Tappone alpino dla Duńczyka

Trzecie etapowe zwycięstwo w końcu dało Jonasowi Vingegaardowi koszulką lidera Giro d'Italia. Czy dojedzie w niej do Rzymu, gdzie kończy się tegoroczna edycja?

Faworyt cały na różowo. I tak już chyba zostanie. Fot. PAP / EPA

KOLARSTWO

Wiele wskazuje na to, że tak właśnie się stanie i tym samym Duńczyk skompletuje hat tricka w Wielkich Tourach, bo do triumfów w Tour de France i Vuelta a Espana za niecały tydzień w debiutanckim starcie dołoży wygraną w największym włoskim wyścigu. Skąd taki wniosek? Sam jest w wybornej dyspozycji, a do tego może liczyć na swoją drużynę Visma-Lease a Bike. W ostatnim tygodniu rywalizacji kolarzy czekają jeszcze trzy niezwykle wymagające górskie etapy z metami na podjazdach, a właśnie na sobotnim tappone, jak nazywają takie odcinki Włosi, Vingegaard i spółka pokazali niezwykłą moc.

W sobotę w Alpach kolarze tej ekipy od początku do końca mieli wszystko pod kontrolą. Co prawda od peletonu odjeżdżali nieźli „górale”, ale duński lider miał zaufanie do swoich kolegów i liczył, że na podjeździe kończącym krótki, ale niezwykle treściwy etap (tylko 133 km, ale aż 4209 metrów łącznego przewyższenia) przewaga uciekinierów będzie jak najbardziej do odrobienia. O to zadbali Belgowie Timo Kielich i Tim Rex oraz Holender Bart Lemmen, a kiedy przyszło do finałowej wspinaczki do stacji narciarskiej Pila, do pracy wzięli siętrzej pozostali kolarze holenderskiej ekipy. Grupę faworytów znacząco zmniejszyli Belg Victor Campanaerts i Amerykanin Sepp Kuss, a młody Włoch Davide Piganzoli 5 km przed metą nie tylko dogonił ostatnich harcowników, ale szalonym tempem przygotował atak Vingegaardowi. Duńczyk ruszył i... tyle go widzieli!

– Moi koledzy przez cały dzień doskonale sobie radzili. To było imponujące! Chciałem spróbować, gdy zrobi się stromo, ale Davide [Piganzoli] tak wszystkich wymęczył, że niemal nie musiałem atakować – relacjonował z uśmiechem Jonas Vingegaard, który był... chory (infekcja wirusowa), kiedy wygrywał dwa poprzednie etapy. W sobotę odebrał różową koszulkę Afonso Eulalio (Bahrain-Victorious), który jechał w niej aż dziewięć dni. Sensacyjny lider z  Portugalii w klasyfikacji generalnej mu nie zagrozi, a zrobić mógłby to chyba tylko Felix Gall (Decathlon CMA CGM), tyle że Austriak ma już blisko trzy minuty straty. Otwartym pozostaje pytanie, czy zdrowy Duńczyk w ostatnim tygodniu ścigania dołoży kolejne triumfy, czy też będzie już oszczędzał siły na lipcowe Tour de France.

Niedzielną rywalizację na płaskim etapie z metą w Mediolanie (wł. Milan) miał wygrać faworyt gospodarzy, Jonathan... Milan (Lidl-Trek), ale o zwycięstwo nie powalczyli najszybsi sprinterzy, tylko czterech zawodników z ucieczki dnia. Ta utworzyła się zaraz po starcie i gnała do włoskiej stolicy mody, ile sił w nogach. I to dosłownie, bo 157 km pokonali w nieco ponad trzy godziny, co dało imponującą średnią ponad 51 km/h! Zwyciężył Norweg Fredrik Dversnes Lavik (Uno-X Mobility), który na finiszu ograł trzech Włochów. Zawodnicy w peletonie, którzy nie byli w stanie dogonić odjazdu, w złości i bezsilności sugerowali, że harcownicy otrzymali niedozwoloną pomoc (choćby jazda za motocyklem), ale widzowie transmisji nic takiego nie zauważyli.

WYNIKI

14. etap: Aosta - Pila (133 km): 

1. Jonas Vingegaard (Dania, Visma-Lease a Bike) 3:53.01
2. Felix Gall (Austria, Decathlon CMA CGM) 49 s. straty 

3. Jai Hindley (Australia, Red Bull-BORA-hansgrohe) 58

15. etap: Voghera - Mediolan (157 km): 

1. Fredrik Dversnes Lavik (Norwegia, Uno-X Mobility) 
2. Mirco Maestri (Włochy, Polti)

3. Martin Marcellusi (Włochy, Bardiani CSF 7 Saber) - wszyscy 3:03.18

Klasyfikacja generalna: 

1. Vingegaard 59:12.56 
2. Afonso Eulalio (Portugalia, Bahrain-Victorious) 2.26 

3. Gall 2.50 


Podium Marty Lach

Zawodniczka grupy SD Worx-Protime zajęła drugie miejsce w Antwerp Port Epic. Ta holenderska ekipa zdominowała ten szosowo-szutrowy klasyk, obsadzając całe podium. Wygrała po samotnym rajdzie Femke Markus, a za Polką, która przyprowadziła grupę, finiszowała Femke Gerritse.

Do wesela się zagoi

Dominika Włodarczyk (UAE Team ADQ) nie będzie dobrze wspominała wyścigu Vuelta a Burgos. Na sobotnim etapie Polka, jedna z faworytek imprezy, uczestniczyła w kraksie i choć tego dnia obolała (siniaki i obtarcia) dotarła do mety, to następnego już  nie przystąpiła do rywalizacji.

(g)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się