Sześć punktów w garści

Podopieczni Goncalo Feio wracają z Serbii z trzema bramkami i drugim zwycięstwem.

Luquinhas zakończył czwartkową rywalizację z golem i asystą. Fot. PAP/Leszek Szymański

Zwycięstwem z Betisem w pierwszej kolejce Ligi Konferencji Legia wysoko zawiesiła sobie poprzeczkę. Warszawski zespół pojawił się w czwartek w Serbii u znacznie słabszego rywala w porównaniu do ekipy z Sewilli. Było więc jasne, że „Wojskowi” zrobią wszystko, żeby wrócić do Polski z kompletem punktów. Plan miał zostać zrealizowany pomimo tego, że w składzie warszawian zabrakło Maxiego Oyedele, który odpoczywa po kontuzji stawu skokowego. Jego absencja nie mogła być oczywiście żadną wymówką dla podopiecznych Goncalo Feio, którzy chcieli szybko zdobyć gola.

Tym samym Legia ruszyła do ataku i udało jej się trafić do siatki już w 11 minucie. Lewym skrzydłem ruszył Luquinhas. Brazylijczyk zgrał piłkę w pole karne, gdzie pomylił się Duszan Stevanović. Chciał zablokować piłkę, ale zrobił to na tyle nieudolnie, że zgrał ją do Bartosza Kapustki. 15-krotny reprezentant Polski bezproblemowo umieścił piłkę w siatce, dając gościom prowadzenie.

Po tym ciosie można się było spodziewać, że Legia będzie poszukiwać kolejnych trafień. Tymczasem rywalizacja się wyrównała. Baczka Topola zaczęła atakować i sprawdzać czujność defensywy ze stolicy Polski. Ataki nie przyniosły jednak skutku, przez co pierwsza połowa zakończyła się jednobramkowym prowadzeniem przyjezdnych. Dla Legii wynik nie był w pełni satysfakcjonujący…

Zespół z Warszawy chciał szybciej zapewnić sobie zwycięstwo. Z tego powodu nie miał zamiaru czekać na ruch rywali. Po zmianie stron, tak jak na początku pierwszej połowy, przeszedł do ofensywy. Przyniosło to błyskawicznego gola. W 47 minucie zakotłowało się pod bramką Veljko Ilicia. Defensorzy gospodarzy najpierw bez zarzutu wybronili się po strzale Marca Guala, ale już przy dobitce Luquinhasa nie mieli szans. Legioniści wyszli na dwubramkowe prowadzenie i teraz mogli powoli przyzwyczajać się do myśli, że wygrają drugi mecz z rzędu w Lidze Konferencji

Myśl ta musiała spowodować, że warszawscy piłkarze poczuli pewność siebie. Dzięki temu byli w stanie zdobyć kolejną bramkę. Tym razem do siatki trafił Kacper Chodyna (to drugi gol w drugim meczu z rzędu – ostatnio strzelił w starciu z Lechią w ekstraklasie). 25-latek otrzymał świetne podanie z lewej strony od Rubena Vinagre’a i pozostało mu tylko umieścić futbolówkę między słupkami. Z wykonaniem tego zadania nie miał najmniejszego problemu.

Od tego momentu zwycięstwo Legii było właściwie pewne. Legia wygrała i po dwóch kolejkach ma sześć punktów. Warszawianie świetnie rozpoczęli zmagania w europejskich pucharach i… oby tak dalej!

Kacper Janoszka

TSC Baczka Topola – Legia Warszawa 0:3 (0:1)

0:1 – Kapustka, 11 min, 0:2 – Luquinhas, 47 min, 0:3 – Chodyna, 62 min

TSC: Ilić – Capan, Stevanović, Krstić – Jovanović, Pejić (61. Djakovac) – Banjac (73. Sos), Radin, Stanić (88. Lazetić), Cirković (88. Milosavjević) – Pantović (60. Jovanović). Trener Jovan DAMJANOVIĆ.

LEGIA: Tobiasz – Wszołek, Pankov (46. Ziółkowski), Kapuadi, Vinagre – Kapustka, Augustyniak (68. Celhaka), Morishita (80. Goncalves) – Chodyna, Gual (69. Pekhart), Luquinhas (68. Alfarela). Trener Goncalo FEIO.

Sędziował Julian Weinberger (Austria). Widzów 3090. Żółte kartki: Radin, Capan, Banjac, Krstić – Kapustka, Ziółkowski, Chodyna.