Takiego numeru kibic nie wywinął nigdy
Cofamy się o 40 lat
Igrzyska przyciągają uwagę całego świata. Organizatorzy zawsze starają się, żeby zawody przebiegały nienagannie. Niektórzy „kibice” próbują jednak za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę. Bodaj najbardziej zdumiewające zdarzenie w tym względzie miało miejsce 10 sierpnia 1984 roku, podczas igrzysk w Los Angeles. Na ten dzień zaplanowano finał biegu mężczyzn na 3000 m z przeszkodami mężczyzn. Rywalizowali biegacze o najwyższej klasie, publika równie dużo mówiła jednak potem o człowieku, który już podczas pierwszego okrążenia pojawił się na bieżni dosłownie… znikąd. Otwieram usta ze zdumienia, kiedy oglądam te zawody z odtworzenia na YouTube.
Co za gość…
Ni stąd, ni zowąd pod koniec pierwszego okrążenia po bieżni zaczął biec facet w białej koszulce i żółtych spodenkach. Dołączył do grupki przeskakujące rów z wodą. Nie przeszkadzał im, próbował się do nich dołączyć, biegnąc z tyłu stawki. Widać było jednak, że nie jest wyczynowcem, bo przeskakując wspomnianą przeszkodę, omal się nie zabił. Biegł jednak wytrwale, slalomem puszczając się między próbującymi zatrzymać go ochroniarzami. Złapali go jednak! Próbował jeszcze się wyszarpać i dołączyć na drugim okrążeniu, ale został odciągnięty. - Organizatorzy mają na zawodach wszelkiego rodzaju zabezpieczenia, których zadaniem jest zapobieganie wszystkiemu, od ataku nuklearnego po wojnę bakteryjną. Ale jednak ten dziwny idiota to prawdziwy problem - przyznał David Coleman, sławny komentator BBC.
Kenia rządzi
Dystans 3000 m z przeszkodami jest uznawany za domenę Kenijczyków. Tamten bieg też był popisem kenijskiego długodystansowca, Juliusa Korira. Ten afrykański kraj pierwszy medal olimpijski zdobył 20 lat wcześniej w Tokio. W 1968 w Meksyku roku złoto na tym dystansie wywalczył Amos Biwott, cztery lata później - Kip Keino. Na igrzyskach w 1984 roku właśnie na 3000 m z przeszkodami Kenia zdobyła jedyne złoto podczas tej imprezy. Korir był jednym z faworytów, wcześniej wygrał bowiem Igrzyska Wspólnoty Narodów, ale miał jednak godnych rywali. Jednym z nich był Amerykanin Henry Marsh.
Tempo finałowego biegu było wolne. Przed ostatnim okrążeniem na czele byli właśnie Korir z Marshem. 220 metrów przed metą Kenijczyk przyśpieszył, oderwał się od stawki z niezwykłą lekkością i samotnie przebiegł linię mety. Rekonwalescent Marsh, którego siły przed startem osłabił wirus, ostatecznie spadł na 4. miejsce.
Zderzenie i płacz
Tego samego dnia, 19 sierpnia 1984 roku, miało miejsce jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie. Pierwszy raz w historii igrzysk odbył się bieg na 3000 metrów kobiet. W masowej świadomości polskiego kibica tamte wydarzenia nigdy nie zaistniały, a to jeden z najbardziej pamiętnych kobiecych biegów długodystansowych ery nowożytnej.
Zwyciężyła Maricia Puica z Rumunii. Wyścig nadal jest jednak pamiętany głównie z powodu upadku mistrzyni świata Amerykanki Mary Decker po zderzeniu z Zolą Budd.
Kariera tej ostatniej to materiał na film. Jeszcze w styczniu 1984 roku 17-letnia Budd pobiła rekord świata Decker na 5000 m o 6 sekund. Wiadomo było, że są godnymi siebie rywalkami. Budd biegała boso, nawet na poważnych zawodach! Wydawało się, że pochodząca z Republiki Południowej Afryki zawodniczka w ogóle nie wystartuje w igrzyskach, dostała jednak w przyśpieszonym tempie brytyjski paszport.
Podczas finału doszło do przypadkowego zderzenia faworytek i skorzystała na tym Rumunka. Decker próbowała stanąć na nogi, doznała jednak poważnego urazu lewego biodra i została na bieżni we łzach. Zeszła z toru podtrzymywana przez swojego chłopaka (a później męża), brytyjskiego dyskobola Ricarda Slaneya. Mimo wielkiej klasy nigdy - z różnych powodów - nie udało jej się sięgnąć po olimpijski medal.
Tłum gwizdał na Budd, mimo że po tym incydencie biegła dalej z zakrwawioną stopą. Biegaczka straciła jednak siły i zajęła 7.miejsce. W 1985 i 1986 roku zdobyła mistrzostwo świata w przełajach na… bosaka. Po latach wróciła do RPA i zaczęła reprezentować ojczyznę.
(pacz)
