Tabela prawdę ci powie

KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz

Za nami pierwsze dwie kolejki drugiej części rozgrywek, choć w przypadku Piasta i Lecha to już trzy mecze w nogach, bo przecież przed tygodniem te drużyny rozegrały jedno z zaległych spotkań. Już można się więc pokusić o pierwsze oceny. Sześć punktów na koncie w 2026 roku ma zaskakujące trio. To Jagiellonia, która raczej bez niespodzianki objęła prowadzenie w ekstraklasie, a ma przecież jeszcze w zapasie zaległe spotkanie. Tuż za Dumą Podlasia sensacyjnie są dwie górnośląskie jedenastki: GKS i Piast. Katowiczanie w dobrym stylu odprawili z kwitkiem wygrywające wcześniej prawie wszystko u siebie Zagłębie w Lubinie i ostatnio przy Nowej Bukowej nowy Widzew. Gliwiczanie znowu rządzą przy Okrzei, gdzie pokonali w kilka dni i Lecha, i płocką Wisłę.

Powie ktoś – no dobra, wyszedł im start, ale przecież wiele grania przed nami, wiele może się wydarzyć. Marsz w górę tabeli GieKSy i Piasta to jednak nie przypadek, jeżeli popatrzymy na trend w szerszej ligowej perspektywie, czyli na to, co dzieje się w niej od listopada.

Jak tutaj to wygląda? Ano wychodzi na to, że najlepsza jest… ekipa Daniela Myśliwca! Tak, tak, to nie jest pomyłka! Od początku listopada w ośmiu meczach jedenastka z Gliwic zdobyła aż 18 punktów, wygrywając w tym czasie sześć meczów. Ta dobra gra i wyniki związane są ze zmianą na stołku trenerskim pod koniec października. Wynalazek dyrektora Łukasza Piworowicza (swoją drogą ciekawe, czy zostanie za to rozliczony), Szwed Max Molder, prowadził Piasta na manowce, a Myśliwiec wszystko ratuje. Piast ma na koncie 26 punktów i choć do spokojnego utrzymania jeszcze daleko, to widać, że droga, którą podąża, jest dobra i że jest duża szansa, że w Gliwicach dalej będziemy oglądali najlepszych.   

W tym zestawieniu od listopada do dzisiaj kiepsko wypada Górnik. Zabrzanie w tym czasie zdobyli w siedmiu grach ledwie siedem punktów i są na bardzo odległym miejscu. W tym okresie mniej punktów wywalczyły tylko trzy zespoły – dołujące ostatnio Pogoń (pięć) oraz Legia i Widzew (po cztery). Wojskowi, jak wiemy, śrubują swój ligowy rekord. W lidze nie wygrali już 11 kolejnych spotkań i dryfują ku niższemu poziomowi rozgrywkowemu, gdzie dotychczas byli tylko raz, spadając z ligi do klasy A  w 1936 roku.

To na razie wszystko jednak przedbiegi, eliminacje i kwalifikacje – odnosząc się też do tego, co dzieje się na olimpijskich arenach pod Alpami we Włoszech, ale najważniejsze jest to, co będzie na koniec, czyli 24 maja po ostatniej ekstraklasowej kolejce. Wtedy poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Każdy o coś gra, każdy ma coś do udowodnienia i pokazania. A że będzie ciekawie, to już widzimy.

Od kilku lat, może od zdobycia przez Piasta mistrzostwa Polski w 2019 roku, poziom w lidze z sezonu na sezon się wyrównuje i dlatego tyle jest zaskakujących wyników, zwrotów akcji oraz czasami wręcz sensacyjnych rozstrzygnięć. Niekonieczni ci, co teraz są mocni, okażą się tacy również na końcu rozgrywek. Tym bardziej że kilka zespołów zaangażowanych jest w granie nawet na trzech frontach, bo oprócz krajowego podwórka także w europejskich pucharach, które przecież z udziałem polskiego tria, czyli Lecha, Jagiellonii, a później także Rakowa, zaczną się już w przyszłym tygodniu (19 lutego).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się