Super moment dla żużla w Poznaniu

Rozmowa z Markiem Grzybem, byłym prezesem Stali Gorzów

Ryan Douglas (kask czerwony) to najlepszy zawodnik Metalkas 2. Ekstraligi. Czy poprowadzi Skorpiony do awansu? Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus

Pan jest na miejscu, w Poznaniu, więc pewnie widzi i wie więcej: PSŻ chce awansować do ekstraligi? A może jeszcze ważniejsze pytanie powinno brzmieć - czy jest na ten awans gotowy? Czysto sportowo druga taka szansa może się nie powtórzyć.

- Zacząłbym od tego, że trzeba mocno docenić ogromną pracę, jaka w PSŻ Poznań została wykonana, bo nie zapominajmy, jakie były oceny ekspertów przed sezonem, a dokąd doszła ta drużyna. W Poznaniu osiągnęli wynik o wiele lepszy od tego, jaki wszyscy zakładali, a ten finał z Polonią Bydgoszcz i za chwilę baraż są za to wielką nagrodą. Czy PSŻ jest gotowy? Myślę, że oni sami są trochę zaskoczeni tym, jak potoczył się ten sezon. Prezes Jakub Kozaczyk chyba nie rozpatrywał ze sztabem szkoleniowym, że staną przed taką szansą i będą musieli traktować te ostatnie dwa mecze bardzo serio. Jeżeli drużyna stanie na wysokości zadania, to druga część pytania powinna paść w kierunku władz Poznania. Czy miasto chce mieć żużel w najwyższej lidze? Z informacji, które docierają do mnie, wygląda na to, że jest pewnego rodzaju chęć stawienia czoła temu wyzwaniu, jeżeli drużyna poradzi sobie sportowo. Byłoby to ogromnym sukcesem zarówno klubu, jak i władz miasta. Aby na Golęcinie ekstraliga była możliwa przynajmniej przez jeden sezon, konieczne zapewne byłoby etapowe przeprowadzenie modernizacji stadionu.

Niewiele brakło, a w barażach pojechałaby drużyna, która też w jakimś sensie nie jest panu obca z racji pochodzenia. Włókniarz Częstochowa był 50 metrów od sensacji roku w meczu o 7. miejsce i pokonania Stali.

- To prawda, to był horror, w który przed meczem chyba nikt nie wierzył. Czternasty bieg tamtego meczu rozłożył Włókniarzowi czerwony dywan do utrzymania. Błędy Miśkowiaka i Tungete’a w ostatniej gonitwie wszystko jednak zaprzepaściły. Ogromna dramaturgia, a miny Gorzowian na stadionie po dwóch okrążeniach obrazowały modły do wszystkich istniejących bogów.

Piłka nożna jest bezdyskusyjnym numerem jeden w Poznaniu, ale to drugie miejsce, patrząc na zainteresowanie, wydaje się, że należy do żużla już teraz. Ekstraliga mogłaby tam zagościć na dłużej?

- Wydaje mi się to bardzo możliwe, bo nie zapominajmy, co się stało we Wrocławiu za sprawą wieloletniego prowadzenia klubu przez Andrzeja Rusko i Krystynę Kloc. Budowano wizerunek Sparty przez lata i obecnie jest jednym z najlepszych klubów w Polsce, jeśli chodzi o frekwencję. Czemu to samo miałoby się nie wydarzyć w Poznaniu? Widać, że moda na żużel tam jest, Poznań ma swoje tradycje, tylko nigdy sportowo nie był tak blisko elity jak teraz. Bardzo cenię prezesa Kozaczyka za to, że udało mu się - pomimo wielu przeciwności - dojść tak daleko. Sam wiem, jako były prezes Stali, ile wysiłku kosztuje podniesienie klubu z samego dna. Jeżeli będą ku temu chęci, a ekstraliga żużlowa jest bardzo dobrym miejscem do pozyskiwania kolejnych kibiców, to daję bardzo duże szanse powodzenia temu przedsięwzięciu. To jest super moment dla żużla w Poznaniu i miasto powinno zrobić wszystko, aby zapewnić zaplecze techniczne temu klubowi. Organizacyjnie ten zarząd ze sztabem szkoleniowym i zawodnikami zrobili wszystko, aby pokazać, że są gotowi na ekstraligę.

PSŻ mimo wszystko nadal może, Stal musi. Co się stanie z gorzowskim klubem, jeśli spadnie z ekstraligi?

- Tego do końca chyba nikt nie wie. Mogę oczywiście zakładać jakieś scenariusze, bo mamy bardzo wiele niepokojących sygnałów, które docierają z Gorzowa od jakiegoś czasu i nie chodzi tylko o ten sezon. To mogłoby spowodować lawinę różnych decyzji, których konsekwencji nawet strach teraz sobie wyobrażać.

Co ma pan na myśli?

