Szykują się na Chrobrego
Bramki rezerwowych dały łodzianom ważne zwycięstwo w starciu ze zdegradowanym już zespołem z Łęcznej.
Mateusz Lewandowski (nr 90) cieszy się z ważnego gola w meczu z jedenastką z Łęcznej. Fot. Artur Kraszewski/Pressfocus.pl
Było nerwowo
Był wtedy zawodnikiem Górnika Łęczna, teraz gra w ŁKS i… był jedynym piłkarzem obu drużyn z tamtego okresu, którzy wówczas grali. ŁKS prowadził już 2:1, ale oczekiwanie na końcowy gwizdek było nerwowe, bo każdy gol w Legnicy, Opolu czy Pruszkowie mógł wywrócić tabelę. Krykun jest w ŁKS rezerwowym i teraz też sprawdził się jako dżoker, bo z zimną krwią wykorzystał podanie Koki Hinokio i z linii pola karnego strzelił po ziemi nie do obrony dla Łukasza Budziłka.
Przez trzy czwarte meczu nie było jednak wesoło w łódzkim obozie na boisku i na trybunach. Górnik rozpoczął bardzo odważnie, jakby sam miał jeszcze barażowe szanse. Wysoki pressing gości był skuteczny do tego stopnia, że gospodarze z trudem wydostawali się z własnej połowy, a na dodatek już po dwudziestu minutach niezdolny do gry był Artur Craciun. W 15 minucie Łukasz Bomba z trudem wybił piłkę na róg po rzucie wolnym w wykonaniu Adama Dei, potem wprawdzie Sebastian Rudol trafił piłką w poprzeczkę po dośrodkowaniu Wysokińskiego, ale w 43 minucie Deja podregulował trochę swój celownik i niemal z tego samego miejsca co wcześniej strzelił w miejsce poza zasięgiem bramkarza.
Silna ławka
Na innych boiskach wyniki układały się jednak korzystnie dla ŁKS i wydawało się, że do miejsca w strefie barażowej wystarczy nawet… zwycięska porażka. Oglądanie się na innych mogło być jednak zabójcze dla planów drużyny, dlatego po przerwie ŁKS zaatakował jeszcze bardziej zdecydowanie (chociaż pierwsza połowa zakończyła się też wydatnie korzystnym bilansem strzałów 12-4), a rywale nie tylko nie trafili już ani razu w światło bramki, a nawet coraz rzadziej podchodzili w okolice łódzkiego pola karnego. Logicznym skutkiem takiego układu gry była bramka Hinokio, zdobyta strzałem zza pola karnego. ŁKS grał cierpliwie i konsekwentnie. Przewaga rosła (bilans strzałów w drugiej połowie to 11-2), kolejnych szans na gole nie brakowało – na przykład Kacper Terlecki strzelił w 75 minucie w poprzeczkę.
ŁKS ma jednak bardzo silną ławkę. Na boisku pojawili się Krykun i Mateusz Lewandowski i zrobili to, czego nie potrafił dokonać Fabian Piasecki bez nieobecnego z powodu kontuzji Andreu Arasy. Dynamiczne wejście w pole karne (było przy tym kilku rannych) Krzysztofa Fałowskiego otworzyło drogę Lewandowskiemu, a potem jeszcze Krykun odebrał resztki szans rywalom liczącym na miejsce w pierwszej szóstki. Sierhij, Łódź już wybaczyła Ci tego gola sprzed pięciu lat!
Wojciech Filipiak
OCENA MECZU⭐⭐⭐
◼ ŁKS – Górnik Łęczna 3:1 (0:1)
0:1 – Deja, 43 min. (z wolnego), 1:1 – Hinokio, 60 min. 2:1 – Lewandowski, 79 min., 3:1 – Krykun, 90+4 min.
ŁKS: Bomba – Loeffelsend (72. Krykun), Craciun (24. Wiech), Rudol, Fałowski – Terlecki, Wojciechowski (72. Lewandowski), Wysokiński, Hinokio, Norlin – Piasecki (88. Ernst). Trener Grzegorz SZOKA.
GÓRNIK Ł.: Budziłek – Nowogoński, Szabaciuk, Guczek, Hołownia, Biedrzycki (83. Ogaga) - Spaczil (71. Paryzek), Deja, Myszor (90+2. Ahmedov), Kryeziu – R. Wolsztyński (71. Tkacz). Trener Robert SKOK (w zastępstwie zawieszonego po żółtych kartkach Jurija Szatałowa).
Sędziował Sebastian Krasny (Kraków). Widzów 9415. Żółta kartka: Wolsztyński.
