Takie rady od dziadersa
POWRÓT DO KORZENI - Michał Listkiewicz
U nas reforma premiera profesora Balcerowicza była jak tsunami. Zmiotła z powierzchni ziemi rzeczy niepotrzebne i potrzebne, wymagające tylko udoskonalenia. Likwidowanie wszystkiego, co nie przynosi zysku, w dłuższej perspektywie przynosi straty, nie zysk. Pseudoeksperci z osławionych brygad Marriotta (tam mieszkali, a ich wynagrodzenia przewyższyły wartość prywatyzowanego majątku) opisani przez profesora Wiktora Kieżuna tak kombinowali, by wykazać nierentowność kolei. Siatka połączeń uniemożliwiała przesiadki z pociągów lokalnych na dalekobieżne, więc tubylcy korzystali ze złomu na szosach. Polecam poruszającą książkę Karola Trammera „Ostre cięcie”, w której ukazano to cofające nas o lata świetlne zjawisko.
Co to ma wspólnego ze sportem? Wbrew pozorom całkiem sporo. W wielu krajach sportowcy jeżdżą na mecze i zawody pociągiem, w Polsce prawie wcale. Bogate kluby stać na samolot i wiozący tylko sprzęt autokar. Amatorzy jeżdżą zdezelowanymi busami niczym ruscy „marszrutkami” z epoki Breżniewa. Tylko w minionych kilku latach doszło do 40 wypadków z udziałem sportowców, zginęło 15 młodych ludzi, a ponad stu nigdy nie wróci do sportu. Na Mazowszu 65% gmin nie ma dostępu do kolei, a to przecież centrum kraju. Byłem kiedyś na trzecioligowym meczu pod wschodnią granicą. Kwadrans przed pierwszym gwizdkiem z hałasem i w chmurze spalin wtacza się stary diesel, a z niego wyskakują piłkarze już w strojach do gry. Wstali o świcie, jechali wiele godzin, na rozgrzewkę nie starczyło czasu. Do przerwy budzili się i prostowali kości, doszli do siebie po pauzie, ale czterobramkowej straty nie odrobili. Mam nadzieję, że zdążyli choć na kolację do domów.
Nina Patalon zbudowała sobie mocna pozycję w polskiej piłce nożnej.
Inaczej niż przy wchodzeniu do lokalu panowie tym razem wyprzedzili panie. Ledwie przebrzmiały echa losowania grup eliminacyjnych mundialu, a już dyskutujemy o kobiecym EURO. Faceci mieli więcej fartu od koleżanek, które wylosowały najgorzej jak można było. Ale selekcjonerka Nina Patalon to kobieta z charakterem, jest zadowolona z losu, twierdzi, że rywalki z Niemiec i Skandynawii przynajmniej dobrze znamy. Co prawda ja też świetnie znałem styl walki Grzegorza Skrzecza (świeć Panie nad Jego duszą), ale nie pomogło mi to wytrzymać dłużej niż 5 sekund w walce na niby w pewnym lokalu. Mecze polskich futbolistek pokaże telewizja publiczna, to świetne dla promocji szybko rozwijającej się dyscypliny.
Szkoda, że TVP dysponuje tylko jedną anteną sportową, nie da się upchnąć wszystkiego, a tyle mniej znanych sportów czeka na upowszechnienie. Choćby teqball, w którym Polacy zdobyli właśnie trzy medale mistrzostw świata lub jujitsu brazylijskie z polskim mistrzem Europy Adamem Wardzińskim. To połączenie klasycznego jujitsu, dżudo i zapasów, sport dla prawdziwych mężczyzn. Na czterokrotnie mniejszych Węgrzech publiczna telewizja pokazuje sport na trzech kanałach. Może to jedna z przyczyn sportowego boomu nad Dunajem? Dziś, czego nie pokazano w telewizji lub w internecie, tego nie ma w ludzkiej świadomości. Przykre, ale prawdziwe.
Młody trener Dawid Szwarga ma ciężki orzech do zgryzienia. Przejmuje prowadzenie gdyńskiej Arki, wicelidera pierwszej ligi, w komfortowej, a przez to niebezpiecznej sytuacji. Niby wystarczy dowieźć do mety sezonu to, co wypracował niedoceniony wcześniej Tomasz Grzegorczyk. Zwolniono go na wyrost, nie przewidując pasma sukcesów. Może lepiej było poczekać, do Szwargi raczej nie ustawiłaby się kolejka chętnych. Stara zasada „lepsze jest wrogiem dobrego” jest ponadczasowa. Mocno ściskam kciuki za nowego trenera Arki, trochę z egoistycznych pobudek. Mieszkam w Gdyni i wolałbym oglądać Lecha, Raków, Legię, Górnika niż - przy całym szacunku - Pogoń Siedlce i Chrobrego Głogów. A Grzegorczyk znajdzie dobrą robotę bez trudu, to pewne.
Porzuciłem wszelką nadzieję, że na linii Ministerstwo Sportu - PKOL zapanuje normalność. Turbulencje nawet się nasiliły, trwa wojna pozycyjna na zmęczenie przeciwnika. Granie Prezydentem Andrzejem Dudą jako kandydatem do MKOL to kolejna rakieta odpalona na terytorium wroga. Czy doleci? Dronów do jej zestrzelenia na pewno nie brakuje.
Pół wieku temu „Sport” był wiodącą gazetą sportową, po cyfrowej reaktywacji zmierza ku dawnym pozycjom. Gratuluję Koleżankom i Kolegom; sobie samemu jeszcze nie, bo w roli syna marnotrawnego wróciłem na łamy niedawno. Marzy mi się powrót akcji popularyzujących sport, z których gazeta słynęła. Do średnich i małych miast przyjeżdżali medaliści olimpijscy, słynni mistrzowie z Ireną Szewińską, Jerzym Kulejem i Waldemarem Marszałkiem na czele. Ludzie pozbawieni na co dzień kontaktu z wielkim sportem podziwiali idoli, a potem sami rywalizowali amatorsko. Wszystko dzięki kreatywności i pasji dziennikarzy „Sportu”. Komuno nie wracaj, terenowe „Spotkania ze Sportem”- jak najbardziej!
Drogim Czytelnikom życzę fantastycznych Świąt Bożego Narodzenia. Niech przyniosą Państwu odpoczynek i ukojenie. Nie obiecuję umiaru w jedzeniu, na to wkrótce przyjdzie czas. Nieco ruchu na świeżym powietrzu nie zaszkodzi, to lepsze niż siłownia pełna napakowanych młodzieńców. Taka rada od dziadersa. Starego, ale jarego.
