Suweniry Mirosława Nowaka
Polska reprezentacja nie ma niestety szczęścia do mistrzostw w Stanach Zjednoczonych. Co innego, jeśli chodzi o dziennikarską obsadę…
Mistrzostwa świata w 1994 roku w Stanach Zjednoczonych okazały się wielkim sukcesem.
Piętnasta edycja futbolowego czempionatu odbyła się w dniach od 17 czerwca do 17 lipca 1994 roku na dziewięciu stadionach. Rozpoczynający się już za niewiele ponad półtora miesiąca turniej rozegrany zostanie aż na 11 obiektach w USA, nie licząc tych w Kanadzie i Meksyku. W tym przypadku trzeba oczywiście wziąć poprawkę na liczbę uczestników. W 1994 roku było ich ledwie 24, teraz – po raz pierwszy w historii – będzie ich dwa razy tyle!
Coca-cola wita
Turniej w Stanach w 1994, mimo obaw, bo przecież futbol, pardon soccer, gdyż football za Atlantykiem zarezerwowany jest dla innej odmiany piłki niż ta, którą znamy w Europie, okazał się wielkim sukcesem FIFA i organizatorów. 52 mecze (teraz będzie ich dwa razy tyle!) obejrzała na ogromnych i pojemnych amerykańskich stadionach rzesza kibiców z całego świata. Średnia na mecz, która wyniosła 69 tysięcy kibiców, jest niepobitą do dzisiaj. Żadne mistrzostwa nie ściągnęły takiej publiki.
„Jadąc z Nowego Jorku do East Rutherford, już z daleka widać górujący nad płaskim terenem olbrzymi Giants Stadium i umieszczony na nim napis „World Cup USA 1994”. Kto choć trochę interesuje się sportem, nie ma wątpliwości, że jest to arena zbliżających się XV mistrzostw świata. Amerykanie to specjaliści od reklamy. Przez długi czas sporadycznie zaznaczali, iż World Cup odbędzie się w ich kraju. Od miesięcy elementów reklamujących mistrzostwa coraz więcej z każdym dniem, nie mówiąc o pamiątkach (koszulki, kurtki, breloczki, czapki…), które zajmują główne miejsca w sklepach. Do „roboty” wzięli się już na dobre sponsorzy mistrzostw i dlatego na drodze do New Jersey powiewają chorągiewki z piłkarskimi elementami i napisem Coca-Cola” – przekazywał z Nowego Jorku Kazimierz Marcinek. Jego relacja opatrzona była informacją: „wyjazd sponsorowany przez FSO”.
Marcinek to postać sama w sobie. Urodzony w Radomiu, rocznik 1944. W latach 60. i 70. pracował jako korektor w wydawnictwie Sport i Turystyka. Potem przeszedł do warszawskiego oddziału redakcji „Sportu”, gdzie pełnił funkcję sekretarza. Od 1982 do 1992 pracował w „Przeglądzie Sportowym” jako zastępca kierownika działu piłki nożnej. Potem wrócił do „Sportu”, by w 1993–1994 przekazywać relacje ze spotkań NBA, NHL i właśnie z mistrzostw świata w piłce nożnej.
Coś przepięknego!
To jednak nie on był wiodącą postacią „Sportu” na pierwszym amerykańskim mundialu. Z Katowic za ocean poleciał Mirosław Nowak, w latach 90. czołowe dziennikarskie pióro nie tylko naszej gazety. Rocznik 1961, niestety – przedwcześnie zmarły. Odszedł wcześnie, w październiku 2023. Życie go nie oszczędzało…
Dziennikarsko był znakomity. Wieloletni redaktor naczelny „Sportu”, Andrzej Grygierczyk, wspominał swego czasu, jak Nowak pojechał na mało atrakcyjną wymianę dziennikarską do Rumunii. Co stamtąd można było przywieźć? Zdolny żurnalista dopadł niesławnego w Polsce sędziego Victora Paduranu, który w meczu eliminacji olimpijskich 1972 w Starej Zagorze z Bułgarią wyrzucił z boiska takiego futbolowego dżentelmena jak Włodzimierz Lubański.
Przez lata jego Nowak bawił naszych Czytelników w tym jak najlepszym sensie. Nawet teraz, jak przeglądam zszywkę z 1994 z czasu amerykańskiego mundialu, to śmieję się na głos, czytając, co pisał. To nie boisko, wynik, ale cała otoczka. Z USA przysyłał co dzień „Zapiski amerykańskie”. Jeden z nich w całości muszę przytoczyć, bo jest znakomity pod każdym względem! Jego tytuł to „Suweniry”.
– Wziąłeś już suweniry?
– Nie.
– To idź. To jest nieprawdopodobne. Coś przepięknego. Musisz tylko podejść milę w stronę centrum.
W hotelu „Hilton” cisza. Za drogi dla Europejczyków.
– Masz akredytację?
– Popatrz.
– OK. Masz szczęście. Dostaniesz coś, czego u was za oceanem nie ma.
– Naprawdę?
– Naprawdę. To dla ciebie.
Biała torba z płótna, z napisem „Chicago host Committe” i powitaniem „Welcome Chicago 94”.
