu wiślacy będą mieli do czynienia z zespołem o najmniejszej historii z tego grona, generalnie słabo rozpoznawalnym, lecz przecież szalenie efektywnym – do tej pory piłkarze Piotra Stokowca stracili w rozgrywkach mniej goli niż Wisła, bo tylko dwa. Ciekawe, czy lodołamacz Białej Gwiazdy poradzi sobie z taką górą lodową jak beniaminek z Grodziska Mazowieckiego.
Niestety, są w ostatnich godzinach dziejów Wisły również elementy przykre. Początkowo grupa kibiców gości nie mogła obejrzeć z trybun meczu na tyskim stadionie. Gospodarze zgłaszali awarię systemu kontrolującego wejście uczestników na obiekt. Tym razem PZPN zareagował – do Tychów przyjechali delegaci związku, którzy na miejscu nie znaleźli powodów, dla których kibice krakowskiego klubu nie mogliby zostać wpuszczeni na obiekt. Podjęli decyzję zobowiązującą GKS Tychy do wpuszczenia na obiekt grupy 300 fanów Wisły. Klub się ugiął. To z kolei spotkało się ze zdecydowaną reakcją najbardziej zagorzałych fanów z Tychów, którzy mecz zbojkotowali i zostali pod stadionem. Doszło do kuriozalnej sytuacji: po dwóch latach przerwy na trybunach gości zasiedli fani Wisły, a te naprzeciw były puste. Najsmutniejsze jednak jest to, że kibice Białej Gwiazdy – trzeba to sobie jasno i bezstronnie powiedzieć – dali popis chamstwa, bluzgając na lewo i prawo, obrażając wszystkich wokół. Okazuje się, że to jednak zdziczała, wulgarna tłuszcza, która w swym zachowaniu nie widzi nic zdrożnego. Nawet starsza pani, która siedziała obok mnie, a ewidentnie była za Wisłą, kręciła głową z dezaprobatą. Niestety, wytępienie chamstwa z futbolu jest równie prawdopodobne jak to, że gołębie przestaną srać na parapetach kamienic.
