Szaleństwo na Skrze
Ciężko byłoby znaleźć lepsze słowo na określenie tego wszystkiego, co w ostatnich dniach działo się wokół klub z Loretańskiej.
Mimo ogromnych turbulencji organizacyjnych, piłkarze Skry pokazali na boisku charakter. Fot. Skra Częstochowa
Ale po kolei. Problemy Skry są powszechne i znane od dłuższego czasu. Wydawało się jednak, że najgorsze jest za klubem, który nie mogąc doczekać się pomocy w kwestii wybudowania trybun wziął sprawy w swoje ręce i własnymi siłami postawił takie, aby móc wreszcie podejmować rywali przy Loretańskiej. Wcześniej, dzięki pomocy „starszego brata” z Rakowa, mógł liczyć na dopływ zawodników, w miarę spokojną egzystencję oraz stabilność finansową. Wszystko mogło jednak legnąć w gruzach u progu rundy rewanżowej z powodu zajęcia klubowego konta przez komornika za wcześniejsze długi. Cała sprawa z pewnością będzie miała reperkusje, ale po spotkaniu z zawodnikami, względem których są zaległości finansowe, podjęta została wspólna decyzja o kontynuacji sezonu w 3. lidze.
W pierwszym wiosennym meczu Skra zaliczyła falstart, przegrywając 0:5 w Gorzowie Wielkopolskim z Wartą, ale inauguracja na własnym obiekcie była niezwykle udana i efektowna. Po pełnym emocji i niesamowitych zwrotów akcji spotkaniu Częstochowianie wygrali 5:4, wysyłając najlepszy z możliwych sygnałów, że warto pochylić się nad tą drużyną i nie dać jej zginąć. - O sytuacji klubu pisały media, więc nie będę za dużo zabierał głosu w tej sprawie. Apeluję jedynie, aby ludzie zainteresowali się nami, przede wszystkim zawodnikami. To bardzo dobre środowisko. Jeśli zainteresują się zawodnikami, to również klubem. Mamy chłopców, którzy chcą grać na wyższym poziomie - mówił po meczu trener Dariusz Klacza.
MKS przegrał po raz ósmy w sezonie i „okopał się” w środku tabeli. O powtórzeniu wyniku z poprzedniego sezonu i gry w barażach powoli w Kluczborku muszą chyba zapomnieć. - Wiedzieliśmy, że dusza sportowca nakaże Skrze pokazać charakter i tak było. W przerwie w szatni było u nas głośno, bo straciliśmy trzy bramki po indywidualnych błędach. Nie możemy ich popełniać tak beztrosko - podsumował szkoleniowiec gości, Łukasz Ganowicz.
Mariusz Rajek
◼ Skra Częstochowa - MKS Kluczbork 5:4 (3:1)
1:0 - Nocoń, 10 min, 2:0 - Metłuszko, 14 min, 2:1 - Maj, 17 min, 3:1 - Sajdak, 32 min (wolny), 3:2 - Biskup, 57 min, 4:2 - Gołębiowski, 60 min, 4:3 - Biskup, 74 min, 4:4 - Maj, 83 min, 5:4 - Sajdak, 85 min
SKRA: Warszakowski - Kucharczyk (62. Kossakowski), Mikołajczyk, Kabaj - Nocoń, Gołębiowski (84. Figzał), Sajdak, Mazanek (84. Suski) - Jarek, Kosin (74. Łukasiewicz) - Metłuszko (74. Cieślak). Trener Dariusz KLACZA.
KLUCZBORK: Jureczko - Trojanowski, Maj, Niziołek, Chłód (46. Neison) - Napora, Janicki, Rusiak (73. Zawada), Lewandowski (89. Nykiel) - Biskup, Kulig (90+1. Kamski). Trener Łukasz GANOWICZ.
Sędziował Mikołaj Kujawski (Łódź). Widzów 100. Żółte kartki: Kabaj, Jarek, Cieślak.
