Szał rodaków zszokował Maję
Podczas Rolanda Garrosa odcięłam się od mediów społecznościowych i nie zdawałam sobie sprawy, co wokół mnie dzieje się w kraju – przyznała finalistka Rolanda Garrosa, hucznie witana w kraju.
Gdy tenisistka i jej współpracownicy wylądowali na lotnisku m. Fryderyka Chopina na Okęciu, Majomania zaczęła się na dobre. Fot. PAP/Leszek Szymański
Pierwsze sygnały kibicowskiego odlotu nadeszły około ósmej rano. Wysłały go Polskie Linie Lotnicze LOT. Oznaczenie rejsu LO334, którym do kraju po trzytygodniowej słodkiej epopei wracała bohaterka z Paryża, zostało oficjalnie zmienione na LOTMAJA. Był to zdecydowanie najczęściej oglądany lot na popularnej stronie internetowej Flightradar24. - Nie wiedziałam, że nazwano lot moim imieniem. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy koleżanki wysyłały mi screeny – zwierzała się na późniejszej konferencji prasowej Maja Chwalińska.
24-letnia Polka została pierwszą w historii kwalifikantką, która dotarła do finału wielkoszlemowego turnieju w Paryżu. Od 18 maja rozegrała tam 10 spotkań i całkowicie odmieniła swoje nie tylko tenisowe życie.
Skala ją zaskoczyła
Ci, którzy pamiętają Małyszomanię i powrót skoczka narciarskiego z Wisły po wygraniu Konkursu Czterech Skoczni w sezonie 1999/2000, mogli przeżyć deja vu. Gdy tenisistka i jej współpracownicy wylądowali na lotnisku m. Fryderyka Chopina na Okęciu, Majomania zaczęła się na dobre. Na Chwalińską czekał tłum kibiców i dziennikarzy. Skandowano „Maja!, Maja!”. Były gratulacje, kwiaty i autografy, operatorzy kamer i reporterzy walczyli o jak najlepsze miejsca, by pokazać z lekka zdezorientowaną bohaterkę.
- To na pewno szok, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Cieszę się, że mi kibicujecie, dziękuję za tak ciepłe przywitanie i ogromne wsparcie. Powiedzieć że się nie spodziewałam, to nic nie powiedzieć. Będąc w Paryżu, odcięłam się od mediów społecznościowych i nie czułam skali tego, co dzieje się w Polsce. To dla mnie nowa rzeczywistość, ale chyba się do tego zaadaptuję – stwierdziła Chwalińska.
Dziękowała „wszystkim, dzięki którym znalazłam się w tym miejscu i którzy wspierali mnie od wielu lat”.
Makijażystka zrobiła robotę
W sobotnim finale French Open Chwalińska przegrała z Rosjanką Mirrą Andriejewą 3:6, 2:6. Jednak po tej porażce nie czuła niedosytu. Znalazła się w centrum uwagi. Jeszce w niedzielę we Francji w telewizyjnym studiu stacji TNT życiowego osiągnięcia gratulowały jej legendy tenisa Andre Agassi i John McEnroe. Czy rozmawiała w Paryżu z Igą Świątek – swoją dobrą koleżanką z czasów juniorskich? - W trakcie turnieju Iga wysyłała mi gratulacje i miłe słowa, to było wszystko – wyznała.
Na konferencji w Warszawie Maja wystąpiła w gustownej zielonej bluzie paryskiego turnieju i w makijażu, w jakim publicznie kibice nie mieli chyba okazji jej zobaczyć. - Przez ostatnie dwie noce nie spałam zbyt wiele, ale to wytłumaczalne. Pani makijażystka zrobiła dobrą robotę, żeby zasłonić różne niedoskonałości - zażartowała w swoim stylu.
Sukces Chwalińskiej w Paryżu był bardzo niespodziewany. W poniedziałkowym notowaniu listy WTA awansowała ze 114. na 21. miejsce. Wcześniej nigdy nie plasowała się w najlepszej setce. Jak tłumaczy ten nagły „wystrzał”? - Przez 18 lat gram w tenisa i ciężko pracuję każdego dnia. Tak się złożyło, że akurat w tym momencie to wszystko złożyło się w całość i kliknęło. Ciężka praca i cierpliwość się opłaciły - podkreśliła.
