Studnia bez dna
O ponad 2,5 miliona złotych obniżone mają zostać koszty funkcjonowania klubu spod Klimczoka. Plan naprawczy przedstawił prezes Krzysztof Sałajczyk i był to warunek, by właściciele dokapitalizowali spółkę.
Piłkarze Podbeskidzia do upadłego walczą o prawo do gry w barażach o awans do I ligi, a działacze starają się zaciskać pasa... Fot. Krzysztof Dzierżawa / Press Focus
PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA
Na początku tygodnia doszło do emisji nowych akcji bielskiej spółki. Walne zgromadzenie akcjonariuszy zdecydowało o podwyższeniu jej kapitału zakładowego, co w praktyce oznacza kolejny zastrzyk gotówki z miejskiej kasy.
Wzajemna windykacja
Gmina Bielsko-Biała objęła nowe akcje za kwotę 1,8 mln złotych, takie same pieniądze wyłożył mniejszościowy akcjonariusz Edward Łukosz. Środki te mają pozwolić spłacić zadłużenie. Klub zalega Bielsko-Bialskiemu Ośrodkowi Sportu i Rekreacji ponad pół miliona złotych. Zadłużenie wobec miejskiej jednostki budżetowej narosło do kwoty blisko 600 tys. zł, a wymagalne faktury sięgają... sierpnia ubiegłego roku. Doszło do sytuacji, w której miejska jednostka budżetowa windykuje... miejską spółkę. Ponadto w lutym Podbeskidzie nieprawomocnie przegrało proces z byłym prezesem Krzysztofem Przeradzkim, któremu zwrócić ma pół miliona złotych pożyczki, odsetki oraz koszty sądowe. Spółka od wyroku się odwołała, ale miejscy urzędnicy nie mieli wątpliwości, że sprawa jest przegrana.
Znaki zapytania
Prezes Krzysztof Sałajczyk przygotował 16-stronicowy plan naprawczy. Ten dokument stał się formalną podstawą do wspomnianego dokapitalizowania. Zaakceptowała go rada nadzorcza spółki. Na jej czele od niedawna stoi skarbnik miasta Dominik Pawiński. Prezes spółki zadeklarował wdrożenie działań oszczędnościowych, które mają doprowadzić do trwałego obniżenia kosztów o około 2,53 mln zł rocznie. Na tę kwotę składa się m.in. ponad 1,6 mln zł z tytułu obniżenia kosztów drugoligowej drużyny - miesięczne koszty kontraktów mają spaść z kwoty blisko 440 do 300 tys. zł miesięcznie. Kolejnych ponad pół miliona złotych oszczędności osiągnięto wobec zlikwidowania zespołu Kuloodpornych. W tym miejscu pojawia się jednak pytanie, dlaczego do planu naprawczego wliczono działania, które miały miejsce 15 miesięcy temu?
Podobne znaki zapytania pojawiają się przy kwocie 240 tys. zł, którą klub zamierza zaoszczędzić na transporcie. Nowy przewoźnik został wyłoniony drogą przetargu, a koszty wynajmu autokaru w całości mają zostać pokryte z wpływów od sponsorów. Z planu nie wynika jednak jasno, czy stosowne umowy są już podpisane, czy to jedynie życzenie prezesa Sałajczyka. Dokument ten niemal całkowicie ignoruje specyfikę ryzyka. Nie założono w nim żadnych odpisów, czy rezerwy w sytuacji, gdy ponieść trzeba będzie niespodziewane wydatki, których w sporcie przecież nie brakuje; mowa na przykład o sytuacji, gdy konieczna jest zmiana szkoleniowca.
Tego jeszcze nie było
Najbardziej niepokojące są jednak długoterminowe założenia budżetowe, których horyzont czasowy sięga sezonu 2027/28. Plan zakłada, że dotacja z budżetu Bielska-Białej zostanie utrzymana na rekordowym poziomie 8 mln zł rocznie. Dodając do tego wsparcie od spółki Aqua, środki publiczne będą stanowić blisko 3/4 przychodów klubu w budżecie, który w tym sezonie ma nieznacznie przekroczyć kwotę 11,5 miliona złotych. Tak wysokie wsparcie publiczne to wskaźnik nigdy wcześniej nienotowany. Zamiast uniezależnienia się od miejskich funduszy lub ich ograniczenia, plan naprawczy sankcjonuje obecny stan rzeczy.
(gru)
