Tego nie da się zrozumieć

Iga Świątek żegna się z Nowym Jorkiem po zadziwiającej porażce w 4. rundzie z Qinwen Zheng. To będzie pierwszy sezon od pięciu lat, który Polka zakończy bez tytułu wielkoszlemowego.

Może gdybym grała bardziej ostrożnie, wygrałabym? - zastanawiała się po meczu z Qinwen Zheng Iga Świątek. Fot. CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH/ PAP/ EPA

 US OPEN

Zadziwiająca, niezrozumiała, kuriozalna... – można by pewnie szukać jeszcze kilku innych przymiotników, które oddałyby lepiej to, co stało się zwłaszcza w pierwszym secie rywalizacji o ćwierćfinał na kortach Flushing Meadows. Iga Świątek prowadziła bowiem z chińską tenisistką 5:0, a mimo to przegrała tę partię, a potem całe spotkanie w dwóch setach 5:7, 3:6. Dla Polki boleśnie okazało się, że pięć do zera w tenisie to jak 2:0 w futbolu – prowadzenie najbardziej niebezpieczne...

Nie mogła się wstrzelić

Przez pierwsze 19 minut meczu wydawało się jednak, że będzie to jedna z najłatwiejszych w karierze przepraw byłej liderki rankingu do wielkoszlemowego ćwierćfinału. Świątek wygrała siedem pierwszych akcji, a w sumie pięć kolejnych gemów. Nie było to wynikiem jakiejś znakomitej gry, bardziej Qinwen Zheng nie potrafiła się wstrzelić w kort – być może było to spowodowane faktem, że mistrzyni olimpijska z Paryża dawno nie grała na tak dużej arenie, jak Artur Ashe Stadium, bo po ubiegłorocznej kontuzji nadgarstka spadła z 4. miejsca na świecie do drugiej połowy drugiej setki. Jeszcze w czerwcu została zdeklasowana w 1. rundzie Rolanda Garrosa przez Maję Chwalińską...

Ale w Nowym Jorku 23-latka gra jak natchniona, niczym za najlepszych – nie tak dawnych w końcu - czasów. Wygrała trzystopniowe kwalifikacje, a w sobotę dokonała rzeczy zdawało się – nieprawdopodobnej: w starciu z Amerykanką Madison Keys w trzecim secie przegrywała już 0:5, ale wygrała 7 kolejnych gemów i całe spotkanie, po drodze broniąc piłkę meczową.

Nie potrafiła zamknąć

Ale przecież nie takie numery ze Świątek! A jednak...

Chinka przebudziła się w końcu w szóstym gemie, którego wygrała „na sucho”, ale w kolejnym wydawało się, że będzie 1-0 dla Polki, która miała dwie piłki setowe, w dziewiątym gemie – trzecią. Nic z tego – seta nie potrafiła zamknąć.

Wraz z kolejnymi nieudanymi zagraniami Raszynianki rosła pewności siebie Zheng i to, co wydawało się „nieprawdopodobne” – czyli „powtórka z nieprawdopodobnego” - zmaterializowało się po kolejnych 20 minutach: Chinka wygrała 7 gemów z rzędu i zapisała na swoje konto całego seta...

Trener wychodził z siebie

W sobotę zapaść Keys kosztowała ją od razu odpadnięcie z turnieju, bo nastąpiła w decydującym secie. Świątek miała jeszcze szansę rehabilitacji. Tradycyjnie po przegranej partii opuściła kort na „przerwę toaletową”, a gdy wróciła usłyszała z ust poirytowanego trenera Francisco Roiga: - Po prostu graj w tenisa, akcja za akcją, akcja za akcją... - i było w tym sporo racji, bo jego podopieczna była bardzo niecierpliwa.

I była mała poprawa – Polka utrzymała swoje podanie do stanu 3:2, w następnym gemie miała dwa break pointy. I znów czegoś zabrakło.

Hiszpański szkoleniowiec znów omal nie wyszedł z siebie, gdy Iga wpakowała w siatkę niezbyt trudną piłkę, którą wystarczyło po prostu przebić na drugą stronę... I choć Polka miała przebłyski, w końcu w siódmym gemie doigrała się – Zheng znów zaatakowała po prostej jej drugie podanie i wyszła na 4:3 z przełamaniem. To był początek końca. Polka obroniła trzy piłki meczowe, doprowadziła do równowagi, ale przy czwartej posłała bekhend w taśmę... Wrócił koszmar z olimpijskiego półfinału w Paryżu.

