Stary, niedobry Bednarek
Weltschmerz – głębokie poczucie bezsensu życia, jego bezcelowości, charakteryzujące się melancholią czy wręcz depresyjnym smutkiem. Synonim: mecz reprezentacji Polski.
Trzeba być wyjątkowo nieodpowiedzialnym, żeby w takiej sytuacji, w takiej minucie, chwycić rywala w pasie i sprokurować rzut karny... Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
ILE I ZA CO?
Marcin BUŁKA, 90 min – 5
Szkoda chłopa, bo przez cały mecz był czujny, a przy rzucie karnym – niewiele brakowało mu do obrony. Ale co zrobić? Brak czystego konta, choć w 23 minucie znakomicie obronił piłkę kopniętą... przez Kiwiora, a w 57 minucie czujnie zatrzymał strzał Ermedina Demirovicia (choć sędzia odgwizdał potem jego rękę).
Matty CASH, do 63 min – 5
Zagrał nieźle, choć nie było łatwo. W momencie zejścia był statystycznie drugim najaktywniejszym polskim piłkarzem pod kątem kontaktów z piłką. Poza nielicznymi drobnostkami zagrał skutecznie w obronie, rzucał dobre dłuższe piłki, choć nadal należy oczekiwać od niego więcej w grze do przodu.
Jan BEDNAREK, 90 min – 2
Był znacznie mniej widoczny od Kiwiora, który wykonywał większość roboty – tak po prostu wypadło. Ale gdy już miał coś do zrobienia, to dał... ciała i to po całości. Trzeba być wyjątkowo nieodpowiedzialnym, żeby w takiej sytuacji, w takiej minucie, przy tylu decyzjach sędziego na korzyść Polaków chwycić Bośniaka w pasie. Jeśli Bednarek potrzebował czułości, mógł poprzytulać się do jakiejś Portugalki w Porto, a nie do napastnika rywali. Aha – obejrzał za to żółtą kartkę, więc nie zagra w rewanżu z Rumunią.
Jakub KIWIOR, 90 min – 6
Bez notesika i liczydełka trudno byłoby to odnotować, ale zaliczył aż 14 interwencji obronnych, z czego 10 to wybicia. Czy to dużo? Kolejny Frankowski miał... połowę mniej. Wygrał niemal wszystkie pojedynki, zaliczył kilka dobrych dalekich podań. Ale... w 23 minucie prawie strzelił samobója, a w 48 minucie to jemu uciekł strzelający gola Bośniak. Na szczęście „Kiwiego” z jakiegoś powodu sędzia odgwizdał wówczas spalonego.
Przemysław FRANKOWSKI, 90 min – 5
Parę razy pokazał swoje „depnięcie” z przodu, oddał dwa niezłe strzały z dalszych odległości (prawa noga na lewej obronie potrafi być atutem). W defensywie prezentował się całkiem przyzwoicie, choć bywały sytuacje, że gospodarze umieli nim „zakręcić”. Na ten moment jednak, jeśli trener Urban postanowi grać czwórką z tyłu, Frankowski wyrasta na pewniaka na tę pozycję.
Karol ŚWIDERSKI, do 63 min – 4
Trochę lepszy niż z Rumunami, ale wciąż daleki od poziomu „zbawca reprezentacji”. Zapisał się głównie akcją z 44 minuty, kiedy dobrze pokazał się do dalekiego podania za plecy obrony, przyzwoicie przyjął, nie trafił co prawda, lecz nie poddał się i walcząc „na dupie” wypracował „setkę” Szymańskiemu. Poza tym nic wielkiego nie zdziałał.
Piotr ZIELIŃSKI, 90 min – 5
Tylko Frankowski był przy piłce częściej niż „Zielu”, który jednak podawał z lepszą celnością – ponownie kapitalny wynik 92 procent. Co ważne, pięć jego podań było kluczowych, tj. doprowadziło do strzału kolegów. Sam był bez poważniejszej sytuacji i znacznie trudniej było mu „jeździć” z piłką niż w poprzednich meczach, więc Bośniacy ewidentnie odrobili zadanie domowe, utrudniając mu życie. Brakło trochę jego blasku w najważniejszych momentach.
