Starcie byłych mistrzów

W roli gospodarza ŁKS czuje się świetnie. Przed własną publicznością wygrał wszystkie mecze.

Łodzianie zatrzymali Stal Mielec. Fot. Dawid Figura/PressFocus

Wyjazd do Łodzi ma dla Stali Mielec historyczne znaczenie, bo właśnie ŁKS był pierwszym w historii rywalem mielczan w ekstraklasie. W 1961 roku było 0:0 i 1:0 dla ŁKS-u, a od tego czasu losy obu klubów pełne były wzlotów i upadków. Stal zapisywała piękną kartę w historii futbolu, a dzisiaj, gdy starzy kibice tej drużyny chcą sobie poprawić nastrój, wspominają mecz, w którym drużyna Laty, Szarmacha i Kasperczaka wygrała z ŁKS-em z Tomaszewskim w bramce 7:0. Z Tomaszewskim nie do końca, bo już po trzecim straconym golu roztrzęsiony golkiper zszedł z boiska i popłakał się, a łódzcy kibice dali mu potem na pocieszenie bukiet kwiatów. Słowa „hejt” jeszcze wtedy nie wymyślono.

O ostatnim meczu ŁKS-u ze Stalą nie ma co pisać, bo był to przedsezonowy sparing w Woli Chorzelowskiej zakończony bezbramkowym remisem. Już wtedy widać było, że tej Stali z rundy wiosennej już nie ma, bo z drużyny, która grała w ekstraklasie, pozostały tylko niedobitki. W Mielcu nie robią sobie złudzeń i wiedzą, że ze względów sportowych i organizacyjnych na awans ich w tej chwili nie stać – z grających w piątkowym meczu w Łodzi z podstawowego składu z ekstraklasy pozostali tylko Piotr Wlazło, Maciej Domański i Fryderyk Gerbowski.

Klubów z chlubną przeszłością w 1. lidze zresztą nie brakuje. W tej swoistej Lidze (byłych) Mistrzów Polski gra aż siedem zespołów. ŁKS wygrał już z Polonią Bytom 5:0 i przegrał z Wisłą w Krakowie 0:5. Stal, kolejny „ex”, rozpoczęła piątkowe starcie odważnie, w pierwszej połowie uzyskała przewagę w posiadaniu piłki na poziomie 65-35, ale Aleksander Bobek w łódzkiej bramce nie musiał się pocić, bo strzałów ani nawet groźniejszych sytuacji podbramkowych się nie doczekał. ŁKS był skuteczniejszy w kontrach - już pierwsza w wykonaniu trójki Miłosz Szczepański – Gustaf Norlin – Fabian Piasecki. Piasecki grał niedawno w Stali, pamiętacie? Teraz poradził sobie z dwójką obrońców z Łodzią i z Widzewem w życiorysie: najstarszym w Stali Piotrem Wlazło (36 lat) i najmłodszym Pawłem Kwiatkowskim (18).

Ta taktyka sprawdzała się do końca, a druga bramka dobiła gości, choć ambitnie walczyli oni o remis do końca. Nadal jednak bez efektu i bez większych szans na gola. Sam Gerbowski nie dał rady, chociaż w czasie gry po zejściu z boiska Domańskiego awansował do rangi kapitana.

Piasecki mógł zdobyć drugiego gola w 87 minucie, główkując w poprzeczkę, w czym nie przeszkodził mu malowniczy opatrunek na głowie po zderzeniu z rywalem. Szalę przechylili zmiennicy. Husein Balić odebrał gościom piłkę podczas niezdarnej próby rozwinięcia ataku i dokładnym podaniem stworzył szansę czatującemu w polu karnym na gola Mateuszowi Lewandowskiemu.

ŁKS wygrał trzeci kolejny mecz na własnym boisku w tym sezonie nie tracąc gola. Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle na wyjazdach? Za tydzień przyjeżdża do Łodzi Polonia Warszawa, ale przedtem czeka łodzian wyjazd do Legnicy.

Wojciech Filipiak

OCENA MECZU ⭐

◼  ŁKS – Stal Mielec 2:0 (0:0)

1:0 – Piasecki, 13 min., 2:0 – Lewandowski, 89 min.

ŁKS: Bobek – Loeffelsend, Rudol, Craciun, Książek – Krykun, Wysokiński (73.Kupczak), Ernst, Szczepański (65.Lewandowski), Norlin (85. Balić)– Piasecki. Trener Szymon GRABOWSKI.

STAL: Matys – Diez, Kwiatkowski (85. Kruszelnicki), Wlazło (55. Kowalik), Senger – Bukowski (66. Mazurek), Gerbowski, Piszek, Kawczicz (66. Sommerfeld), Domański (84. Niedźwiedź) – Losada. Trener Ivan DJURDJEVIĆ.

Sędziował Tomasz Marciniak (Płock). Widzów 7423. Żółte kartki: Loeffelsend, Lewandowski.