Telefony rzucane w nerwach
Sukcesy piłkarzy Polonii to także wynik chemii pomiędzy trenerem Łukaszem Tomczykiem a dyrektorem sportowym Tomaszem Stefankiewiczem. Ale na początku tej współpracy wcale nie było różowo…
Łukasz Tomczyk przeszedł w Bytomiu drogę od niedowierzania i nieufności do niemal bezwarunkowej aprobaty graniczącej z uwielbieniem… Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
Łukasz Tomczyk jeszcze tylko do końca roku poprowadzi Polonię - a więc przed upływem kontraktu kończącego się w czerwcu 2026 - i wszystko wskazuje na to, że w styczniu obejmie drużynę Rakowa Częstochowa. 37-letni szkoleniowiec zostawi po sobie w Bytomiu opinię fachowca, za którym będzie się tęsknić.
- Dla tej szatni Łukasz Tomczyk będzie osobą niezastąpioną, bo zostawia w Bytomiu pewne dziedzictwo. Ktoś, kto przyjdzie w jego miejsce, nie będzie mógł tego skopiować, co nie znaczy, że nie liczymy na podobnie skuteczny dalszy ciąg, a może nawet lepszy - przekonuje dyrektor sportowy Polonii Tomasz Stefankiewicz. W skali ponad dwuletniej pracy w Bytomiu Tomczyk punktował prawie 2,0 na mecz; na poziomie I ligi to 1,76 pkt.
Analityk, tymczasowy, pierwszy
Częstochowianin Tomczyk przeszedł na Piłkarskiej 8 drogę od chłodnej rezerwy, a nawet nieufności do niemal bezwarunkowej aprobaty graniczącej z uwielbieniem. Gdy przejął zespół jesienią 2023 fani Niebiesko-czerwonych pytali na pierwszym meczu, kto to jest i jak wygląda; dziś nie wyobrażają sobie drużyny bez niego na ławce trenerskiej i martwią się, jak poradzą sobie ich rewelacyjni pupile w I lidze - wszak beniaminek po rundzie jesiennej zajmuje 3. miejsce, oznaczające wiosną baraż o ekstraklasę.
Tomczyk trafił do Bytomia w lipcu 2023 w roli analityka i asystenta trenera Adama Burka, który właśnie awansował z Polonią do II ligi. Był związany z GKS-em Katowice, a wcześniej także z innym I-ligowcem, Resovią (2021/22) i Victorią Częstochowa, z którą awansował do ligi okręgowej i zostawił na pozycji lidera. W Polonii początkowo odpowiadał za trening indywidualny i grę w defensywie, ale szybko - bo już pod koniec września 2023 - wobec słabej postawy beniaminka zastąpił Burka w roli pierwszego trenera.
O ówczesnym poziomie zaufania włodarzy Polonii do Tomczyka świadczy choćby przydomek „tymczasowy”, którym został obdarzony na starcie samodzielnej pracy. Szybko jednak działacze zaufali młodemu szkoleniowcowi na dłużej.
Odważni, ofensywni, rewelacyjni
Przejął zespół beniaminka II ligi na spadkowym 16. miejscu, a 8 miesięcy później sezon zakończył na szóstym, co oznaczało baraż o 1. ligę. Już pierwszy mecz w lidze - wygrany 4:3 ze Stomilem Olsztyn - pokazał, że pod jego kierunkiem Polonia będzie drużyną odważną, ofensywną, szukającą przede wszystkim okazji na gole. Wtedy jeszcze nie udało się z marszu awansować - bytomianie przegrali w półfinale z KKS Kalisz 0:1 - ale już w kolejnym sezonie potwierdzili, że wraz z Tomczykiem szybko rosną i w cuglach - bo na 3 kolejki przed końcem rozgrywek - przypieczętowali awans do 1. ligi. A w niej też są rewelacją.
Pukali się w głowę
Stefankiewicz przypomina, że postawienie na Tomczyka jesienią 2023 roku wcale nie było takie oczywiste. - Zatrudnialiśmy trenera nieopierzonego i pewnie wielu kibiców i dziennikarzy pukało się w głowę, co oni w tym Bytomiu wyprawiają. Ale doświadczenia ostatnich dwóch lat pokazały mi, że nie trzeba bać się rozwiązań niebanalnych, z ryzykiem, nawet z duszą na ramieniu. Wtedy oczywiście wiedziałem, że to jest decyzja „all in”, czyli bez odwrotu, albo się pomylę i Polonia będzie bliska spadku, albo Polonia się podniesie. Ale już po kilku tygodniach wiedziałem, że mimo miejsca spadkowego, z trenerem Tomczykiem będziemy grać o awans do pierwszej ligi - przekonuje dyrektor Polonii.
Porozumienie bez słów
Nie od razu jednak było tak różowo, panowie docierali się stopniowo. - Ciężko nam było złapać taki flow, wspólny język. Pierwsze okienko transferowe, zimą 2023/24, mieliśmy trudne. Były kłótnie, dochodziło do spięć. Inaczej każdy z nas komunikował. Zdarzyło mi się nawet rzucić telefonem i powiedzieć do jednego ze współpracowników Tomczyka, że z nim rozmawiać już nie będę, po prostu już nerwowo nie wytrzymałem. Sądzę, że Łukasz miał tak w drugą stronę, mówił do swoich ludzi, dajcie mi już spokój z tym dyrektorem, bo nie dam rady. No ale to był krótki okres - uśmiecha się dziś "dyro" Królowej Śląska. - Potem fajnie się dotarliśmy, zdefiniowaliśmy swoje role, on jest frontmanem, trzyma grupę, a z mojej strony ma pełne wsparcie. Dziś nie potrzebujemy długich spotkań, żeby coś omówić, rozumiemy się właściwie bez słów, czujemy tak samo. Rzadko już nam się zdarza, żebyśmy widzieli sprawy inaczej. Jeżeli Tomczyk nas opuści, to osobiście będzie mi szkoda tej relacji, którą zbudowaliśmy, wspólnej pracy. Ale może jeszcze kiedyś będziemy współpracować w jakimś projekcie. Zresztą nikt nie wyklucza też, że trener Tomczyk kiedyś wróci do Bytomia… - dodaje Tomasz Stefankiewicz.
Tomasz Mucha
