Szpilki pana Marka
Lech w dużych meczach często zawodzi – szkoleniowiec z Łazienkowskiej lubi przedmeczowe poszturchiwania...
Co by tu jeszcze powiedzieć, panowie....? – zastanawia się Marek Papszun. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus
LEGIA WARSZAWA
Dla podniesienia rangi starcia Lecha z Legią – i próby dorównania derbom Krakowa (Wisła – Cracovia) czy Śląska (Ruch – Górnik) – w obu ośrodkach, czyli Poznaniu i Warszawie, ukuto termin „derby Polski”. Nie pora zastanawiać się nad (bez)sensownością tego określenia. W tym momencie ważna jest wartość sportowa niedzielnej batalii przy Łazienkowskiej. Gra idzie o zachowanie miejsca na podium.
Wahadła bez wahania
Legioniści w minionych dniach wyłącznie trenowali, a przy okazji – leczyli się. – W porównaniu do poprzednich tygodni sytuację zdrowotną można określić mianem dobrej, a nawet bardzo dobrej. Mieliśmy sporo problemów ortopedyczno-wirusowych, ale niemal całkowicie wyszliśmy z nich – zdradzał (choć niechętnie) Marek Papszun na przedmeczowej konferencji. Przyznawał, że z drużyną – i to na pełnych obrotach – trenują już Paweł Wszołek (mecz z Cracovią zakończył po 45 minutach) i Ruben Vinagre (ostatni występ – pięć tygodni wstecz, z Jagiellonią). Niewykluczone więc, że nie zawaha się wystawić tych graczy na wahadłach.
Klątwa dużych meczów
Lechici czasu na treningi i lizanie ran mieli bardzo niewiele, wszak w czwartkowy wieczór potykali się z Sunderlandem. Zdobyli w ten sposób pierwszy punkt w Lidze Europy, a przede wszystkim – nie dali sobie strzelić czterech goli, jak w poprzednich dwóch występach. – Mogę się odnieść do swoich europejskich potyczek. Nie przypominam sobie, bym przegrał 0:3 czy 0:4 – Papszun nawiązał w ten sposób do kolejarskich klęsk z Crystal Palace i Bayerem, zapominając najwyraźniej... że jako trener Rakowa przegrał 0:3 z Gentem w 2021 roku. I nie omieszkał „uszczypnąć” delikatnie najbliższego rywala swego zespołu. – Lech miał uzasadnione apetyty na awans do Ligi Mistrzów, ale przegrał z przeciętną drużyną, teraz broniącą się przed spadkiem (AGF Aarhus – dop. aut.). Dosyć często zresztą w tych dużych meczach zawodzi: porażka z Górnikiem w ekstraklasie, przegrane w Lidze Europy. Może i tym razem będzie tak samo? – zastanawiał się głośno trener Wojskowych.
Odkręcanie kartki
Przypomniano mu natomiast, że ostatnia wizyta Legii przy Bułgarskiej – już pod jego skrzydłami – zakończyła się solidnym laniem: właśnie 4:0. Na to jednak też miał gotową odpowiedź: – To było specyficzne spotkanie ze względu na niezasłużoną czerwoną kartkę. Potem ją anulowano, ale wynik na boisku został przez nią wypaczony.Papszun odwołał się do wyrzucenia już w 21 minucie Rafała Augustyniaka za faul na Leo Bengtssonie. Teraz obie drużyny zaczną w pełnych składach. Co z tego uda się wyciągnąć legionistom?
(DaL)
6 LAT czekają kibice Legii na domową wygraną swych ulubieńców z Lechem. Ostatni raz legioniści dokonali tego w listopadzie 2020 roku (2:1)
15 MECZÓW ligowych z rzędu nie przegrała Legia. Ostatnią porażkę poniosła w kwietniu, przegrywając 0:4 z... Lechem w Poznaniu
315 MINUT trwa snajperska niemoc Warszawiaków w ligowych starciach z Kolejorzem
