Stradivarius na rozdrożu
Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado
Prawda jednak jest taka, że w piłce piękno jest dopełnieniem, nie istotą sprawy. Gol zdobyty w piękny sposób waży tyle samo, ile najbrzydsza, przypadkowa bramka. Taka jak ta, po której Legia wyrównała. W piłce nożnej trzeba dać szansę na popełnienie błędu. Po przerwie Luquinhas zdecydował się kopnąć na bramkę Górnika. To nie był trudny strzał, ale na nieszczęście dla gospodarzy piłkę postanowił odbić głową Rafał Janicki. Uderzył tak nieszczęśliwie, że zmylił wszystkich łącznie z samym sobą i kolegą z bramki… To był pierwszy celny strzał Legii i od razu padła bramka… Druga, zwycięska dla Legii, również jest z gatunku tych do zapomnienia. Ani Stradivarius, ani Vivaldi nie wstrzymaliby nawet oddechu. Tylko co z tego? Tym piłka różni się od arcydzieł muzycznych. Wygrywasz, jesteś mistrzem, piękno tylko przy okazji, nie jest to element niezbędny.
Legia brzydko grała, brzydko strzelała, brzydko zdusiła mecz, ale jest górą i… chwała jej za to. Za chwilę nikt nie będzie pamiętał o okolicznościach, a punkty zdobyte w Zabrzu sprawiają, że Legia w obecnych rozgrywkach ligowych ciągle może chcieć więcej, choć nie śmiem wspominać o mistrzostwie, żeby nie narażać się na śmieszność. Zrobiło na mnie wrażenie, jak legioniści potrafili dociągnąć korzystny wynik do końcowego gwizdka. Wszyscy w drużynie zdawali sobie sprawę, że wynik jest najważniejszy. Tak powinna zachowywać się drużyna w rozgrywkach ligowych.
A Górnik? Zabrzanie zostają z pustymi rękami po tym meczu. Zostaje jedynie (a może aż) świadomość, że ta drużyna jest w stanie zdusić takiego przeciwnika jak Legia, która na początku meczu właściwie nie wiedziała nawet, co się dzieje. Gdyby Górnik grał w każdym meczu, jak na początku spotkania z Legią – walczyłby obecnie o mistrzostwo, a nie kręcił pedałami w środku peletonu! Właśnie w tym jest w mojej opinii pies pogrzebany – w utrzymaniu wysokiej intensywności przez więcej niż dwadzieścia minut. Długo utrzymywana intensywność to tak naprawdę przyjaciółka futbolowej finezji. Ta druga zawsze w pewnej chwili dołącza do tej pierwszej, problem w tym, że kiedy pierwsza słabnie, druga od razu odchodzi.
Trochę nie podobało mi się, że komentatorzy tego meczu traktowali w nim Legię jak podmiot, a Górnika – jak dopełnienie. Mówili jak piłkarze Legii powinni zagrać, jak nie zagrać, podobnych uwag w stosunku do gospodarzy – było jak na lekarstwo. Nie powinno tak być.
