Szczekanie, duszenie, gołe pośladki i… całusy

LIGOWIEC

Sporo było komentarzy i opinii na temat tego, co zrobił Kamil Jakubczyk po zdobyciu pięknego, zwycięskiego gola w meczu Arki z Pogonią. Wychowanek portowego klubu, który teraz gra w Gdyni, po swoim trafieniu podbiegł do ławki rezerwowych szczecinian i posłał siarczyste buziaki Tomaszowi Grzegorczykowi, który pomaga w prowadzeniu zespołu Robertowi Kolendowiczowi. Jakubczyk i Grzegorczyk spotkali się i w Szczecinie, i w Arce. Kiedy szkoleniowiec pracował w Gdyni, to Jakubczyka nie było nawet w meczowej kadrze. Nie wiemy do jakich sytuacji dochodziło, ale wiemy, że młody, 21-letni zawodnik (w poniedziałek miał urodziny) w adekwatny dla siebie sposób zemścił się na trenerze. Po meczu przeprosił za zachowanie. W sumie jednak niczego złego – przynajmniej moim zdaniem - nie zrobił. Nikogo nie obraził, nie przeklinał, nie wyzywał. Ot, słodki gest zemsty.

Futbol to emocje, można takie zachowanie zrozumieć. Szczerze, to wolę takiego charakternego gracza niż uładzoną piłkarską panienkę, nie obrażając oczywiście nikogo. Chłopak mógł mieć pretensje do szkoleniowca i zareagował, jak zareagował. Drugi raz pewnie tak nie postąpi. Kubła pomyj i ostrej krytyki na pewno bym na niego nie wylewał.  

W przeszłości piłkarze nieraz dawali upust swym emocjom, a ich zachowanie było gorsze, znacznie gorsze niż to zaprezentowane na Stadionie Miejskim w Gdyni przez Kamila Jakubczyka. To co zrobił Kazimierz Trampisz, jedna z wielkich legend Polonii Bytom, w Łodzi wspomina się do dziś.

W meczu ekstraklasy 9 października 1955 roku ŁKS podejmował przy al. Unii właśnie Polonię. W 60 min goście wykonywali rzut wolny podyktowany przez znanego sędziego i dziennikarza Grzegorza Aleksandrowicza. Mur łodzian stawał za blisko, goście kilka razy ruszali do piłki, emocje publiczności osiągnęły temperaturę wrzenia. Dochodziło do przepychanek na boisku, w końcu Helmut Cichoń strzelił gola dla Polonii, a jeden z najsłynniejszych piłkarzy bytomian oraz reprezentacji Polski, Kazimierz Trampisz, wypiął gołe pośladki w kierunki 30 tys. kibiców ŁKS! Doszło do awantury, zadymy, mecz przerwano.       

A inne wielkie nazwiska polskiego futbolu? Po meczu w eliminacjach ME w październiku 1979 w Amsterdamie z Holandią, który skończył się remisem 1:1 (piękne trafienie z dystansu Wojciecha Rudego), w drodze powrotnej w samolocie piłkarze miast udzielać wywiadów – dziennikarze latali wtedy z reprezentacją – zaczęli… szczekać na żurnalistów! Chodziło o jakieś zaszłości. Skończyło się… prokuratorską sprawą, a najbardziej oberwał oczywiście Zbigniew Boniek, choć kary nie ominęły też Grzegorza Laty, Antoniego Szymanowskiego czy Stanisława Terleckiego.

Nie tylko piłkarze mają swoje za uszami… Bardziej współczesny przykład. 8 kwietnia 2008 - Odra Wodzisław grała z Lechem Poznań przy Bułgarskiej i w przerwie tego meczu zdenerwowany postawą swojego zespołu, a szczególnie Jakuba Biskupa, trener Odry Janusz Białek, zaczął… dusić piłkarza! Szkoleniowca trzeba było powstrzymać i uspokoić. Trafił potem na zwolnienie lekarskie, a Kuba Biskup? Stanął za nim zespół i grał do końca sezonu.

Michał Zichlarz