Tak grają mistrzowie

Polacy pozbawili złudzeń Niemców i po raz czwarty z rzędu zagrają w półfinale czempionatu Starego Kontynentu.

Polacy zrobili swoje i Sofię zamieniają na Mediolan. Fot. PAP / Darek Delmanowicz

ME MĘŻCZYZN

Niemcy, pokonując w 1/8 finału Bułgarię, sprawili największą na razie niespodziankę w turnieju. Ten triumf mocno ich podbudował mentalnie przed ćwierćfinałowym starciem z naszą drużyną.

– Jesteśmy niezwykle dumni, że wygraliśmy z gospodarzami i to przed taką publicznością. Przegrywać 0:2, zwłaszcza gdy kibice są przeciw tobie, a później cieszyć się ze zwycięstwa, to nie lada wyczyn, który pokazuje, że tworzymy świetny kolektyw, trzymamy się razem jako drużyna, nawet w najtrudniejszych chwilach. Mecz z Bułgarią pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych – stwierdził Moritz Reichert, przyjmujący Niemiec.

Wyeliminowanie Bułgarów zrobiło też wrażenie na naszych siatkarzach.

– Niemcy zrobili coś dużego – to powtarza nam od dwóch dni trener Grbić. Zrobili coś, czego nam się nie udało, i ogromny szacunek za to, że z wyniku 0:2 w jaskini lwa, w której mieliśmy okazję zagrać, pokonali Bułgarów. To pokazuje, że oni potrafią grać, są też mocni psychicznie, bo niejeden zespół mógłby się poddać. Tak więc zagramy z zespołem, który pokazał coś ekstra w tym turnieju – przyznał Jakub Popiwczak, libero reprezentacji Polski.

Polacy przed meczem zachowywali spokój. Byli pewni swoich umiejętności i siły. Od pierwszej piłki grali bardzo twardo. Nie mieli słabych punktów. Marcin Komenda dobrze prowadził grę, na środku siatki ani razu nie dali się zatrzymać Bartłomiej Lemański i Szymon Jakubiszak, w obronie uwijali się Jakub Popiwczak i Tomasz Fornal, a wszystkie problemy w ofensywie czyścili Bartłomiej Bołądź oraz Wilfredo Leon.

Ten ostatni zaimponował też w przyjęciu zagrywki, bo choć rywale starali się w niego celować, nie dał się złamać. Zresztą jak Fornal, który co do centymetra dogrywał piłkę do rozgrywającego nawet po największych „bombach” Niemców.

Rywale w polu serwisowym nie zwalniali ręki, szli na całego. Wiedzieli, że tylko odrzucając nasz zespół od siatki i zmuszając Leona czy Bołądzia do uderzeń na wysokiej piłce, są w stanie walczyć jak równy z równym. Walczyli dzielnie. Nie dawali za wygraną, nawet wówczas, gdy przegrywali czterema punktami (12:16). Odrobili trzy „oczka” (18:19) i zrobiło się nerwowo.

Biało-czerwoni po raz kolejny pokazali jednak, że psychika jest ich jedną z najmocniejszych stron. Potrafią wychodzić nawet z najtrudniejszych momentów. Nie podpalają się, cały czas grają to, co nakreślił im trener Nikola Grbić. I tak było teraz. Wytrzymali presję. W końcówce nie popełnili żadnego błędu, Niemcy natomiast dwa – Jan Zimmermann zepsuł zagrywkę, a Erik Röhrs pomylił się w ataku – i okazały się one dla nich bardzo kosztowne.

Biało-czerwoni poszli za ciosem. Z każdą kolejną minutą na parkiecie czuli się coraz pewniej. Niemcy byli bezradni. Nie mieli żadnego elementu zaczepienia. Nasi siatkarze mieli odpowiedź na każdy ich ruch, każde zagranie.

Nie oznacza to, że sukces przyszedł łatwo. Wprawdzie wynik nie wskazuje na to, ale Biało-czerwoni na parkiecie wylali sporo potu. W trzecim secie zmuszeni zostali nawet do wspięcia się na wyżyny, bo po serii mocnych zagrywek przeciwnicy wygrywali 14:11. W oczach naszych siatkarzy było widać ogień. Za wszelką cenę chcieli skończyć spotkanie w trzech setach.

Błyszczał Leon, który skończył kilka bardzo trudnych ataków. Zagrywką dołożył Bartłomiej Lemański. Niemcy stracili przewagę i… odpuścili. Zobaczyli, że nawet dając z siebie wszystko, nie są w stanie zatrzymać Polaków. Od 17:19 nie zdobyli już punktu.

Biało-czerwoni na rundę finałową przenoszą się do Mediolanu. Półfinał ze zwycięzcą meczu Słowenia – Belgia już w piątek.

(mic)

 POWIEDZIELI

Bartłomiej BOŁĄDŹ: - Byliśmy skoncentrowani. Był to też nasz najrówniejszy mecz. Fajnie zagrywaliśmy, może bloków punktowych nie mieliśmy za wiele, ale w tym elemencie też zaprezentowaliśmy się dobrze. Najważniejsze jest zwycięstwo. Jedziemy do Mediolanu i walczymy dalej.  

Tomasz FORNAL: - Każdy zna swoją rolę w tej drużynie i dobrze ją wykonuje. Oczywiście, chciałbym atakować i zdobywać więcej punktów, ale jeśli sety mają tak wyglądać jak z Niemcami, to mogę być zawodnikiem defensywnym. Marcin (Komenda – przyp. red.) gra fantastyczny turniej, dobrze rozgrywa i jeśli mamy dalej wygrywać i zdobyć medal to mogę już do końca turnieju w ogóle nie dostać żadnej piłki do ataku.

Bartłomiej LEMAŃSKI: - Było mało bloków punktowych, ale za to było wiele wybloków. Nasza gra blok-obrona wyglądała znakomicie, podbiliśmy wiele piłek, dzięki czemu mieliśmy okazje do kontrataków. W trzecim secie mieliśmy stratę czterech punktów, ale w końcówce udało się odskoczyć i wykończyć przeciwników.


◼ Polska – Niemcy 3:0 (25:23, 25:17, 25:17)

POLSKA: Komenda, Leon (17), Jakubiszak (9), Bołądź (13), Fornal (7), Lemański (5), Popiwczak (libero) oraz Semeniuk, Granieczny, Sasak, Firlej. Trener Nikola GRBIĆ.

NIEMCY: Zimmermann, Reichert (8), Brehme (4), Rohrs (12), Brand (11), Krick (6), Schott (libero) oraz Peter, Bohme, Mohwinkel, Torwie. Trener Massimo BOTTI.

Sędziowali: Alexandros Mylonakis (Grecja) i Juraj Mokry (Słowacja). Widzów 7174.

Przebieg meczu
I: 10:6, 15:11, 20:18, 25:23.
II:
10:5, 15:9, 20:12, 25:17.
III:
8:10, 13:15, 20:17, 25:17.
Bohater –
Wilfredo LEON.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się