Szybkie przebudzenie

Po utracie gola Jagiellonia ruszyła do ataku i w ciągu kilku minut zapewniła sobie zwycięstwo.

Jesus Imaz (z lewej) brał udział przy wszystkich bramkach Jagiellonii. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

Mistrz Polski pojechał do Grudziądza, żeby zrobić to, co należy, czyli wygrać z Olimpią w Pucharze Polski. Takie -przynajmniej można przyjąć przedmeczowe założenie. Tymczasem gospodarze pokazali, że też potrafią grać w piłkę i na początku meczu zagrozili białostoczanom. W 15 minucie odważna gra Olimpii wywołała błąd w szeregach Jagiellonii. Darko Czurlinow zagrał piłkę ręką w polu karnym i zespół sędziowski nie miał wątpliwości. Podyktowany został rzut karny, a do wykonania „jedenastki” podszedł Tomasz Kaczmarek. Pewnym uderzeniem pokonał Sławomira Abramowicza i zaczęło pachnieć niespodzianką.

Jednak sposób, w jaki Jagiellonia zaczęła grać po utracie gola, wyglądał tak, jakby piłkarze Adriana Siemieńca utratę gola mieli wpisaną w koszta. Nie minęło 10 minut, a mistrzowie Polski doprowadzili do wyrównania. Na listę strzelców wpisał się Nene, który wykorzystał podanie Jesusa Imaza. „Duma Podlasia” czuła się tak pewnie, że od razu po tym, jak Olimpia wznowiła mecz od środka po utracie bramki, przejęła piłkę i… zdobyła kolejnego gola. Znów ważną rolę odegrał Imaz. Hiszpan posłał świetne podanie do Afimico Pululu, dzięki czemu snajper znalazł się w sytuacji sam na sam. Angolczyk bez problemu wykorzystał tę okazję. W ten sposób w ciągu minuty Jagiellonia nie tylko doprowadziła do remisu, ale też wyszła na prowadzenie.

Dwa ciosy były dla Olimpii nokautujące, a Jagiellonia okazała się bezlitosna. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy zdobyła kolejnego gola. Tym razem Imaz nie asystował, a zabrał się za strzelanie. Znakomitym uderzeniem pokonał bramkarza Pawła Depkę i Jagiellonia mogła już być pewna zwycięstwa.

Nic nie mogło zepsuć nastrojów zespołu z Podlasia. Drugą połowę trener Siemieniec rozpoczął od… zmiany bramkarza i między słupkami zameldował się Maksymilian Stryjek. Natomiast na murawie nie działo się wiele. Jagiellonia chciała spokojnie „dowieźć” zwycięstwo do ostatniego gwizdka i to jej się udało. Co prawda po drodze wystąpiły turbulencje, gdy Olimpia pokonała Stryjka, ale sędziowie w wozie VAR byli czujni i dopatrzyli się minimalnego spalonego.

Białostoczanie tym samym grają dalej w Pucharze Polski. Dzięki temu wiosną dalej będą walczyć na trzech frontach. Będą godzić grę w lidze, PP i Lidze Konferencji.

Kacper Janoszka