Świątek ten sezon zakończy więc bez Wielkiego Szlema na koncie - po raz pierwszy od 2021 roku; w latach 2022-25 wygrywała trzy razy Rolanda Garrosa (2022-24), raz US Open (2022) i Wimbledon (2025).

Ten pierwszy raz

Zheng poprawiła bilans spotkań ze Świątek do 2-7. Została również pierwszą kwalifikantką lub szczęśliwą przegraną z kwalifikacji, która pokonała Igę w turnieju wielkoszlemowym. Była liderka światowego rankingu miała wcześniej bilans 15-0 w takich meczach. Dzięki temu zwycięstwu Chinka została też pierwszą kwalifikantką, która od czasu Emmy Raducanu w 2021 roku awansowała do ćwierćfinału US Open w grze pojedynczej kobiet. Tamten występ Brytyjki zakończył się sensacyjnie zdobyciem przez nią tytułu...

(Tom)

            WYNIKI           

4. runda – 1/8 finału

Kobiety

Zheng (Chiny) – Świątek (Polska, 8) 7:5, 6:3, M. Andriejewa (bez przynależności – bp, 5) – Potapowa (Austria, 24) 5:7, 6:4, 6:3, Pegula (USA, 3) - Cirstea (Rumunia, 16) 6:3, 6:4, Navarro (USA, 26) - Kalinska (Rosja, 21) 6:4, 6:2.

Mężczyźni

Tiafoe (USA, 11) - Miedwiediew (Rosja, 7) 7:6 (7-1), 6:4, 7:6 (8-6), Shelton (USA, 8) - Tsitsipas (Grecja) 6:2, 6:3, 6:4, Michelsen (USA) – T. M. Etcheverry (Argentyna, 27) 7:6 (8-6), 6:4, 6:4.


Rozstanie u Hurkacza

Mateusz Terczyński poinformował, że jego blisko sześcioletnia współpraca z Hubertem Hurkaczem dobiegła końca. - To, co zaczęło się od bycia sparingpartnerem, szybko przerodziło się w coś o wiele większego - lata podróżowania po świecie, doświadczenia na największych tenisowych arenach i ostatecznie pozostania jednym z trenerów Hubiego. Jestem wdzięczny za możliwości i doświadczenia, jakie dały mi te lata. Miałem również szczęście pracować i uczyć się od wybitnych trenerów przez te lata, w tym od Craiga Boyntona, Nicolása Massú i Ivana Lendla. Każde doświadczenie nauczyło mnie czegoś innego i odegrało ważną rolę w moim rozwoju jako trenera. Życzę Hubiemu wszystkiego najlepszego i dalszych sukcesów. Dla mnie nadszedł czas na nowy rozdział” - napisał Terczyński na Instagramie, który był też dwukrotnie – w latach 2025-26 - kapitanem polskiego zespołu w rozgrywkach United Cup.

Shelton zakończył tradycję

Ben Shelton, pokonując Stefanosa Tsitsipasa w 1/8 finału US Open, zakończył trwającą 149 lat tradycję, jaką był awans co najmniej jednego tenisisty grającego jednoręcznym bekhendem w sezonie do półfinału Wielkiego Szlema. Grek był ostatnim zawodnikiem pozostałym w turnieju, który gra jednoręcznym bekhendem. Tym samym po raz pierwszy od Wimbledonu 1877 zabraknie tenisisty stosującego tę technikę w półfinale gry pojedynczej mężczyzn w co najmniej jednym turnieju wielkoszlemowym w sezonie. – Sprawdzałem statystyki: w latach 50. chyba 97 czy 98 procent zawodników grało jednoręcznym bekhendem. Teraz to dosłownie jakieś dwa czy trzy procent. Czy to koniec świata, jeśli nikt nie będzie grał jednoręcznym bekhendem? Nie. Tenis będzie toczył się dalej w takiej formie, w jakiej jest - powiedział Tsitsipas podczas pomeczowej konferencji prasowej.

Jednoręcznym bekhendem grali Amerykanin John McEnroe i Czech Ivan Lendl w latach 80. czy Amerykanin Pete Sampras, Szwed Stefan Edberg dekadę poźniej, a w XXI wieku Szwajcarzy Roger Federer i Stan Wawrinka.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się