Statystyka niemal idealna
Iga Świątek i Magdalena Fręch pewnie awansowały do drugiej rundy Australian Open. Przykra porażka Magdy Linette i nieudany mecz Mai Chwalińskiej.
Na otwarcie Australian Open Iga Świątek miała mocne przetarcie z Kateriną Siniakovą. Fot. PAP/Marcin Cholewiński
To nie była łatwa pierwsza runda, więc cieszę się, że przetrwałam - oceniła Iga Świątek po zwycięstwie w Melbourne nad czeską tenisistką Kateriną Siniakovą 6:3, 6:4. Dzięki poniedziałkowej wygranej 23-letnia tenisistka z Raszyna poprawiła swój bilans meczów pierwszej rundy Australian Open na 7-0. We wszystkich pierwszych spotkaniach Wielkich Szlemów w karierze odniosła 23 zwycięstwa i zanotowała zaledwie jedną porażkę.
- Przegrałam tylko raz w pierwszej rundzie, na Wimbledonie w 2019 roku. Żałuję, że tam zagrałam, gdyby nie to, moja statystyka byłaby idealna - powiedziała Polka z uśmiechem. - To pokazuje, że jestem konsekwentna. Jestem po prostu bardziej pewna siebie przed Wielkim Szlemem, nawet grając pierwszy mecz. Powinnam po prostu robić to, co zawsze, a będzie dobrze - dodała.
Bardziej proaktywna
W dwóch ostatnich edycjach Australian Open losowanie pierwszej turniejowej rywalki nie było jednak dla raszynianki łaskawe. W zeszłym roku mierzyła się z Amerykanką Sofią Kenin, która triumfowała w Melbourne w 2020 roku, a w tym roku trafiła na najlepszą obecnie deblistkę świata - Siniakovą. Czeszka sprawiła Świątek problemy, przełamując jej serwis w obu setach, jednak finalnie zaprocentowała większa siła i skuteczny serwis wyżej notowanej zawodniczki. - Czułam, że ona gra naprawdę dobrze i wiedziałam, że muszę być bardziej proaktywna i tak właśnie było – oceniła podopieczna Wima Fissette, który zadebiutował w boksie Polki w turnieju wielkoszlemowym.
Świątek, która w październiku straciła pozycję liderki światowego rankingu na rzecz zwyciężczyni dwóch ostatnich edycji AO Aryny Sabalenki, nie jest raczej zaliczana do wąskiego grona faworytek tegorocznej imprezy w Melbourne. Taka sytuacja znalazła odzwierciedlenie w rozplanowaniu gier zawodniczek. Białorusinka i Coco Gauff mecze pierwszej rundy rozgrywały na centralnym Rod Laver Arena, natomiast raszynianka na trzecim - John Cain Arena. Polskiej tenisistce to jednak nie przeszkadzało.
- Uwielbiam grać tutaj na każdym korcie. Na John Cain Arena rozegrałam kilka niesamowitych meczów, pięć lat temu z Anett Kontaveit grałyśmy na nim w czwartej rundzie. To była moja pierwsza szansa na przejście do ćwierćfinału na twardych kortach. Było również kilka innych fajnych meczów - dodała Świątek.
W kolejnej rundzie Polka po raz pierwszy zagra z Rebeccą Sramkovą. 28-letnia Słowaczka (49. WTA) pokonała w trzech setach amerykańską tenisistkę Katie Volynets.
Przełamanie Magdaleny
Do drugiej rundy awansowała także Magdalena Fręch, która pokonała Rosjankę Polinę Kudermietową 6:4, 6:4. Tenisistka Górnika Bytom wygrała pierwszy mecz w tym sezonie – wcześniej przegrała potyczki otwarcia w turniejach w Brisbane i Adelajdzie.
- Chciałam bardzo wrócić do gry jaką prezentowałam w końcówce zeszłego roku, chciałam, żeby w końcu to „zatrybiło”. Był duży stres, który wynikał z nie najlepszego początku roku, co jednak wiązało się też z problemem zdrowotnym, który na szczęście został zażegnany. Wracam jednak na właściwe tory. W ostatnich dniach przed turniejem czułam się coraz lepiej, w sparingach wreszcie zaczęłam się czuć sobą na korcie i uwierzyłam, że jestem w stanie to wygrać - powiedziała łodzianka na antenie Eurosportu i poinformowała, że miała złamany palec u nogi, a pełną sprawność odzyskała trzy dni przed rozpoczęciem tego turnieju.
27-letnia Fręch zaprezentowała tenis, który przynosił jej sukcesy w minionym roku. Grała stabilnie, stosunkowo bezpiecznie, co przełożyło się na większą liczbę uderzeń wygrywających (16) niż niewymuszonych błędów (12). Posłała też 3 asy. Kudiermietowa była nastawiona bardziej ofensywnie, ale 29 tzw. winnerów znalazło się w cieniu aż 36 punktów „oddanych” Polce po nieudanych zagraniach.
Łodzianka po raz pierwszy w karierze jest rozstawiona w Wielkim Szlemie – z numerem 23. Poprzedni sezon był najlepszy w jej karierze, a rozpoczął się od 1/8 finału Australian Open. - Mam dobre wspomnienia z Melbourne, a chciałabym mieć jeszcze lepsze i pograć tutaj jak najdłużej – podsumowała podopieczna Andrzeja Kobierskiego. Jej kolejną rywalką będzie inna Rosjanka - Anna Blinkowa (73. WTA).
Linette miała meczbola…
Niestety, polski bilans poniedziałku wyniósł 2-2, bo swoje mecze – choć w zupełnie inny sposób - przegrały Magda Linette i Maja Chwalińska. Linette (40. WTA) z Japonką Moyuką Uchijimą (63. WTA) wygrywała wszystkie trzy poprzednie potyczki, ale w Melbourne przyszedł koniec serii. Panie przez trzy sety i dwie godziny z kwadransem „boksowały” się na przełamania i błędy. Decydująca partia zaczęła się idealnie dla Polki, która szybko odskoczyła na 3:0, a w dziewiątym gemie, przy prowadzeniu 5:3, miała nawet meczbola, którego jednak zaprzepaściła po... podwójnym błędzie serwisowym. Doszło do super tie-breaka, w którym Linette prowadziła jeszcze 7-5, ostatecznie przegrywając cały mecz 6:4, 2:6, 6:7 (8-10).
W nieco ponad godzinkę pokonana z kortu zeszła także Maja Chwalińska, która w poprzednim tygodniu tak wspaniale i z powodzeniem walczyła w kwalifikacjach. 23-letnia Polka nie miała jednak nic do powiedzenia z silną Niemką Jule Niemeier, w dziesiątym gemie ratując się przez tzw. rowerkiem, ostatecznie przegrywając 0:6, 1:6.
(t)
29. URODZINY obchodził w poniedziałek Kamil Majchrzak. Tenisista z Piotrkowa Trybunalskiego (122. ATP) w Melbourne otrzymał od organizatorów AO okolicznościowy „torcik”, a we wtorek rano o 2. rundę rywalizować będzie z doświadczonym Hiszpanem Pablo Carreno Bustą (182.).
1 Iga Świątek jest jedyną tenisistką od 2020 roku, która dotarła do drugiej rundy każdego turnieju wielkoszlemowego, w którym zagrała.