A w środku:
– długopis w kształcie ogórka,
– ściereczka do chwytania gorących garnków (to u nas na pewno bardzo się przyda),
– piłeczka do zabawy z pieskiem (może gryźć i ślinić, nic nie uszkodzi),
– tekturowy pojemnik z emblematami wszystkich federacji biorących udział w turnieju, a w środku specjalny dar od sponsora, czyli butelka coca-coli,
– maskotka World Cup,
– znaczek,
– koszulka,
– informatory o muzeach w Chicago,
– bezpłatny kupon wstępu do lokali plus bilety na przejazd,
– program gier,
– plakat z delfinem, bo w Chicago jest delfinarium.
Okazało się, że to nie wszystko.
– Hej wróć!
– A co jeszcze zostało?
– To, masz. Dwa piękne zdjęcia Chicago.
– Szkoda, że nie są kolorowe.
– Ale za to duże. Kolory zawsze sobie możesz dorobić na komputerze. Dużo szczęścia.
Tak pisał Mirosław Nowak!
Bułgar z Polski
Sam turniej? Jedną z rewelacji okazała się niesamowita wtedy reprezentacja Bułgarii. Zresztą równie dobrze grał i inny przedstawiciel z tej części Europy, Rumunia z Gheorghe Hagi czy strzelcem czterech bramek Florinem Raducioiu na czele. W ćwierćfinale przegrali jednak po karnych ze Szwedami. Bułgarom na Giants Stadium w East Rutherford tego samego dnia, bo 10 lipca 1994 poszło natomiast lepiej, bo sensacyjnie ograli mistrzów świata i wicemistrzów Europy Niemców 2:1. Gola na wagę awansu zdobył głową Jordan Leczkow. Wcześniej trafił król strzelców amerykańskiego mundialu Christo Stoiczkow.
Bułgarzy mieli w swoich szeregach także piłkarza z nr 10 Nasko Sirakowa – rocznik 1962. W „Sporcie” znajduję informację, że jako dziecko mieszkał w Polsce, w Poznaniu! Było to w latach 1970-73. Przy ulicy Włodkowica mieszkał z rodzicami i bratem. Jego tata Pietia Sirakow był wtedy trenerem zapaśników Grunwaldu Poznań. Był świetnym trenerem, wychowawcą legendy naszych zapasów Władysława Stecyka. Nasko chodził do szkoły nr 89 przy ulicy Kanclerskiej i był wzorowym uczniem, a potem gwiazdą reprezentacji Bułgarii. Grał i strzelał bramki i na MŚ 1986 w Meksyku, i potem osiem lat później. „Po odsunięciu od sędziowania Michała Listkiewicz (błąd sędziowskiej ekipy w meczu Niemcy - Belgia – przyp. red.), Nasko Sirakow jest jedynym polskim akcentem na amerykańskich boiskach” – pisał Zbigniew Talarczyk w tekście „Bułgar z Polski” w lipcu 1994.
Amerykański perfekcjonizm
– Moje najlepsze wspomnienie z mistrzostw w Stanach? Byłem tam raczej takim pomocnikiem, bo głównym był Mirek Nowak – mówi dzisiaj Kazimierz Marcinek. – Skupiałem się na tym, co było poza boiskiem, choć oczywiście te piłkarskie rzeczy też redakcję interesowały. Z takich specjalnych rzeczy była rozmowa z Rogerem Millą. Rozmawiałem z nim po jednym z meczów, relacja jest w „Sporcie”. W tamtym czasie byłem w USA. Mieszkałem tam od listopada 1993 do września 1994. Pisałem głównie o NBA i NHL. Piłka to było coś specjalnego. Na pewno świetna organizacja, bo Amerykanie są także tuperfekcjonistami i to było widać na wszystkich zawodach – od koszykówki, po US Open czy tamte MŚ. Mają wysoki standard, poniżej którego nie schodzą i tak pewnie będzie i teraz. To będą jeszcze lepsze mistrzostwa niż te sprzed ponad trzydziestu lat – uważa Marcinek, który w 1994 był też na pamiętnym finale w Pasadenie, w którym Brazylijczycy w serii karnych pokonali Italię.
Michał Zichlarz
KORESPONDENCI „SPORTU” NA MŚ
1950, Brazylia : -1954, Szwajcaria : Tadeusz Bagier
1958, Szwecja : Tadeusz Maliszewski vel Narcyz Suessermann
1962, Chile : -
1966, Anglia : dr Jerzy Roha
1970, Meksyk : -
1974, RFN: Janusz Jeleń, Zbigniew Łagódka, Jerzy Roha, Józef Bula, Andrzej Konieczny
1978, Argentyna : Janusz Jeleń
1982, Hiszpania : Grzegorz Stański
1986, Meksyk : Grzegorz Stański
1990, Włochy : Grzegorz Stański, Adam Barteczko
1994, USA : Mirosław Nowak, Kazimierz Marcinek
Amerykanie wiedzą, jak organizować turnieje. Tak było w 1994, tak będzie i teraz.
„Zapiski amerykańskie” Mirosława Nowaka z MŚ 1994 to znakomita lektura!
Mirosław Nowak zmarł w 2023 roku.
