Sześć lat żelaznego Chorwata

W Nowy Rok formalnie minie szósta rocznica dołączenia Frana Tudora do klubu spod Jasnej Góry. Kapitan czerwono-niebieskich ma udział we wszystkich jego sukcesach.

Fran Tudor (z kapitańską opaską) nie szczędzi sił w meczu i... gardła po końcowym gwizdku Fot. Artur Kraszewski / Press Focus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Na kontrakcie widnieje data 1 stycznia 2020 roku, ale Chorwat znalazł się pod Jasną Górą już kilka dni wcześniej. Z obecnej kadry jest piłkarzem z najdłuższym stażem, a jego przyjściu do Częstochowy towarzyszyły spore emocje, bo kilka lat temu praktycznie nie zdarzało się, aby gracz z takim CV trafiał do beniaminka ekstraklasy, zajmującej wówczas bardzo odległe, 29. miejsce w europejskim rankingu.

Wykorzystali moment

Jak zatem w ogóle do tego doszło? Raków miał dużo szczęścia, wykorzystał idealnie sytuację, w której zawodnikowi skończył się kontrakt z Hajdukiem Split i od pół roku był na bezrobociu. – Za dużo ryzykowałem. Miałem kilka ofert z dobrych klubów, ale je odrzucałem, bo myślałem, że nadejdą jeszcze lepsze. W ten sposób straciłem kilka miesięcy. Gdy zbliżało się zimowe okno transferowe, powiedziałem sobie: "Biorę pierwszą ofertę z klubu, który naprawdę będzie mnie chciał". I tę ofertę złożył Raków.

Utrzymać wysoką dyspozycję przez tyle sezonów to nie lada wyzwanie, a Tudorowi się to udaje. Jeśli tylko jest zdrowy lub akurat nie pauzuje za kartki, przeważnie gra od pierwszej do ostatniej minuty. W tym sezonie nie doczekał się jeszcze bramki, ale nie taka jest rola prawego wahadłowego w Rakowie. To piłkarz mocno uniwersalny (doskonale radzi sobie również w obronie), który w przeszłości potrafił zdobywać dla częstochowian absolutnie kluczowe gole. Mowa choćby o eliminacjach do Ligi Mistrzów po zdobyciu tytułu w 2023 roku. To bramki Chorwata zapewniały Rakowowi przejście kolejnych rund – z Karabachem w Baku (1:1) czy w Limassol z Arisem (1:0) – aż do decydującej rozgrywki z Kopenhagą.

„Wyciągnęliśmy maksa”

Po ostatniej wygranej z Omonią w Nikozji (1:0) Tudor mógł wspólnie z kolegami świętować zajęcie przez wicemistrzów Polski drugiego miejsca na koniec fazy ligowej Ligi Konferencji i doskonałą pozycję wyjściową na rundę wiosenną. Raków w trwającym sezonie na europejskiej arenie może pochwalić się świetnym bilansem: dziewięciu wygranych, dwóch remisów i zaledwie jednej porażki. - Wyciągnęliśmy maksa i to już na zawsze będzie zapisane w naszej historii. Szacunek dla całej drużyny i wielkie gratulacje ode mnie jako kapitana. Szkoda tej porażki z Maccabi, bo paradoksalnie to był jeden z naszych najlepszych meczów w tym sezonie. Mieliśmy wtedy wiele bardzo dobrych sytuacji, oni w zasadzie pół, ale ją wykorzystali. Nie ma jednak co narzekać, bo na koniec roku możemy świętować. W pewnym momencie mieliśmy trochę problemów, ale robiliśmy swoje i wierzyliśmy w codzienną pracę – powiedział po meczu na Cyprze.

Coś pięknego

Spotkanie z Omonią było zarazem pożegnaniem z klubem trenera Marka Papszuna. Wiosną drużynę poprowadzi już Łukasz Tomczyk. - Na pewno te wszystkie zmiany jakoś na nas wpłyną, ale na razie to pozostaje z tyłu głowy, jest gdzieś tam daleko, bo przede wszystkim musimy odpocząć tak fizycznie, jak mentalnie. Sportowo jednak nie możemy się doczekać już tej 1/8 finału. Gra w Europie to jest coś pięknego, dlatego szanujmy to maksymalnie i chcemy maksymalnie wykorzystać to, co już udało nam się zbudować – dodał Fran Tudor po ostatnim oficjalnym meczu Rakowa w tym roku kalendarzowym. W samej tylko rundzie jesiennej częstochowianie rozegrali aż 32 mecze o stawkę.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się