Szamani już rzucili klątwę

Wśród tych, którzy wyszli z grupy, znaleźli się nie tylko faworyci, ale także zespoły nieoczywiste.

Szalona radość piłkarzy Demokratycznej Republiki Konga. Fot. PAP/EPA

MUNDIAL 2026

Meczami Algieria – Austria i Jordania – Argentyna zakończyła się w weekend faza grupowa mistrzostw świata. Z 48 uczestników stawka zmniejszyła się do 32. Nadal więc większość jest w grze, a wszystko dzięki temu, że do 1/16 finału awansowało aż osiem drużyn z trzecich miejsc. Turniej więc dopiero teraz został okrojony do takiej liczby uczestników, do której przyzwyczailiśmy się w poprzednich latach.

Faza pucharowa rozpoczęła się wczoraj od meczu Republika Południowej Afryki – Kanada (patrz strona 5). Etap 1/16 finału będzie nam towarzyszył do soboty 4 lipca, gdy na stadionie w Kansas City zagrają Kolumbia i Ghana. W tej fazie rozgrywek mistrzostwa wciąż będą odbywać się w Kanadzie i Meksyku. U północnego sąsiada Stanów Zjednoczonych zawodnicy zagrają 3 lipca. Portugalia i Chorwacja zaprezentują się przed publicznością w Toronto, a Szwajcaria i Algieria w Vancouver. Z kolei Holandia i Maroko zagrają na arenie w Monterrey 30 czerwca, zaś Meksyk i Ekwador dzień później w Mexico City. W 1/8 finału tylko dwa mecze odbędą się poza Stanami Zjednoczonymi, a od ćwierćfinałów wszystkie spotkania zaplanowane zostały na terenie głównego gospodarza turnieju.

Gdy tylko zakończy się 1/16 finału, błyskawicznie rozpocznie się kolejny etap zmagań. Podobnie jak w przypadku przejścia z fazy grupowej do fazy pucharowej – nad ranem polskiego czasu 4 lipca odbędzie się ostatni mecz 1/16 finału, a już wieczorem będziemy oglądać rywalizację w 1/8 finału.

Klątwa!

Z grup wyszli faworyci: Brazylia, Niemcy, Hiszpania, Holandia, Hiszpania, Francja, Norwegia, Argentyna czy Anglia. Mieliśmy też jednak do czynienia z sensacjami. Nie można inaczej nazwać awansu do fazy pucharowej Republiki Zielonego Przylądka. Debiutanci na mundialu z góry byli skazywani na porażkę. Mieli przegrać z Hiszpanią i Urugwajem, a o punkty mogli co najwyżej powalczyć z Arabią Saudyjską. Tymczasem Kabowerdeńczycy nie przegrali ani jednego meczu! Wszystkie zremisowali i… to wystarczyło.

Skorzystali na słabości Urugwaju, który nie był w stanie wygrać z Saudyjczykami. Tym samym Republika Zielonego Przylądka dostała się do 1/16 finału z trzema punktami. Jest jedynym zespołem bez zwycięstwa, który wyszedł z grupy, nawet wliczając reprezentacje, które zakończyły rywalizację na trzecich miejscach. Teraz przed Republiką Zielonego Przylądka kolejne piękne wyzwanie – o awans do kolejnej rundy zagrają z mistrzem świata Argentyną. Afrykańscy szamani już zdążyli rzucić klątwę na zespół Lionela Scaloniego, aby pomóc Kongijczykom.

Najlepsi wśród trzecich

Godna uznania jest także postawa Demokratycznej Republiki Konga. Trafiła do szalenie wymagającej grupy - z Portugalią i Kolumbią, a mimo to potrafiła wyrwać punkt przeciwko iberyjskiej ekipie. To był kluczowy mecz – w ostatniej kolejce Kongijczycy wygrali ze słabiutkim Uzbekistanem, dzięki czemu z czterema punktami i dodatnim bilansem bramkowym awansowali do 1/16 finału jako najlepszy zespół z trzecich miejsc. To jednak oznacza, że trafią na równie silnego rywala, co Republika Zielonego Przylądka – 1 lipca zagrają przeciwko Anglii.

Mieli odpaść...

Z niezłej strony pokazali się także zawodnicy Republiki Południowej Afryki. Po pierwszym meczu przeciwko Meksykowi podopieczni Hugo Broosa zostali okrzyknięci jedną z najgorszych drużyn na mundialu. Z czasem jednak udowodnili, jak bardzo mylili się ci, którzy skreślili ich po pierwszym potknięciu. Kilka dni później zdobyli punkt przeciwko Czechom, a na sam koniec fazy grupowej wytrzymali presję i w meczu o zajęcie drugiego miejsca pokonali Koreę Południową 1:0. Czy teraz będą w stanie pokonać Kanadę i przedłużyć swój pobyt na mistrzostwach?

Uratowali bilans

Ostatnią reprezentacją, którą należy wyróżnić, jest Senegal. Finalista ostatniego Pucharu Narodów Afryki miał bardzo trudny start turnieju – na „dzień dobry” przegrał z Francją (1:3), a następnie otrzymał cios od Norwegii (2:3). Gdy wydawało się, że zbliża się czas pożegnania z turniejem, Senegalczycy cały czas wierzyli. Musieli przede wszystkim wygrać z Irakiem jak największą liczbą bramek – tylko przy takim scenariuszu mogli powiększyć szanse na awans z trzeciego miejsca. I wygrali 5:0 – zakończyli więc grupę z trzema punktami i bilansem bramek +2. To na koniec okazało się zbawienne, bo w tabeli drużyn z trzecich miejsc zajęli ósme, ostatnie miejsce premiowane awansem! Jako jedyny zespół zajmujący trzecie miejsce, znalazł się w 1/16 finału z mniejszą liczbą punktów niż cztery. 1 lipca  na przeszkodzie stanie im Belgia.

Kacper Janoszka

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się