Szaleństwo transferowe mistrza
Przy Bułgarskiej nie oszczędzają, właśnie wydali kolejne 3 miliony euro na… 195-centymetrowego środkowego obrońcę.
Ghańczyk swoimi warunkami fizycznymi ma straszyć ekstraklasowych napastników. Fot. Przemysław Szyszka/PressFocus
„Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń” - śpiewa Anita Lipnicka. Kto wie, czy tej piosenki nie nucą sobie w poznańskim gabinecie. Władze Lecha śnią o Lidze Mistrzów i chociaż w II rundzie eliminacji wylosowali teoretycznie najtrudniejszego rywala, duńskie Aarhus GF (pierwszy mecz 21 lipca o 19.00), to przyznać trzeba, że robią wszystko, żeby kadra była jak najbardziej jakościowa.
Po wykupieniu Luisa Palmy z Celticu (ponad 4 miliony euro), bramkarza Mateusza Lisa z Goztepe (ok. 1 mln) i zakontraktowaniu kolejnego irańskiego skrzydłowego Allahyara Sayyadmanesha (piłkarz i agent dostali ok. 2,5 mln), tym razem Kolejorz wzmocnił obronę. Antonio Milić kręci nosem na 2-letni kontrakt, chociaż w Poznaniu i tak się ugięli, bo początkowo chcieli go zatrzymać tylko na sezon. Wszystko spowodowane jest wiekiem defensora (32 lata). Chorwat ma jednak podobno czekać na lepsze finansowo oferty z Bliskiego Wschodu.
W klubie zatem nie czekali na niezdecydowanego Milicia i kupili reprezentanta Ghany, Terry’ego Yegbe. 25-latek w poprzednim sezonie spadł z ligi francuskiej z FC Metz (aż 76 straconych goli w 34 meczach), ale dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi, a jego atutem jest lewa noga. Defensor ma aż 195 centymetrów wzrostu, ale przy tym dysponuje niezwykłą szybkością (regularne sprinty na poziomie 35-36 km/h). – Obserwowaliśmy go jeszcze w lidze szwedzkiej, z której trafił do francuskiej Ligue 1 i rozegrał tam cały sezon – mówił dyrektor sportowy Tomasz Rząsa, dlatego na potencjał Ghańczyka trzeba patrzeć przede wszystkim po występach w IF Elfsborg, ponieważ ten zespół grał podobnie jak Lech, czyli chciał dominować i spokojnie rozgrywać akcje. Z kolei Metz nastawiony był głównie na bronienie własnej bramki, co i tak wyszło słabo.
Duże wydatki sprawiają, że trzeba zbilansować budżet. I chociaż w kolejce do sprzedaży ustawiło się kilku zawodników (Bartosz Mrozek, Michał Gurgul czy Antoni Kozubal), to Lechici przeprowadzają właśnie transferowy majstersztyk. Niespodziewanie Kornel Lisman przejdzie do beniaminka Serie A, Venezii. Włoski klub ma zapłacić ok. 2 miliony euro za 20-latka, który w poprzednim sezonie miał znikomy wkład w mistrzostwo! Skrzydłowy rozegrał 13 ligowych spotkań, w których zaliczył tylko asystę, a łącznie na murawie spędził tylko 12% możliwych minut. W europejskich pucharach nie było wcale lepiej (chociaż strzelił gola), a od pół roku leczył kontuzję kolana. Lech zatem sprzedaje zawodnika, który wciąż może się rozwinąć, ale jednocześnie wchodząc na boisko nie przekonywał do siebie. Jego wycena wynosi 600 tysięcy euro, więc przebitka jest znaczna. Włoscy dziennikarzy, którzy informowali o tym ruchu, są mocno zaskoczeni i sami zastanawiają się, co klub zobaczył w Lismanie.
Miłosz Cebo