Wiktor NOWAK, do 89 min – 6
Znowu dobry, znowu wyróżniający, znowu uniwersalny. Odbierał, rozgrywał, rozrzucał, nawet strzelał. Między 43 a 44 minutą był połączeniem Gattuso, Pirlo i Kaki ze złotych czasów Milanu sprzed dwóch dekad. Najpierw kapitalnie odebrał, wyprowadził kontrę i po rozegraniu sfinalizował groźnym strzałem. Chwilę później to on zagrał wybitne wręcz dalekie podanie do Świderskiego.
Nicola ZALEWSKI, 90 min – 5
Klasycznie – był w polskim zespole tym, który jest jak BMW: w sekundę przyspiesza od zera do setki. Zbyt często jednak... był jak BMW i swój rajd kończył na słupie – w tym przypadku bośniackim. Kilka razy jednak zdynamizował polskie ataki, ale nie oddał żadnego strzału, a jego akcje były „fifti fifti” – raz wyszło, a raz nie. Taka też więc jest jego nota – w połowie. No i złapał głupią żółtą kartkę, gdy zrewanżował się na Bośniaku faulem za faul.
Sebastian SZYMAŃSKI, 90 min – 4
Gdy masz taką sytuację, jak on w 44 minucie, gdy bramkarz leży, a między słupkami są wyłącznie obrońcy – musisz trafić. Bo to trochę akcja w stylu „nawet dyżurny piłki ze Sportu by trafił”. Całościowo trochę słabszy niż w ostatnich meczach, wykonał tylko 24 podania. Szukał swojego miejsca, ale nie zawsze potrafił znaleźć.
Mateusz ŻUKOWSKI, do 89 min – 3
Odważnie – pod nieobecność „Lewego” wziął na plecy numer 9, ale z Lewandowskim łączy go tylko końcówka nazwiska. Zdecydowanie mniej aktywny niż na trudniejszym – teoretycznie – terenie w Szwecji. Nie wypracował kolegom żadnej sytuacji, a sam przez większość czasu tylko sporadycznie przypominał o swojej obecności, na ogół nic nieznaczącym zagraniem. Gdy w 72 minucie oddał niesygnalizowany strzał z nieprzygotowanej pozycji – zrobił to chyba tylko z frustracji. W 76 minucie sfaulował Bośniaka w polskim polu karnym, ale na jego szczęście VAR wykazał spalonego. „Żuko” nie stoczył prawie żadnych pojedynków. Żuk gnojarz toczy chociaż kulkę z...
Norbert WOJTUSZEK, od 63 min – 4
Solidny, porządny, rzetelny. Po wejściu na boisko zameldował się udaną interwencją defensywną przy dośrodkowaniu. Koła na nowo nie wymyślił, ale jako plan B na wypadek nieobecnego Casha dał radę – choć Łukaszem Piszczkiem raczej nie będzie.
Marcel REGUŁA, od 63 min – 3
Kilka razy można było podnieść głos przy jego osobie, ale jak dłużej się o tym pomyśli – tych aktywności, tzw. konkretów, było tyle, że zliczyć je można jedną dłonią (i to bez wszystkich palców). Podania? Dwa. Jedno celne. Ale tak jak Wojtuszek – zameldował się fajną akcją: kiwką z przodu, w bocznym sektorze pola karnego.
Kacper URBAŃSKI, od 89 min – niesklas.
Wszedł dla towarzystwa.
Oskar PIETUSZEWSKI, od 89 min – niesklas.
Żeby zdziałać coś mając cztery kontakty z piłką, trzeba być chyba Messim.
Piotr Tubacki
