Strzelecka niemoc
Sosnowiecki drugoligowiec nie trafił do siatki już od ponad miesiąca. – Brak skuteczności to nasza największa bolączka – nie ukrywa trener Tomasz Łuczywek.
Patryk Gogół to na ten moment ostatni strzelec gola dla Zagłębia... Fot. Mateusz Sobczak / Press Focus
ZAGŁĘBIE SOSNOWIEC
Od 325 minut trwa strzelecka niemoc piłkarzy Zagłębia, którzy jeszcze liczą na „załapanie się” do baraży o utrzymanie. Po raz ostatni z gola cieszyli się w Wielką Sobotę, czyli 4 kwietnia, w przegranym 1:2 wyjazdowym starciu ze Świtem Szczecin.
Gole... wirtualne
Do siatki trafił wówczas Patryk Gogół, a zegar wskazywał 35 minutę, W żadnym z trzech kolejnych spotkań graczom z Sosnowca nie było dane pokonać bramkarza rywali. Zagłębie uległo bowiem rezerwom ŁKS-u 0:2, w takim samym stosunku przegrało z Podbeskidziem Bielsko-Biała, a w ostatniej kolejce bezbramkowo zremisowało ze Stalą Stalowa Wola. Wprawdzie wzbogaciło się o trzy punkty za walkower z wycofanym z rywalizacji GKS-em Jastrzębie, ale przecież trudno dopisywać do jego dorobku strzeleckiego trzy wirtualne trafienia... W 11 tegorocznych meczach Sosnowiczanie zdobyli zaledwie dziewięć bramek, z czego jedna była samobójcza. Gratulacje za cztery trafienia odbierał Jewgienij Szykawka, najskuteczniejszy (10) strzelec zespołu, ale ostatni raz miało to miejsce 18 marca w przegranym 2:3 starciu z Unią Skierniewice. Z kolei Bartosz Snopczyński trafił tej wiosny tylko raz i to na jej inaugurację z Sandecją Nowy Sącz (1:2), czyli... 24 lutego i było to zaległe stracie z jesieni.
Najgorzej wygląda jednak dorobek tego, po którym spodziewano się najwięcej. Szymon Sobczak może się na razie „pochwalić” zerowym kontem, choć jedno trafienie zabrali mu sędziowie, nie zauważając, jak w meczu z Wartą Poznań (2:2) piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową.
Prawo serii?
– Brak skuteczności to nasza największa bolączka. Mamy okazje, tak jak w meczu ze Stalówką, ale brakuje wykończenia. Trudno jest wygrać, kiedy nie pokonuje się bramkarza. Mam nadzieję, że przełamanie przyjdzie w odpowiednim momencie, a więc już w najbliższym spotkaniu z Hutnikiem Kraków. To dla nas mecz o być albo nie być. Ewentualna strata punktów oznaczać będzie pożegnanie z ligą. Tylko wygrana utrzyma nas w grze. W pierwszym meczu jako trener przegrałem, potem był remis, więc teraz w końcu musi się udać zwyciężyć. To oczywiście tylko teoria i wiara, bo najważniejsza jest praktyka. Piłkarze muszą sobie zdawać sprawę, że nie ma już miejsca na pomyłki – podkreśla Tomasz Łuczywek, szkoleniowiec Zagłębia.
Uszczypliwości i żądania
Podczas ostatniego meczu ze Stalą na trybunach ArcerolMittal Park zasiadło nieco ponad 2 tysiące osób. W sobotę z Hutnikiem frekwencja zapewne będzie podobna; kibice odwrócili się od zespołu i – mimo promocyjnych cen biletów – chcą go oglądać tylko ci najwierniejsi... W stałym repertuarze fanów są uszczypliwości. Wywieszono transparent wprost skierowany do prezydenta Sosnowca, Arkadiusza Chęcińskiego. „Prezydencie – widok tych trybun to wasze rządy i obietnice. Nikomu oczu nie zamydlicie, że winni są kibice”. Oberwało się także Kacprowi Skórze. W tym przypadku napis brzmiał: „Skóra wyp...”. Ostatni napis o treści „Skowronek won” skierowany był do Kariny Skowronek, prezes Zagłębiowskiego Parku Sportowego, który zarządza ArcerolMittal Parkiem. Skórze, jednemu z najlepszych graczy Zagłębia w rundzie jesiennej, zarzuca się, iż celowo przeciąga powrót na boisko po kontuzji, a zarazem finalizuje przejście do innego klubu. Jeśli zaś chodzi o prezes Skowronek, to wciąż się jej pamięta, że w Wielką Sobotę nie zgodziła się na kibicowskie święcenie pokarmów. Skoro piłkarze nie dostarczają emocji na boisku, trzeba się ekscytować tym, co obok nich...
Krzysztof Polaczkiewicz
