Szczęście wróci?
Faza grupowa osiągnęła półmetek. Orlen Wisła Płock i Industria Kielce szans na bezpośredni awans do ćwierćfinału praktycznie nie mają.
Do pełni szczęścia o jedna piłka za dużo przedostała się przez kieleckie zasieki. Fot. Tomasz Fąfara/PressFocus
LIGA MISTRZÓW
W znacznie lepszym położeniu są mistrzowie Polski, których w tabeli grupy B wyprzedzają SC Magdeburg i Barcelona; ta druga ma 4 punkty przewagi nad Nafciarzami i lepszy bilans bezpośrednich spotkań - dwa zwycięstwa. Rywalizujący w grupie A wicemistrzowie Polski zremisowali w czwartek z duńskim Aalborgiem 32:32 i zachowali 6. miejsce, gwarantujące udział w 1/8 finału, co jest na teraz głównym celem kielczan. Na czele bez straty punktu pozostają berlińskie Lisy, które z eskapady do Lizbony wróciły z tarczą.
Bramki reprezentantów
W innych spotkaniach 7. kolejki po bramce zdobyli reprezentanci Polski. Obrotowy RK Zagrzeb Patryk Walczak trafił w przegranym 22:27 meczu z broniącym tytułu Magdeburg. Większe znaczenie miał gol Andrzeja Widomskiego. Leworęczny rozgrywający Eurofarmu Pelister przyczynił się do zwycięstwa 25:24 z wyżej notowanym Pickiem Szeged 25:24; była to druga wygrana ekipy z macedońskiej Bitoli.
Goście nie zasłużyli na punkt
Czwartkowe spotkanie w Kielcach było prawdziwym rollercoasterem, przy czym Duńczycy uratowali punkt w ostatniej sekundzie. Albo inaczej – to gospodarze na własne życzenie stracili zwycięstwo, na które harowali przez prawie 60 minut. Na 3 sekundy przed końcem Arstem Karalek, mając czas i miejsce bezsensownie próbował lobować bramkarza. Białoruski obrotowy nie postawił pieczęci na wygranej, a blisko 30-metrowe podanie Niklasa Landina pozwoliło Busterowi Juul-Lassenowi doprowadzić do podziału punktów. Kielczanie byli bardzo blisko pełnej puli, więc komentarz pogodzonego z porażką szkoleniowca Aalborga nie mógł dziwić... - Mieliśmy szczęście. Nie wiem, czy zasłużyliśmy na ten punkt – wyznał szczerze Simon Dahl.
Mówi się trudno
Inny rodzaj zaskoczenia pojawił się po polskiej stronie. - Nigdy nie należy być pewnym wygranej przed ostatnim gwizdkiem – stwierdził smutno wracający do zdrowia rozgrywający Michał Olejniczak.
- O ostatniej akcji możemy powiedzieć wiele, ale mówi się trudno. Z jednej strony możemy być zadowoleni z remisu, ale z drugiej niezadowoleni, bo nie wygraliśmy. Pod względem technicznym i taktycznym był to bardzo dobry mecz. Oby szczęście wróciło do nas na wiosnę - powiedział trener Tałant Dujszebajew, lecz zanim jego drużyna uda się na zimową przerwę, rozegra jeszcze trzy spotkania; najbliższe już w środę w... Aalborgu.
To były „stare” Kielce
Polska drużyna rozegrała w czwartek najlepszy mecz w tej edycji Ligi Mistrzów. Z jednym z faworytów prowadziła niemal przez całe spotkanie. - Nasie rywale zagrali bardzo dobrze, najlepiej w sezonie. Kontrolowali tempo, a kiedy przyspieszali, byli lepsi od nas. To dobra drużyna, która tylko przez kontuzje ma raptem 5 punktów – stwierdzi trener Dahl, zapewniając, że jego podopieczni nie zlekceważyli przeciwników.
Z uznaniem o grze Industrii wypowiadał się także Simon Hald. - To był dla nas trudny mecz, rywale grali świetnie, atmosfera była znakomita. Ten mecz mógł się potoczyć w dwie strony, a skończył się remisem. Patrząc na ostatnie 10 minut, powinniśmy być szczęśliwi. Przeciwnik wyglądał jak „stare” Kielce. Wrócili ważni gracze i każdy zespół będzie miał z nimi problemy – zaznaczył obrotowy Aalborga.
Więcej dobrych niż złych aspektów
Tymi wracającymi byli Alex Dujszebajew, Szymon Sićko i wspomniany Olejniczak, którzy spisali się bardzo dobrze, rzucając w sumie 17 bramek. - W naszej grze należy szukać więcej dobrych niż złych aspektów – komentował „Olej”. - Zagraliśmy równy mecz, co podobało się nam i kibicom. Ograniczyliśmy liczbę błędów technicznych, skuteczność w ataku stała na wysokim poziomie i przede wszystkim Klemen Ferlin w bramce dołożył ważne parady, ale na ten w sumie dobry wynik zapracował cały zespół.
Komplementy pod adresem wicemistrzów kraju były jak najbardziej zasłużone, bo jak zauważał ich kirgiski szkoleniowiec - meczem z Aalborgiem jego drużyna zrobiła krok do przodu, ale... - Z jednego spotkania nie robimy fajerwerków. W Aalborgu będziemy walczyć, ale kluczowe będzie dla nas kolejne, domowe starcie Dinamem Bukareszt - podkreślił trener Industrii.
Jeszcze nie tym razem
Niespełna godzinę po zakończeniu kieleckiego thrillera, w stolicy Katalonii czoło Barcelonie zaczęli stawiać mistrzowie Polski. Niestety, za porażkę 24:34 sprzed trzech tygodni nie zdołali się zrewanżować. Było nieznacznie lepiej, ale tylko w premierowej odsłonie. Remis 12:12 dawał nadzieję sukces, ale po zmianie stron zaznaczyła się przewaga faworytów. Kiedy Torbjorn Bergerud zaczął bronić, Nafciarze częściowo odrobili straty (17:20), ale rywale bardzo szybko zwiększyli przewagę (18:25) i mogli kontrolować wynik, zwyciężając 30:24. Płocczanie mieli przede wszystkim problemy ze skutecznością; nie zdobywali bramek nawet grając w przewadze. - Jeszcze tym razem lepsi byli rywale.., - skomentował mecz dyrektor sportowy Wisły, Adam Wiśniewski.
Igropulo dziękuje
Mimo absencji zawieszonego trenera Carlosa Ortegi, Barca zrobiła swoje i wciąż wywiera presję na Gladiatorach z Magdeburga. - Jestem bardzo wdzięczny zawodnikom za to, co zrobili dla mnie i dla drużyny. Byli niesamowici. Chcę szczególnie wyróżnić tych, którzy nie grali zbyt wiele, tylko dopingowali z ławki. Pokazaliśmy, jak wspaniałą drużyną jesteśmy – cieszył się Konstantin Igropulo, prowadzący Barcęasystent Ortegi, onegdaj gracz... Orlen Wisły.
Zbigniew Cieńciała
