Strzał w dziesiątkę
Rozmowa z Robertem Mandryszem, kapitanem Chrobrego Głogów
Robert Mandrysz w meczu z Ruchem. Z tyłu Marko Kolar. Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
W jakim nastroju zamknął pan minione rozgrywki?
- To był wyjątkowy sezon. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to był najlepszy Chrobry, w jakim miałem okazję grać, a przypomnę, że zacząłem w Głogowie latem w 2017 r. Przede mną dziesiąty sezon w koszulce z mieczem. Bardzo mnie ten sezon zbudował i szkoda tylko, że zabrakło tej wisienki na torcie... Czasu jednak się nie cofnie, więc nie ma co rozpaczać. Mimo tego żalu czy smutku, bo trudno określić te emocje, które jeszcze w głowie i sercu siedzą, trzeba sobie jasno powiedzieć – pokazaliśmy kawał dobrej piłki. Tak dobrej, że na pewno nie byliśmy gorszą drużyną niż Wieczysta Kraków. Może gdybyśmy byli gorsi i ten ostatni mecz przegrali wysoko, to ból byłby mniejszy... Powiedzielibyśmy sobie, że to jeszcze nie ten czas, jeszcze nie zasługiwaliśmy na awans do ekstraklasy, jednak akurat tego po finałowym barażu nie można powiedzieć więc... tym bardziej czas urlopu mi się przyda.
Czy obecny żal po przegranym finale baraży jest większy niż w 2022 roku, kiedy przegraliście z Koroną Kielce, tracąc gola na 2:3 w przedostatniej minucie dogrywki?
- Faktycznie, wtedy zabrakło sekund do rzutów karnych i przyszedł nagły koniec, a teraz po stracie gola na 1:2 w 56 minucie mieliśmy dużo czasu i sporo szans na odrobienie strat. Zerkaliśmy co jakiś czas na zegar i czuliśmy, że ta szansa ucieka. Trudno mi porównać te dwa mecze, ale jestem przekonany, że w tym sezonie o wiele bardziej graliśmy na własnych zasadach. Narzucaliśmy warunki przeciwnikom i mieliśmy sporo atutów w ofensywie, więc nasza gra była ładniejsza dla oka. Tamten Chrobry był przede wszystkim defensywny. Dlatego większą satysfakcję czuliśmy z gry w dopiero co zakończonym sezonie.
Który mecz w minionych rozgrywkach był w wykonaniu Chrobrego najlepszy?
- Najważniejsze dla mnie było październikowe spotkanie z Polonią Warszawa. Zwykle w meczach jubileuszowych niezbyt dobrze mi szło, a wtedy w 250. występie w barwach Chrobrego wygraliśmy w Głogowie 2:0. W dodatku strzeliłem w tym spotkaniu pierwszego gola, w 86 minucie, a co najważniejsze, zadomowiliśmy się w strefie barażowej. Było też dużo innych dobrych spotkań, w których gra sprawiała mi ogromną radość; jako kapitan miałem naprawdę sporą satysfakcję. A propos kapitana: zacząłem pełnić tę funkcję już cztery lata temu, zastępując Michała Michalca. Podarowaną mi przez niego opaskę, gdy on zakończył grę w Chrobrym, mam do dzisiaj i grałem z nią cały miniony sezon. Nie wiem, czy nie spalę jej albo nie zakopię gdzieś pod murawą w Głogowie, bo już dwa razy była świadkiem naszej nieudanej przeprawy w barażach o ekstraklasę (śmiech).
Czy rozmowy przed podpisaniem kontraktu na nowy sezon trwały długo?
