Szkoda że nie na mundialu…
KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz
Był pod wrażeniem spotkania na Narodowym i jego otoczki. Mówił, że na amerykańskim mundialu wiele meczów nie będzie miało takiej atmosfery, takiego zainteresowania, a i takiego poziomu. Faktycznie, mecz z Nigerią był do... oglądania. Sporo się działo, a ukoronowaniem był wspaniały gol Przemysława Wiśniewskiego w ostatniej minucie, w zasadzie w ostatniej sekundzie! To pierwsze trafienie „Wiśni” w narodowych barwach, ale tak spektakularne, że zapamięta się je na długo...
Na pewno śląski obrońca Widzewa jest jednym z głównych beneficjentów pracy Jana Urbana na stanowisku selekcjonera. Z miejsca na niego postawił. Wielu zapamiętało świetną grę wysokiego i szybkiego defensora w debiucie nowego selekcjonera z Holandią w Rotterdamie na początku września zeszłego roku (1:1). Pewnie Wiśniewski miałby więcej meczów w kadrze, bo przecież powoływał go już wcześniej utytułowany Fernando Santos, ale na przeszkodzie stanęła fatalna kontuzja więzadeł i długa przerwa. Teraz gra, strzela i oby tak dalej.
Na pewno wygranym ostatnich meczów kontrolnych jest też Kacper Potulski. Za ledwie 18-latkiem udany sezon w Bundeslidze w barwach Mainz. Teraz dostał szansę w kadrze i nie zawiódł, a z Nigerią też – jak Wiśniewski – wpisał się na listę strzelców w ledwie drugim meczu w narodowych barwach. Jak mówi o nim doświadczony selekcjoner, „będzie z niego piłkarz”. Już jest i z impetem wchodzi do kadry, jak i inny nastolatek, Oskar Pietuszewski.
Idzie nowe i oby jesienią, w meczach Ligi Narodów szło jak z płatka, jak oczekują spragnieni kibice, którzy mimo braku naszych w mistrzostwach świata, w których przypomnijmy, gra po raz pierwszy aż 48 reprezentacji, czyli praktycznie czwarta część członków FIFA, to walą na stadiony w dużej liczbie, co pokazały mecze kadry we Wrocławiu i w Warszawie.
Teraz żegnamy się z reprezentacją na dłuższy czas, ale z niecierpliwością będziemy śledzić, jak wszystkim kadrowiczom pójdzie w nowym sezonie; co zrobi ze swoją przyszłością Robert Lewandowski i czy znowu pojawi się jakaś perełka w stylu Potulskiego czy Pietuszewskiego? Oby tak było i oby selekcjoner miał kłopoty bogactwa przed wrześniowym zgrupowaniem.
Zacząłem od spotkania z Patrikiem Lendelem i skończę. Po meczu w Warszawie udał się pociągiem do Katowic, a stamtąd do Włoch i San Marino, na mecz tamtejszej reprezentacji z… Bangladeszem. Jak podkreślał, to prezent na jego urodziny i jednocześnie spotkanie numer 250 w reprezentacyjnym wydaniu. Takich pozytywnych futbolowych świrów nie brakuje i u nas. I oby za cztery lata mogli towarzyszyć Biało-czerwonym nie tylko w towarzyskich grach, ale w kolejnych MŚ, które odbędą się w Hiszpanii, Portugalii i Maroku.