- Słychać ze strony właścicieli klubów, że są zmęczeni prowadzeniem Stali. Słychać zewsząd, że nie domyka im się budżet, mają oczekiwania ze strony prezydenta miasta i radnych na większe wsparcie. Po frekwencji na stadionie poza meczem derbowym widać, że kibice są również zmęczeni niezałatwieniem wielu spraw, które im obiecano. Kibice mają to do siebie, że noszą w sercu barwy klubowe, ale nie są też idiotami. Jeżeli ktoś im coś deklaruje i obiecuje, to tak jak w polityce oczekują, że te deklaracje nie będą bez pokrycia. Kibice liczyli na konsekwencje i rozliczenie pewnych spraw. Liczba ludzi na stadionie maleje i nie sądzę, aby było to spowodowane wzrostem cen biletów, tylko to bardziej manifest ich niezadowolenia. Za dużo się dzieje, za dużo jest niejasności, nie ma kontynuacji decyzji, które nastąpiły wcześniej. Za to jest wiele szemranych, niedopowiedzianych sytuacji. Kibice chcieliby nowego otwarcia, zresztą niejednokrotnie pisali, że woleliby twardego resetu i zaczęcia od nowa, ponieważ nie do końca rozumieją, co teraz dzieje się w klubie. To wszystko pokazuje, że kibic, który jest obrażony i urażony nie chodzi na mecze, tylko ogląda je w telewizji.

Jakiego składu Stali spodziewa się pan w niedzielę w Poznaniu? Niektóre pomysły zastąpienia kontuzjowanych zawodników były totalnie szalone, jak zachęcanie Przemysława Pawlickiego do zerwania umowy z Falubazem, ze względu na zaległości i wystawienie go w Poznaniu.

- Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na kilka bardzo istotnych aspektów. Po pierwsze na sytuację, która dopadła Stal ze względu na kontuzje, dwa to możliwości regulaminowe, a trzy to rozsądek i podejmowanie działań przez ekstraligę. Pamiętam jak w sezonie 2020 zakontraktowaliśmy Jacka Holdera, żeby wzmocnić drużynę, ale nie zapominajmy, że to była zupełnie inna sytuacja. Wtedy trwał armageddon na całym świecie, to był sezon pandemiczny, ciężko było w ogóle stwierdzić w jakim kierunku kluby będą podążać. I to nie my jako pierwsi skorzystaliśmy z zastępstwa zawodnika, bo Wrocław z Chrisem Holderem zrobił to przed nami. Regulamin wtedy na to pozwalał. Stal może dokonać pewnego rodzaju zmian czy wyciągnąć zawodników, ale jedynie z rynku, który nie budzi kontrowersji. Unia Leszno znalazła kiedyś Bena Cooka, Stal zakontraktowała Charlesa Wrighte’a i taką drogą powinien podążać każdy klub, który znajdzie się w trudnej sytuacji kadrowej spowodowanej kontuzjami. Nie może to być na zasadzie kombinatorstwa, tylko racjonalnego podejścia z szacunkiem do przeciwnika. Jeżeli to starcie barażowe ma się odbyć w atmosferze fair play, to nie można stosować jakichś zagrywek pod stołem. Nie o to w tym wszystkim chodzi. W Poznaniu też ktoś włożył mnóstwo czasu i pieniędzy, aby ten klub znalazł się w tym miejscu. To starcie musi się rozstrzygnąć na torze, a nie układami i układzikami oraz innymi zagrywkami poniżej pasa.

Łatwo się domyślić komu będzie pan w niedzielę kibicował…

- To wbrew pozorom bardzo trudna decyzja, ale ona ma swoje uzasadnienie. Klub z Poznania okazuje mi w ostatnim czasie dużo sympatii i będę tej drużynie kibicował. Prezes Kozaczyk wraz z zarządem wielokrotnie zapraszają mnie na mecze. Natomiast z niezrozumiałego powodu w Gorzowie stałem się persona non grata. Wykonałem tam bardzo dużo ciężkiej roboty, ale nikt za to w żaden sposób nie jest mi za to wdzięczny, nikt nawet nie zadzwoni. Poza tym mieszkam na co dzień w Poznaniu, jestem mile widziany w tym klubie, moje serce jest dziś po stronie Skorpionów. Przez ostatnie lata nikt z Gorzowa nawet nie zaprosił mnie na żadną uroczystość, a trochę z tym klubem zdobyłem i przeżyłem. Nie chcę powiedzieć, że jestem tym rozczarowany, ale potrafię docenić tych, którzy prezentują inną postawę. Kibicuję PSŻ i obstawiam, że pierwszy mecz wygra 55:35.

Rozmawiał Mariusz Rajek

Awizowane składy

PSŻ: 9. Dimitri Berge; 10. Bartosz Smektała; 11. Niels Kristian Iversen; 12. Kacper Pludra; 13. Ryan Douglas; 14. Kamil Witkowski; 15. Antoni Mencel.

Stal: 1. Paweł Przedpełski; 2. Mathias Pollestad; 3. Charles Wright; 4. Marcel Szymko; 5. Anders Thomsen; 6. Oskar Chatłas; 7. Denis Andrzejczak.



PREZES I WYROK

Marek Grzyb był prezesem żużlowej Stali Gorzów w latach 2019-22.

W marcu 2025 roku został skazany przez sąd na 10 miesięcy pozbawienia wolności (w zawieszeniu na rok) i 20 tysięcy złotych grzywny. Oprócz niego wyroki usłyszały trzy inne osoby. Śledztwo dotyczyło miejskiej dotacji, którą w 2020 roku przyznano gorzowskiemu klubowi żużlowemu, w tym sekcji piłki ręcznej, a Grzyb przyczynił się do uszczuplenia majątku miasta w kwocie 118,2 tys. zł. W grudniu ub. roku wyrok podtrzymał Sąd Apelacyjny w Gorzowie Wlkp.


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się