- Tak naprawdę... jeszcze ich nie było. Przedłużenie wynikało z zapisu w poprzednim kontrakcie i Chrobry z tego skorzystał, ogłaszając, że zostaję w Głogowie. Rozmowy o nowym kontrakcie dopiero przede mną. Jestem już po słowie z władzami klubu i po powrocie z urlopu sfinalizujemy umowę. Jestem przekonany, że się dogadamy z korzyścią dla obu stron, tym bardziej że w przyszłym roku klub obchodzić będzie 80-lecie i na pewno awans do ekstraklasy byłby spełnieniem marzeń wszystkich kibiców. Moich też! Wprawdzie taty, Piotra, który rozegrał w ekstraklasie 184 spotkania, już na pewno nie przegonię, ale po tak dobrym sezonie, jaki mamy za sobą, nie wypada nawet mówić, że w kolejnych rozgrywkach mierzymy niżej. Jesteśmy zobligowani do podniesienia sobie poprzeczki! Pokazaliśmy, że nas na to stać, myślę o zasadzie „do trzech razy sztuka”, tym bardziej że atmosfera na finiszu zakończonego już sezonu była niesamowita... Nie tylko kibice, ale ludzie na mieście, sąsiedzi, których nie podejrzewałbym, że interesują się piłką nożną, żyli naszą grą! Przeżywali spotkania, a po meczu w Krakowie autentycznie nas pocieszali. Oczywiście, wolałbym cieszyć się z awansu, ale skoro przegraliśmy, to ta świadomość, że dzięki naszej grze zrobiła się w Głogowie moda na Chrobrego - też jest cenna. Mam nadzieję, że to będzie trwało i że nasz nowy zespół uniesie ten ciężar oczekiwań. Hegemonem nie byliśmy, nie jesteśmy i nie będziemy, ale pokazujemy, że potrafimy dobrze pracować i dając z siebie wszystko - grać na nosie „możnym”.
Gdyby ktoś dziewięć lat temu powiedział, że najbliższą dekadę spędzi pan w Głogowie, uwierzyłby pan?
- W piłce tyle dzieje się w ciągu roku, że planowanie na dziesięć lat na pewno nie wchodzi w grę. Śmiejemy się z żoną, że gdybyśmy wiedzieli w 2017 roku, że zostaniemy tu tak długo, to wybudowalibyśmy dom, własnoręcznie układając codziennie cegłę po cegle. A poważnie, choć wtedy o tym nie myślałem, to teraz jestem dumny z tego... strzału w dziesiątkę. Byłem i jestem zawodnikiem podstawowym. Zdrowie dopisuje i mam wrażenie, że jest lepiej niż wtedy, kiedy byłem młodszy. Wiem, że 6 stycznia będę obchodził 36. urodziny, a więc mogę już przymierzać się do zespołu oldbojów, ale nie zamierzam się poddawać. Biorę to, co piłka mi daje, a życie pisze własny scenariusz. Na ten, który już napisało, nie narzekam. Wręcz przeciwnie, jestem zadowolony. Nadal mam marzenia i mam nadzieję, że uda się je spełnić.
Czy to znaczy, że Chrobry w sezonie 2026/27 będzie jeszcze mocniejszy?
- Na razie został osłabiony, bo straciliśmy Szymona Bartlewicza, który podpisał kontrakt z GKS-em Katowice, i Myrosława Mazura, który odszedł do Miedzi Legnica. W Chrobrym jednak gra się właśnie po to, żeby zostać zauważonym. Musimy więc znaleźć zastępców, którzy tak jak oni wypłyną albo z drużyną, albo indywidualnie, ciągnąc przy okazji zespół. Życzyłbym sobie, żeby ten nowy Chrobry był przynajmniej tak dobry jak ten z zakończonych rozgrywek, a jest na to szansa, bo kręgosłup zostaje, więc potrzebujemy jedynie uzupełnienia, żeby stworzyć mieszankę głodnych sukcesu młodych, zdolnych oraz ambitnych, doświadczonych piłkarzy. Wierzę, że powstanie fajna ekipa, która – tak jak powtarza nasz trener Łukasz Becella – będzie grać z meczu na mecz, starając się ulepszać w każdym treningu. Zobaczymy, co z tego wyniknie. Sam planuję po prostu zagrać jeszcze lepszy sezon i dać jeszcze więcej drużynie. To się nie zmienia od początku mojego grania w piłkę.
Jakie ma pan plany na urlop?
- Po zakończeniu sezonu dwa dni spędziłem jeszcze w Głogowie, a we wtorek zjechaliśmy z rodziną do rodziców. Kilka dni spędzimy w Rybniku, a potem wybierzemy się do ciepłych krajów - wygrzać się, popływać i zrelaksować. Wyłączę telefon i będę się cieszył urlopem.
Rozmawiał Jerzy Dusik
