Straty są kolosalne
Rozmowa z Jerzym Engelem, selekcjonerem w latach 2000-2002
Reprezentacja Jerzego Engela jako pierwsza awansowała na wielki turniej w XXI wieku. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Pierwsze odczucie po ostatnim gwizdku na Solnej we wtorek…
- Oglądałem ten mecz w gronie przyjaciół i wszyscy byliśmy wściekli… Wściekłość i niedowierzanie, to były pierwsze emocje.
Słychać głosy, że gdybyśmy zagrali słabo, przegrali 0:3 – łatwiej byłoby się z tym pogodzić.
- Na pewno tak, ale piłka nożna jest takim sportem, gdzie proste wyliczenia nie działają. Nie ma znaczenia czy ktoś gra ładnie, lepiej, bardziej widowiskowo. Wygrywa ten, kto jest skuteczniejszy zarówno w obronie, jak i ataku. Tego nam w tym meczu zabrakło, a szczególnie w obronie. Jeśli traci się trzy bramki w tak ważnym meczu jest bardzo ciężko awansować. Musielibyśmy strzelić cztery gole, a to jest szalenie trudne grając o taką stawkę. To jest główny powód, że nie będzie nas na mistrzostwach świata.
Co to oznacza dla polskiej piłki, nie tylko w tym sportowym wymiarze? Niektóre lamenty są przesadzone?
- Nie są przesadzone, bo to są kolosalne straty. To nie jest tylko piłka nożna, ale wszystko to, co się dzieje wokół niej. Tysiące kibiców szykowało się do wyjazdu na mundial. Firmy transportowe, hotelarskie, producenci gadżetów i mnóstwo innych branż odczuje to w mniejszym bądź większym stopniu. Firmy, które przy takiej imprezie zarabiają, teraz będą musiały liczyć się ze stratami. Nie będzie tego entuzjazmu kibiców, do którego co dwa lata byliśmy przyzwyczajeni. PZPN, który finansuje całą polską piłkę na pewno również mocno to odczuje. Ciężko jest tak na gorąco obliczyć straty, ale na pewno będą spore. Najważniejszą stratą jest jednak ta wizerunkowa. Pamiętam jak Sepp Blatter witał mnie na ceremonii losowania grup po awansie do mundialu w 2002 roku: „Jak miło było znów odkurzyć tabliczkę z napisem Polska po tylu latach”. Wtedy wróciliśmy na wielką imprezę po 16 latach przerwy. Przez tamto zdarzenie zdałem sobie sprawę, co to znaczy nie być wśród najlepszych na tak dużej imprezie.
Dla mojego pokolenia to był pierwszy mundial z udziałem Polski w życiu. Teraz to jest pierwsza duża impreza od 2014 roku, gdy nas nie ma. Łatwo przyzwyczailiśmy się do dobrego, a czy właśnie historia w pewnym sensie nie zatoczyła koła?
- Aż tak bym nie powiedział, bo mamy obecnie zdecydowanie inną, lepszą sytuację niż to, co było 25 lat temu. Piłka w Polsce jest w zupełnie innym miejscu. Mamy fantastyczne stadiony, miejsca pobytowe, tysiące orlików, boisk przy szkołach. Tu się bardzo dużo zmieniło, a efektem tego jest generacja młodych piłkarzy na którą czekaliśmy wiele lat. Ma kto wejść do tej reprezentacji i ona na pewno będzie się zmieniać. Mamy Kubę Kamińskiego, wchodzącego dopiero Oskara Pietuszewskiego i wielu innych graczy, którzy już są w stanie wziąć ciężar gry na swoje barki. Potrafią grać futbol widowisko i z przyjemnością się to ogląda. W moich czasach tego nie było, to był dość siermiężny obraz piłki przypominając sobie choćby jakie były stadiony, problemem było gdzie przeprowadzić zgrupowanie. W tamtym czasie na powrót otworzyliśmy bramy polskiego futbolu, ktoś musiał w końcu przełamać tę psychologiczną niemoc. Właściwie od tamtego momentu regularnie gramy zarówno na mistrzostwach świata, jak i Europy. To jest doświadczenie, które zbieraliśmy latami, bo kupić nie da się go nigdzie.
Bardzo szybko ogłoszone zostało, że Jan Urban dalej będzie prowadził reprezentację. To dobra decyzja? Co należy zmienić?
- Tak, ja nie widzę potrzeby zmiany na stanowisku selekcjonera. Widzę za to potrzebę przejścia na grę czwórką w obronie. Błędy w defensywie, które powodują, że cały czas męczymy się strasznie w wielu meczach spowodowane są tym, że my nie potrafimy grać trójką obrońców, ani nie mamy wahadłowych, którzy potrafiliby również bronić, a nie tylko atakować. Tutaj leży cały problem, bo stracić trzy bramki z tak prosto grającym zespołem jak Szwedzi, to jest duża plama.
Szwedom będziemy mieli okazję zrewanżować się w Lidze Narodów, ale to chyba marne pocieszenie. Wprost ciężko uwierzyć, że nie możemy ich pokonać na wyjeździe od 96 lat…
- Skupiając się tylko na tym ostatnim, to zadecydował nierozsądny sposób bronienia. To niestety ciąży na tej reprezentacji i ciążyć będzie jeszcze długo. Nieumiejętność awansu w momencie, gdy 48 drużyn gra na mundialu jest bardzo przykra. Wszyscy teraz przez to cierpimy.
Żywy jest temat przyszłości w reprezentacji Roberta Lewandowskiego, który zresztą sam rozgrzał do czerwoności swoim wpisem. To mógł być ostatni jego mecz w kadrze?
- Pod wpływem emocji robi się różne nieprzemyślane rzeczy, a gdy one opadną widzi się pewne rzeczy zupełnie inaczej. Uważam, że Robert jest potrzebny tej reprezentacji, ze Szwedami zagrał dobry mecz, choć bramki nie strzelił. Jako kapitan może naszej drużynie jeszcze wiele dać.
W Polsce lubimy się pocieszać nieszczęściem innym. Ból Włochów jest chyba jeszcze większy?
- Oni mają swoje problemy, my mamy swoje. Pamiętam jak pocieszałem się, że z mistrzostw świata w Korei i Japonii wracaliśmy pierwszym samolotem z Francją czy Portugalią, ale to jest żadne pocieszenie.
Rozmawiał Mariusz Rajek