Presja w końcu się pojawi
W stolicy Francji pokonała kilka znacznie bardziej doświadczonych i utytułowanych rywalek. Czy zdawała sobie sprawę ze skali jej sukcesu? - Do końca turnieju to do mnie nie dochodziło. Skupiałam się na każdym kolejnym meczu. Mierzyłam się z najlepszymi zawodniczkami na świecie i musiałam grać swój najlepszy tenis, żeby z nimi wygrać - wspomniała.
Padły pytania o to, gdzie widzi możliwość poprawy swojej gry i nowy cel, który sobie postawi. - Celem w tym roku było top 100, właśnie go zrealizowałam, jak będę miała czas, żeby przeanalizować ostatnie tygodnie, na pewno wyznaczę sobie kolejny. Mam jeszcze dużo pracy przed sobą, ale nie analizowałam jeszcze tego turnieju – przyznała bez ogródek.
Jak sobie radzi z presją i z wychodzeniem ze strefy komfortu? - Ze strony mediów jeszcze nie poczułam presji, ale jestem przekonana że w niedalekiej przyszłości ją odczuję. Wiem, że wyniki będą rożne, będę wygrywać i przegrywać, ale zawsze będę walczyć o jak najlepszy wynik, to się nie zmieni – zapewniła.
Wciąż nie wie, czy coś konkretnego kupi sobie z sowitej premii – 1,4 mln euro brutto – za finał French Open. Nie mam specjalnych zachcianek, najbardziej chciałabym się teraz dobrze wyspać i dobrze zjeść. Planuję kilkudniowy wypoczynek nad morzem, nie nad polskim – zdradziła.
Czy „dzika” jest realna?
Tenisistka z Bielska-Białej nie jest jeszcze pewna gry w głównej drabince wielkoszlemowego Wimbledonu, który startuje 29 czerwca. Obecnie czeka na „dziką kartę”. We wspomnianym studiu TNT „walczył” o nią dla Polki sam John McEnroe – Amerykanin próbował wręcz wymusić ją od Tima Henmana, byłego brytyjskiego tenisisty, jednego z członków rady Wimbledonu, która decyduje o specjalnych przepustkach do turnieju.
- To ma duże znaczenie. Brak konieczności gry w kwalifikacjach to spore ułatwienie. Byłoby to coś fajnego, ale nie chcę wybiegać zbytnio w przyszłość. Nie rozmawialiśmy jeszcze w teamie o przygotowaniach. Na ten moment wiem, że mam kilka dni wolnego – ucięła Maja.
Menadżer Chwalińskiej Piotr Szczypka przekazał, że polska federacja wypełniła formalny wniosek, decyzja ma zapaść w przyszłym tygodniu. - Nie będziemy już bardziej naciskać, ale jeśli dochodzisz do finału Rolanda Garrosa, to znaczy, że jesteś jedną z najlepszych na świecie. Ale zostały dwie dzikie karty, a kandydatki są trzy – Maja, Serena i Venus Williams. Ja bym dał młodej dziewczynie, ale to nie ja rozdaję karty – uśmiechnął się Szczypka.
Tomasz Mucha
Pizza, Agassi i miłość
Maja Chwalińska o momentach, które zapamiętała z Paryża:
◼ Na pewno nic z meczów - widzę je jak za mgłą
◼ Czternaście pizz, które zjadł mój sztab - widok mojego trenera będzie mi o tym zawsze przypominał
◼ Wywiad w telewizji z Andre Agassim i Johnem McEnroe - to coś nowego dla mnie
◼ Ceremonię finałową - czułam miłość ze strony publiczności
CYTAT
„Jesteś darem dla tego sportu”.
Andre Agassi, były numer 1 na świecie, mistrz ośmiu turniejów wielkoszlemowych
