Tako rzecze mistrz
Może dzięki złotemu medaliście mundialu uda się zapełnić klubową gablotę czekającą na pierwsze trofeum?
Postura u Benjamina Mendy'ego imponująca, skoczność też. Pytanie, kiedy pokazywać zacznie umiejętności czysto piłkarskie godne mistrza świata. Fot. PAP/Art Service
POGOŃ SZCZECIN
Zdecydowana przewaga w posiadaniu piłki (77 do 23 procent), miażdżąca dominacja w celnych podaniach (743 do 231) i oddanych strzałach (27 do 9). I... okrągłe zero – zarówno w liczbie zdobytych bramek, jak i punktów – sobotni występ Pogoni przy Nowej Bukowej był doskonałym przykładem tezy, że statystyki nie oddają całej prawdy o piłkarskim spotkaniu. - Czasem tak jest w meczach, w których się przeważa, że natrafia się na „ścianę” przeciwnika – trener Thomas Thomasberg już w trakcie gry sprawiał wrażenie człowieka niedowierzającego temu, co widzi na tablicy wyników. GKS wygrał 2:0, wykorzystując niemal do maksimum stworzone okazje bramkowe.
Ludzie bez(o)bronni
- W defensywie musimy wciąż pracować nad rzeczami, które w tym spotkaniu nie funkcjonowały. Niemal każda akcja rywali była dla nas zagrożeniem lub skutkowała utratą bramki – gorzka była analiza gry obronnej całego szczecińskiego zespołu, dokonana przez jego duńskiego szkoleniowca. Pogoń na półmetku sezonu ma 30 straconych goli, podczas gdy w całych poprzednich rozgrywkach straciła ich ledwie o 10 więcej. - Wiedzieliśmy doskonale, jakie mamy mankamenty w tyłach, a nie udało się nam ich poprawić – dodawał Thomasberg. Kłopot ze szczelnością swych zasieków wyraża się też liczbą gier „na zero z tyłu”: szczecinianom w tym sezonie udało się tylko raz zagrać spotkanie bez straty bramki!
Występ subtelny
Mecz w Katowicach pamiętany będzie przede wszystkim ze względów „dokumentacyjnych”. Był bowiem pierwszym, w którym w wyjściowym składzie Pogoni pojawił się Benjamin Mendy. Tydzień wcześniej – po 2,5-miesięcznym odrabianiu zaległości fizycznych – drugi w historii polskiej ekstraklasy mistrz świata (triumfował z Francją na mundialu 2018 w Rosji) wszedł w samej końcówce potyczki z Jagiellonią. Teraz zagrał od pierwszego gwizdka i był to... dość subtelny występ: bez wpadek, ale i bez fajerwerków, na dodatek – ledwie 63-minutowy. Kolejne minuty Mendy zapewne dostanie od szkoleniowca we wtorkowy wieczór, tym razem w meczu Pucharu Polski z Widzewem.
Dla Pogoni, w tabeli ekstraklasy dość odległej od lokat dających przepustkę do Europy (choć punktowo to ledwie sześć „oczek” straty), właśnie puchar może być najkrótszą drogą na międzynarodowe areny. Portowcy – przypomnijmy - dwa razy z rzędu w ostatnich sezonach docierali do finału pucharowych zmagań, dwa razy jednak decydujący mecz przegrywali. Gablota z napisem „trofea” na stadionie im. Floriana Krygiera wciąż więc czeka na pierwszy eksponat. - To fajne wyzwanie: pomóc wywalczyć coś pierwszego, czyli historycznego. Postaram się pomóc, żeby w końcu się udało – wyznał ostatnio wspomniany Mendy w rozmowie z goal.pl.
Smaczek w przeprowadzkach
Taka deklaracja ze strony mistrza świata zobowiązuje, nawet jeśli nie została jeszcze złożona w języku polskim. Francuz – nawet jeśli sama nazwa „Szczecin” sprawia dlań wrażenie niewymawialnej... - jednak próbuje pojąć meandry polszczyzny. W mediach społecznościowych udostępnił relację z własnych łamańców językowych podczas oglądania programu „Postaw na milion”. Swoją drogą – stawka PP jest dużo większa: triumfator ma przecież do zgarnięcia pięć milionów!Widzew, stojący na drodze Pogoni, ostatnimi czasy jawi się dla niej wdzięcznym rywalem. Szczecinianie wygrali pięć ostatnich gier ligowych z łodzianami; od ostatniej porażki minęło 12 lat. Dodatkowego smaczku wtorkowemu meczowi dodają letnie przeprowadzki na linii Szczecin – Łódź. Nie chodzi tylko o Mariusza Fornalczyka i Antoniego Klukowskiego, ale także dyrektora sportowego Dariusza Adamczuka, trenera i „bank informacji” Sławomira Rafałowicza oraz... rzecznika prasowego Krzysztofa Uflanda.
Dariusz Leśnikowski
