Szanują wszyscy, większość się obawia
Rozmowa z Jackiem Bayerem, legendarnym napastnikiem Jagiellonii z lat 80., byłym reprezentantem Polski
Bartosz Mazurek (z lewej) zwłaszcza w końcówce rundy pokazał, że przed nimi duża piłkarska przyszłość. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus
Jest pan zadowolony z minionej jesieni Jagi?
- Myślę, że Jagiellonia – podobnie jak parę innych zespołów z czuba tabeli – może mieć do siebie nieco pretensji o zmarnowane szanse na zajęcie fotela lidera albo wręcz odjechania rywalom na odległość kilku punktów. Inna rzecz, że takiego spłaszczenia tabeli ligowej nie pamiętam jak długo interesuję się piłką (śmiech). Można by więc mówić o pewnym niedosycie, ale najważniejsze jest chyba to, że – mając w zanadrzu jeszcze zaległy mecz z GieKSą - już w kolejnym sezonie jesteśmy w czubie stawki. I to w sytuacji, gdy latem miało miejsce wiele odejść ważnych zawodników.
Chyba nie wszyscy ich następcy spełnili pokładane w nich nadzieje?
- Kilku z nich na pewno nie zaistniało w takim wymiarze, w jakim bym sobie wymarzył ja, a i też kibice, i sztab szkoleniowy. Prip zaczął nieźle i nagle zniknął. Niezbyt wiele meczów zagrał Jackson. Trudno ocenić Cantero, niewiele powiedzieć można o Sylli... Pellmard też nie jest jakimś wybitnym stoperem. Do przodu daje – moim zdaniem – dużo mniej niż Dieguez, który potrafił zagrać znakomitą piłkę diagonalną, i stanowił doskonałą parę środkowych obrońców ze Skrzypczakiem. Chyba lepszą niż np. Pellmard z Vitalem, choć oczywiście i oni mają swoje walory: ten jest szybki, ten lepszy w odbiorze, ale cierpi wyprowadzanie piłki, budowanie akcji spod własnej bramki.
Z przodu też najlepsi są „starzy znajomi”, jak Imaz czy Pululu. A gdzie Rallis, którego forma mocno falowała?
- Rzeczywiście zbyt wiele tych goli nie strzelił, ale jak już wchodził, to coś tam od siebie dodawał w ofensywie. To młody chłopak, czasem te jego wejścia robiły różnicę. Ale to prawda, że potrafił błysnąć w jakiejś fajnej akcji, a potem miał bardzo długie przestoje w grze, nie było go zupełnie widać. Chciałoby się, żeby każdy przychodzący był strzałem w dziesiątkę. Wiem, że tak się nie zdarza. Może w przypadku niektórych to „syndrom Fadigi”? U nas trudno mu było odpalić, a po przeprowadzce do Rakowa pokazał, że ma papiery na granie.
Wygląda na to, że najlepiej polegać na „samych swoich”! Tych, co grają już lata w Jadze, i na absolwentach własnej akademii: Pietuszewskim, Mazurku. Może ich wam zazdrościć każdy klub w lidze.
- A jest jeszcze Miłosz Piekutowski, który po kontuzji Sławka Abramowicza bez kompleksów wszedł do bramki. Długo będą w Strasburgu pamiętać jego mecz w Lidze Konferencji (śmiech). Owszem, popełnił potem błąd w Katowicach w meczu pucharowym, ale przecież nie z tego powodu stracił miejsce między słupkami, ale dlatego że Abramowicz się wykurował. A co do Oskara Pietuszewskiego i Bartka Mazurka – znam ich dobrze, bo ich prowadziłem w kadrze województwa przez trzy sezony od czasu, gdy skonczyli 11 lat. Widać było, że to są chłopcy z ogromnym potencjałem i cieszy mnie bardzo, że „odpalili”.
Mówi się wiele o Pietuszewskim, a nie jest tak, że Mazurek ma równie wielki talent, tylko dostawał mniej szans?
- W każdej drużynie – moim zdaniem – łatwiej zaistnieć napastnikowi czy skrzydłowemu. Najtrudniej jest temu młodemu, który musi walczyć o miejsce w środku pola – tam, gdzie trzeba rozgrywać piłkę, prowadzić grę. Skala trudności jest zdecydowanie większa, czego dowodził choćby przykład Antka Kozubala w Lechu. Potrzebował wypożyczenia na półtora roku do słabszej drużyny, do niższej ligi, i dopiero po tym okresie pokazał talent pełną gębą w zespole z Poznania. „Mazi” ma wielkie predyspozycje do kierowania grą, na razie jednak – co pokazał choćby mecz z Rayo – jest rzucany na różne pozycje, ale nie mam wątpliwości, że Jagiellonia będzie mieć z niego pożytek.
Martwiliśmy się „przestrzelonymi” transferami. Są jeszcze inne powody do narzekania?
- Oczywiście „Oski” jest odkryciem tej rundy, ale mam wrażenie, że poza nim skrzydła nie dawały Jadze tyle, ile wcześniej. O Pripie czy Cantero wspominałem, Jóźwiak to nie jest ten piłkarz, co w Lechu.
A do głaskania?
- Jak powiedziałem – to kolejny sezon Jagi w czubie tabeli. To po pierwsze. Po drugie – jest już taką firmą, którą szanują wszyscy, a zdecydowana większość, również w Europie, także się nieco jej obawia. No i nieprzypadkowe są te pochwały zewsząd, że gra fajną piłkę. Co ja mówię – że gra najfajniejszą piłkę w lidze!
Zapytam na koniec, co usatysfakcjonuje pana osobiście na koniec sezonu, i czego – pana zdaniem – oczekują kibice?
- Nadeszły takie czasy, że kibice... już przywykli do tego, iż Jagiellonia gra co sezon o mistrzostwo. Gdzież te lata – moje lata – kiedy sukcesem było utrzymanie się w elicie (śmiech). Więc fani będą czekać na złoto – a szansa jest, choć przecież rywale też nie śpią. Dla mnie osobiście zawsze sukcesem będzie miejsce na podium!
Jacek Bayer
