Strzał w kolano

Rozmowa z Januszem Kudybą, byłym napastnikiem Motoru Lublin, Zagłębia Lubin czy Śląska Wrocław

Janusz Kudyba jest przeciwny zniesieniu „młodzieżowego" obowiązku w meczach ligowych. Fot. Press Focus / Piotr Matusewicz

Jest pan zmartwiony czy zadowolony, że w ekstraklasie od następnego sezonu nie będą musieli występować młodzieżowcy?

– Jestem zaskoczony taką decyzją. Nie mam zielonego pojęcia, czym kierowali się pomysłodawcy, rezygnując z wystawiania w meczu jednego piłkarza o statusie młodzieżowca. Tym samym niejako automatycznie rezygnujemy z dopływu utalentowanych zawodników nie tylko do zespołów klubowych, ale również do reprezentacji Polski w rozmaitych kategoriach wiekowych.

Czy proponowana regulacja nie jest przykładem... wylewania dziecka z kąpielą?

– Dokładnie tak. To kardynalny błąd, ale widocznie klubom taki wariant odpowiada, jest po prostu dla nich wygodniejszym rozwiązaniem. Jeden młodzieżowiec na stanie nie byłby wystarczający, w kadrze musiałoby ich być co najmniej trzech. Jeden na zmianę, a drugi na wypadek przymusowej pauzy, czy to z powodu kartek, czy kontuzji. Działacze i sztab szkoleniowy Rakowa Częstochowa na pewno będą szczęśliwi z takiego obrotu sprawy, bo do tej pory płacili mnóstwo pieniędzy, gdyż nie byli w stanie bądź nie chcieli wypełnić limitu gry młodzieżowców, który wynosił trzy tysiące minut na sezon (w bieżących rozgrywkach wicelider ekstraklasy w 18 meczach nie zdobył choćby punktu: Dawid Drachal zagrał w 10 meczach, ale spędził na boisku zaledwie 201 minut, natomiast Tomasz Walczak zagrał w trzech meczach i „wykręcił” sto minut – przyp. BN).

Nie chcę niczego sugerować, ale dzięki likwidacji rankingu Pro Junior System futbolowa centrala zaoszczędzi kilka milionów złotych. Czy jednak skórka jest warta wyprawki? W poprzednim sezonie na nagrody w ekstraklasie przeznaczono 10 milionów złotych brutto, z czego cztery ze środków PZPN-u, a sześć milionów netto ze środków przekazywanych przez Ekstraklasę SA.

– Pieniądze nie powinny być najważniejsze. Najważniejszy powinien być interes polskiego futbolu, o czym wiedział doskonale były prezes PZPN-u Zbigniew Boniek, za którego kadencji wprowadzono ten mechanizm. Orientował się, że taki zapis ułatwi dostęp do ekstraklasy młodym piłkarzom. Twierdzenie, że dobry piłkarz zawsze się przebije, niezależnie od wieku, należy włożyć między bajki. Trenerzy w trosce o zachowanie posady zawsze będą dawali pierwszeństwo zawodnikom doświadczonym, bardziej zaawansowanym wiekowo.

Dla mnie likwidacja wymogu wystawiania piłkarzy o statusie młodzieżowca jest przejawem krótkowzroczności ludzi z centrali. Młodzieżowe reprezentacje Polski odcina się od dopływu utalentowanych piłkarzy. Jeżeli nie całkowicie, to ten strumień na pewno będzie mniejszy.

– Ten przepis to woda na młyn menedżerów, którzy wpychają naszym działaczom obcokrajowców, często o wątpliwej wartości sportowej. Już teraz promocja młodych zawodników kuleje, nie mam złudzeń, że w następnym sezonie zauważymy odpływ młodzieży z klubów ekstraklasy i I ligi. To będzie szeroka fala, która spowoduje niepowetowane straty dla polskiego futbolu. Nie będę gryzł się w język – to będzie strzał nie w stopę, lecz w kolano. Myślę, że można wypracować jakiś kompromis, tylko trzeba na ten temat rozmawiać.

Regularnie oglądam mecze hokeja na lodzie. Wszystkie drużyny uczestniczące w rozgrywkach ligowych w Polsce mają wyznaczony limit zatrudnienia obcokrajowców, którego żadną miarą przekroczyć nie mogą. Nie sądzi pan, że taka regulacja – nie wdając się w szczegóły – przydałaby się także w rozgrywkach piłkarskich?

– Nie byłby to głupi pomysł. Ba, nawet byłby wskazany, żeby nie zatrudniać wszystkich cudzoziemców, jak leci. Widzimy przecież doskonale, że w polskiej ekstraklasie nie roi się od obcokrajowców o wysokiej jakości. Byłaby to również doskonała motywacja dla trenerów ligowych i tych pracujących z młodzieżą. Ci młodzi piłkarze mieliby się od kogo uczyć, a tak popadniemy w przeciętność.

Rozmawiał Bogdan Nather