Strzelać nie ma komu...
Przed Rakowem „miesiąc prawdy”. Marzec wydaje się absolutnie kluczowy dla wicemistrzów Polski. Na czym budować optymizm, a co należy natychmiast poprawić?
Łukasz Tomczyk zdaje sobie sprawy, że w Rakowie wiele elementów wciąż wymaga poprawy/Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
Większość kibiców Rakowa miała nadzieję, że wejście Łukasza Tomczyka w rolę trenera pierwszego zespołu będzie bardziej płynne, a drużyna będzie punktować na lepszym poziomie. Na razie wciąż może liczyć on na kredyt zaufania, ale wkrótce przyjdzie czas oceny.
Defensywny monolit
Drużynę buduje się od obrony – mówi jedna ze starych, utartych piłkarskich mądrości. – Dobrze bronimy, bo znów nie tracimy bramki, tym razem wygrywamy też mecz – Łukasz Tomczyk na tym fundamencie stara się budować pozytywną narrację wokół Rakowa. Przyznać trzeba, że w ostatnim czasie do defensywy faktycznie ciężko się przyczepić – Częstochowianie w trzech ostatnich meczach zachowali czyste konto i to będąc zmuszonym do rotowania trójką obrońców. Na mecz z Termalicą z powodu lekkiego urazu Stratosa Svarnasa na lewej stronie z konieczności wyszedł Ariel Mosór. Na prawą stronę chyba już na dobre trafił Fran Tudor, choć on sam zapewne wolałby śmigać na wahadle. Chorwat jest jednak piłkarzem na tyle uniwersalnym, że specjalnie sobie obecnym stanem rzeczy nie krzywduje. Bogdanowi Racovitanowi ostatnio zdarzało się trochę błędów, ale akurat z Bruk-Betem to jego ofiarna interwencja uratowała zespół przed stratą gola po głupim błędzie Marko Bulata. – Bardzo dużo dobrych rzeczy zrobił w polu karnym, aby wybronić nas przed stratą bramki, szczególnie w drugiej połowie – chwalił Rumuna trener Łukasz Tomczyk.
Strzelecka niemoc
Piłka nożna polega jednak przede wszystkim na strzelaniu goli, a tu już wicemistrz Polski ma duży problem. Zaledwie jedno trafienie w trzech meczach, w dodatku Iviego Lopeza, który ostatnie miesiące głównie się leczył zamiast grać w piłkę. Wyjątkowy nieurodzaj tej wiosny panuje wśród częstochowskich napastników. Jonatan Brunes strzelił bramkę kontaktową w Płocku (1:2) i… się zaciął. Zmarnowana przez niego okazja z Termalicą woła o pomstę do nieba, tym bardziej że Michael Ameyaw wyłożył mu piłkę jak na tacy. Takie sytuacje musi wykorzystywać każdy ofensywny zawodnik, a już na pewno taki, który ma aspiracje gry w mocniejszej lidze od ekstraklasy. Patryk Makuch miał nieco trudniejszą sytuację, ale na przeszkodzie stanął mu Adrian Chovan. Leonardo Rocha sprawia wrażenie ofochanego, że nie gra w Lubinie i chyba nikt już nie ma złudzeń, że ta misja się nie uda. Lepszym rozwiązaniem dla Portugalczyka było odejść zimą, ale ostatecznie nie znalazł się kontrahent, który zaspokoiłby oczekiwania tryptyku – piłkarz, klub oraz agent. Czy to już czas dać szansę Isakowi Brusbergowi? Na treningach młody Szwed wygląda bardzo dobrze, nieźle układa się też jego współpraca z Brunesem. Nie można wykluczyć, że w najbliższym czasie zadebiutuje w naszej lidze, ale raczej jeszcze nie w Poznaniu.
Marzec powie: sprawdzam
Tomczyk gra inaczej, zwraca uwagę na nieco inne aspekty. Praca w Rakowie to też zupełnie inne wyzwanie niż Polonia Bytom. Zapewne cztery mecze mistrzowskie to niewystarczający czas na pełne wdrożenie, ale problem w tym, że Raków czasu nie ma prawie w ogóle. Kiedy w lutym miał okazję skupić się wyłącznie na meczach ligowych, wyszło mu to średnio – 5 na 12 możliwych punktów to nawet nie połowa możliwych do zdobycia. Począwszy od niedzielnego starcia z Lechem Częstochowianie przez trzy tygodnie grać będą systemem niedziela – czwartek. Na przestrzeni 22 dni zagrają 7 meczów o stawkę – w tym te niezwykle istotne i bez marginesu błędu – w Pucharze Polski z Avią Świdnik oraz dwumecz 1/8 finału Ligi Konferencji (rywala poznają w piątek). To będzie prawdziwa weryfikacja nowego szkoleniowca Rakowa. Jakby poziom trudności nie był wyjątkowo wysoki – pięć z siedmiu wspomnianych spotkań zagrają na wyjeździe. Choć to akurat może być dobra wiadomość – Raków w tym sezonie w delegacjach spisuje się lepiej niż u siebie.
Mariusz Rajek
