Strzela Niedźwiedziowi
Jordi Sanchez po 10 miesiącach znów cieszył się z bramki. Premierowe trafienie dla Białej Gwiazdy strzelił zespołowi swojego byłego trenera.
Jordiemu Sanchezowi trudno zabrać piłkę. Fot. Michał Kędzierski/PressFocus
WISŁA KRAKÓW
Obroniła się decyzja trenera Białej Gwiazdy, by zagrać z przodu pozyskanym zimą napastnikiem. Miał on udział przy dwóch decydujących golach.
Przeszedł długą drogę
Jordi Sanchez zimą wrócił do Polski. W ekstraklasie bardzo dobrze prezentował się w Widzewie Łódź, ale gdy przyszła oferta z Azji – nie odrzucił jej klub i sam zawodnik. W dalekiej Japonii nie poszło mu zbyt dobrze. Jego drużyna spadła z najwyższej ligi, a Hiszpan we wszystkich rozgrywkach tylko raz trafił do siatki.
Nie grał od czerwca i potrzebował się odbudować. Uznał, że warto wrócić do Polski. Zainteresowała się nim przewodząca tabeli Wisła i podpisała bezpieczny dla siebie półroczny kontrakt. Biała Gwiazda miała wiele argumentów, jednym z nich była osoba Angela Rodado, najlepszego strzelca I ligi, z którym Sanchez przed laty razem występował w UD Ibiza. W sparingach, a potem już w lidze trener Mariusz Jop wprowadzał go bardzo powoli. W końcu w miniony piątek po raz pierwszy zagrał od początku, z Rodado za plecami. Strzelił gola na 2:2, a także wygrał pojedynek w powietrzu i uderzył w słupek, po czym jego rodak dobił uderzenie.
O to chodziło
Do przerwy mógł zapracować na wyższą notę. Nie wykorzystał jednak sytuacji sam na sam i źle rozwiązał jeden z kontrataków. - Jestem bardzo szczęśliwy. Od jakiegoś czasu ciężko pracuję, szczególnie nad kondycją, żeby znaleźć jak najlepszą formę. Myślę, że ostatnie kilka tygodni przynosi efekty, dlatego trener mi zaufał i pozwolił mi grać z Angelem w ataku. Jeśli on będzie strzelał dwa gole, a ja jednego w każdym meczu, to będziemy grać razem - śmiał się Jordi Sanchez rozmowie z reporterem TVP Sport.
Piłkarza o profilu Sancheza brakowało jesienią w układance Jopa. Wysokiego, dobrze chroniącego piłkę i grającego głową, utrudniającego życie obrońcom. - Jordi długo pracował. Czekaliśmy na jego powrót do odpowiedniej dyspozycji. Takie sygnały wysyłał już po poprzednim meczu. Przez ostatnie dwa tygodnie było widać, że jest w dobrej formie i wykorzystaliśmy ją. Mocno pracował w defensywie, utrzymał kilka niełatwych piłek. Co najważniejsze - zdobył bramkę, bo z tego zawsze rozliczamy ofensywnych piłkarzy - podkreśla Mariusz Jop.
Szczególny szacunek
Sanchez strzelił gola Miedzi, którą prowadzi Janusz Niedźwiedź. To jego były szkoleniowiec z Widzewa. - Powiedziałem mu, że zawsze strzelam mu gola. Kiedy był w Ruchu, też mu strzeliłem. Bardzo go cenię, bo dał mi możliwość przyjazdu do Polski po raz pierwszy. Dał mi dużo okazji do gry, sprawił, że gra sprawiała mi przyjemność. To ktoś, kogo darzę szczególnym szacunkiem - powiedział Hiszpan, w którego stronę bramkarz i obrońcy Wisły zagrywali sporo długich piłek. - Nie było to nasze główne założenie. Ale znamy jego atuty i zauważyliśmy, że rywale mają z nim duże problemy. Był bardzo zaangażowany - podkreślił golkiper Patryk Letkiewicz.
Michał Knura
311 DNI czekał Jordi Sanchez na gola w oficjalnym meczu. Poprzednio trafił w maju na zapleczu japońskiej ekstraklasy.
