Święta lichsze niż zwykle
Anglicy grają non stop, także w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. W tym jednak roku słynne Boxing Day będzie wyjątkowo... ubogie.
Tym razem 26 grudnia tylko na jednym stadionie Premier League będzie słychać „ho, ho, ho”. Fot. PAP/EPA
ANGLIA
Mianem Boxing Day określa się dzień po Bożym Narodzeniu, tj. 26 grudnia, w krajach Wspólnoty Narodów zgromadzonej wokół Wielkiej Brytanii – przede wszystkim jeszcze w Kanadzie, Nowej Zelandii i Australii. To dzień wolny od pracy, w którym jednak ludzie nie siedzą w domach, jak na ogół w Polsce, ale hurtowo wychodzą do sklepów, gdzie oferowane są wielkie promocje. No i gra się też w piłkę. To tradycja.
Jeszcze na rauszu
W tym roku Boxing Day w Premier League jest jednak najcieńsze od... II wojny światowej. W piątek zostanie rozegrany tylko jeden mecz, a Manchester United podejmie Newcastle. Władze ligi tłumaczyły się, że ma to związek ze zwiększoną liczbą spotkań w europejskich pucharach, co miało wpływ na kalendarz rozgrywek krajowych. A przecież Anglicy mają jeszcze Puchar Anglii i Puchar Ligi Angielskiej. Dodatkowym wyzwaniem dla układających terminarz była mniejsza niż na ogół liczba dostępnych weekendów (ten najbliższy będzie normalnie meczowy). Można by pewnie powiedzieć, że skoro cała kolejka koncentruje się zazwyczaj na sobocie i niedzieli, to trudno byłoby ją przesuwać na dzień wcześniejszy – ale rok temu, gdy Boxing Day był w czwartek – w sobotę... Premier League nie grała. Najwięcej spotkań było w czwartek, a dwa – w piątek. Grano też w niedzielę. Po raz ostatni Boxing Day w piątek wypadał w 2014 roku i grały wówczas... wszystkie zespoły! Komplet. Sobota była wolna, potem 9 z 10 meczów rozegrano w niedzielę. Pełna kolejka odbyła się też... w Nowy Rok – tak, 1 stycznia 2015. Jeszcze na rauszu grali chyba wtedy wesołe derby Londynu, gdy Tottenham wygrał z Chelsea 5:3.
Mówcie mu dinozaur
Z naszej perspektywy to może wydawać się dziwne, ale tylko jedno spotkanie 26 grudnia wywołało w Anglii wiele dyskusji. Kluby co roku trzymały kciuki, aby w Boxing Day grać u siebie, bo oznaczało to ogromne zainteresowanie i marketingowy „strzał do pustej”. Dla mnóstwa kibiców wyjście na mecz stanowiło tradycję. – Jestem dinozaurem, możecie tak mnie nazywać, ale Boxing Day to sport, a sport to piłka nożna. Mamy swoje tradycje, a futbol 26 grudnia to jedna z nich – mówił korespondent stacji talkSPORT Alex Crook. Z kolei wiceprzewodnicząca Tottenham Hotspur Supporters' Trust Kat Law opowiadała, że Boxing Day był dla niej wyjątkowy, bo zawsze chodziła na mecze z tatą. – Mama i babcia przygotowywały wtedy lunch – mówiła. Piłkarscy tradycjonaliście zgromadzeni wokół skomercjalizowanej do szpiku koście Premier League wskazywali, że jeden mecz w Boxing Day to definitywny „end of the game”, zwycięstwo mamony.
A może czas z rodziną?
Jasne, nie brak też głosów „ulgi”. – Może niektórzy pomyślą sobie „dzięki Bogu, w końcu nie ma meczu. Po raz pierwszy od 40 lat będę mógł poświęcić czas rodzinie”? – zastanawiał się Billy Grant z podcastu Beesotted Brentford. Dodatkowo zwraca uwagę to, że w Boxing Day, jak to w dni świąteczne, mocno ograniczony jest transport publiczny, co dla wielu fanów stanowi poważne utrudnienie w kwestii przemieszczenia się na mecz. Tym bardziej że spotkanie Manchesteru United z Newcastle rozpocznie się o godz. 20.00 (u nas to 21.00). Tak sobie zażyczyła telewizja, a jak telewizja sobie życzy – nie ma tu nic do gadania. A kibice Srok muszą jeszcze potem wrócić do północno-wschodniej Anglii.
Coś dla spragnionych
Paradoksalnie jednak jest kilka klubów, które... cieszą się z ledwie jednego meczu Premier League 26 grudnia. W Anglii doskonale znany jest mechanizm, gdy zespoły z niższych lig notują zwyżki frekwencyjnie w trakcie przerw na reprezentacje, gdy najwyższa dywizja pauzuje. W piątek natomiast gra cała kolejka drugiego szczebla, czyli Championship. Grają też te dalsze: League One (3. liga) i League Two (4.). – Ludzie spragnieni futbolu w Boxing Day chętniej na nas spojrzą. Chcemy dać im przyjemne doświadczenie i mam nadzieję, że będą chcieli do nas wrócić – stwierdził David Ray, dyrektor generalny słynnego Bolton Wanderers, dziś występującego w League One, walczącego o awans. W piątek zmierzy się z Rotherham, a na jego stadion jest rzut beretem od Manchesteru.
Piotr Tubacki
