SuperMario numer trzy

Czyż może jeszcze kogoś dziwić w kraju, że przez niemal dekadę Mariusz Stępiński zarabiał na chleb poza krajem: we Francji, Włoszech i na Cyprze? Na „dzień dobry” wciągnął nosem Legię.

Mariusz Stępiński w wielkim stylu przypomniał się fanom ekstraklasy!!! Fot. PAP/Leszak Szymański

A może raczej na „dobry wieczór”, bo już po zmroku grano w niedzielę przy Łazienkowskiej. Mroków legijnej nocy nie rozgonił jednak ani Marek Papszun, ani nowa murawa (swoją drogą w 24 godziny po położeniu mocno utrudniająca grę piłkarzom), ani... toruński arbiter, który podyktował aż dwie „jedenastki” dla gospodarzy. Tę pierwszą Mileta Rajović wykonał w sposób, który dobitnie uzasadnia powszechne nawoływania do najszybszego pozbycia się go ze stołecznego składu. Nic dziwnego, że przed telewizyjną kamerą Bartosz Kapustka na przemian to szczerzył kły ze złości, to ocierał oczy z żalu... - Niestrzelony karny , zmarnowane sytuacje, bramki stracone po stałych fragmentach... Co mam powiedzieć? - frustrację kapitana Legii nietrudno zrozumieć, bo on akurat z 11. metrów uderzył jak należy.

Legia od zawsze szuka snajpera, a na Mariusza Stępińskiego nie zwróciła uwagi. Kiedyś miała w swych szeregach Mariusza Piekarskiego i Mariusza Śrutwę – obaj zapisali się w annałach naszej piłki pod ksywką „SuperMario” (choć niekoniecznie za występy z „eLką” na piersi). Teraz mamy w niej „SuperMaria” numer trzy. Sposób, w jaki wracający po latach na nasze boiska snajper wykorzystał dogrania partnerów był równie profesjonalny, co nieprofesjonalne i wołające o pomstę do nieba było zachowanie w obu przypadkach defensorów gospodarzy...

(DaL)

A jednak nie sprzątnął...

Nadzieje kibiców Legii, związane z Markiem Papszunem, są ogromne – podobnie jak rozgoryczenie polityką transferową (i chyba każdą inną...) działaczy i właściciela. Tego ostatniego „Żyleta” - nie po raz pierwszy – potraktowała obcesowo, wywieszając skromny, acz konkretny transparent „Pudel won”. Życzenie skierowane do szkoleniowca fani wyartykułowali głośno i wyraźnie: „Marek, sprzątnij ten burdel”. Wynik końcowy pokazuje jednak dobitnie, że pracy w tym przybytku (niekoniecznie) rozkoszy więcej, niż się ktokolwiek spodziewa...


Liczby oczekiwane

11 LAT czekali fani Korony na ligową wygraną swych ulubieńców przy Łazienkowskiej. W sierpniu 2015 kielczanie zwyciężyli tu także 2:1, by potem ośmiokrotnie wyjeżdżać ze stolicy bez zwycięstwa

10 LAT przerwy w zdobywaniu goli w ekstraklasie miał Mariusz Stępiński. Poprzednie trafienie – jeszcze jako piłkarz Ruchu – zaliczył w sierpniu 2016 roku


OCENA MECZU ⭐

◼ Legia Warszawa – Korona Kielce 1:2 (0:1)

0:1 – Stępiński, 23 min (asysta Svetlin), 1:1 – Kapustka, 76 min (karny), 1:2 – Stępiński, 90 min (asysta Matuszewski)

LEGIA: Tobiasz 4 – Piątkowski 4, Jędrzejczyk 3 (83. Kun niesklas.), Pankov 3 – Stojanović 3 (56. Augustyniak 2), Kapustka 4 (90+2. Colak niesklas.), Elitim 6, Reca 4 – Biczachczjan 4 (83. Żewłakow niesklas..), K. Urbański 2 (46. Krasniqi 3) – Rajović 2. Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Hindrich, Arreiol,, Szymański, W. Urbański, Leszczyński, Kovačik.

KORONA: Dziekoński 8 – Smolarczyk 5, Sotiriou 6, Resta 6 – Zwoźny , Remacle 5 (64. Błanik 5), Svetlin 7, Matuszewski 6 – Długosz 5 (90+2. Nono niesklas.), Antonín 3 (64. Gustafson 3) – Stępiński 8 (90+2. Nikołow niesklas.). Trener Jacek ZIELIŃSKI. Rezerwowi: Mamla, Pięczek, Niski, Minuczyc, Ciszek, Rubezić, Cebula.

Sędziował Patryk Gryckiewicz (Toruń) – 8. Asystenci: Marcin Boniek, Bartosz Kaszyński (obaj Bydgoszcz). Widzów 14585. Czas gry – 94 min (46+48).


MÓWIĄ LICZBY
LEGIA KORONA
63  posiadanie piłki  37
8  strzały celne 3
4  strzały niecelne  8
5  rzuty rożne 3
12  faule  10
2  spalone  2

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się