Stadion imienia Michałka, czyli michałki na wierzbie

MUCHA NIE SIADA, cotygodniowy felieton Tomasza Muchy

Całkiem niedawno zaglądnąłem do paryskiego Musee Marmottan Monet, próbowałem oglądać kolorowe plamki, jakieś lilie wodne i inne nenufary, aż mieniło mi się w oczach. Ale może dlatego, że przesłaniała mi je wysokonoga brunetka, która instruując już mniej wysokopienną towarzyszkę ze smartfonem w ręce, sześć razy tam i z powrotem przechadzała się dostojnym krokiem przed każdym obrazem, kręcąc w lewo i w prawo kusym mini, wcale niezakrywającym pośladków. W sumie Moneta widziałem więc niewiele, wynagrodziły wszak to inne widoki i teraz żałuję, że nie wziąłem telefonu do czornej lejdi, bo z chęcią wynająłbym ją na prezentację prezentacji komputerowej grafiki stadionu imienia Szymona Michałka. Idea jest wszakże pokrewna - ani ja nie będę miał w życiu obrazu Moneta (nie mówiąc o czornej), ani przy Cichej nie doczekają stadionu Ruchu na 22 tysiące pośladków.

Nie przytoczę najbardziej radykalnych komentarzy, które na „Sportowym” profilu na Facebooku pojawiają się pod postem z wywiadem z prezydentem Chorzowa - można zerknąć samemu. Pan prezydent tak ładnie opowiada w nim o nowym stadionie Ruchu, którego kolorowe nenufary pokazał właśnie rozmarzonym i śliniącym się na ten abstrakcyjny widok słuchaczom. Zacytuję więc tylko jedną z opinii, która - nie ad personam, lecz ad meritum! - obrazowo kwituje istotę sprawy i powinna zamknąć jakąkolwiek dyskusję: drugi wielki stadion w Chorzowie jest potrzebny jak świni siodło…

Jasne, dworuję tu sobie perfidnie, ale sprawa jest poważna i wydaje się beznadziejna - Chorzów ma włodarza, który po stadion idzie jak po trupach i żadne racjonalne argumenty, czy głosy rozsądku, doń nie przemawiają: że obok jest Stadion Śląski, z którego Ruch już korzysta prawie za darmo; że miasto wymiera - jego populacja spadła już poniżej 100 tysięcy mieszkańców i ciągle spada (więc spadają wpływy z podatków); że właśnie zamknięta zostaje ostatnia huta, największy zakład pracy w mieście; że Chorzów jest w ścisłej krajowej czołówce w wysokości długu przypadającego na mieszkańca; że postępuje degradacja zabudowy miejskiej; że w szkołach dzieci przed WF przebierają się w toalecie; że spójność miasta i jego główny szlak komunikacyjny rozdarła na pół grożąca zawaleniem arteria; że reprezentacyjny deptak - pomimo szumnych zapowiedzi - jak zionął pustką, tak wciąż wyziewa; że i tak dalej… Ale budujemy stadion, hurra!

Generalnie, nie ma co szczególnie zżymać się na prezydenta aktualnego, prezydent poprzednik też wszak cynicznie dochodził do władzy na fali stadionowej: wiedząc, że miasta nie stać na nową Cichą i tak brnął w zaparte, mamiąc wyborców - do czasu. Ten aktualny jednak nie może już zawrócić - stadion imienia Michałka musi powstać, wszak w innym wypadku patrona wywiozą na taczce. Problemem nie są więc chyba politycy, którzy dochodzą do władzy, tylko ich naiwni wyborcy, albo fantaści, którzy założyli klapki na oczy i widzą swoje miasto wciąż wielkie, gdy ono się radykalnie kurczy.

A jeżeli ktoś wciąż żyje złudzeniami o chorzowskiej gigantomanii, to niech zerknie na bożonarodzeniowy jarmark. Aaa pardon, już nie zerknie - circa sześć kiosków ze świecidełkami i kaszanką wytrwało cały jeden weekend, już ich nie ma, rozjechały się, choć bigos - trzeba przyznać! - był palce lizać!

I owszem, Ruch to wspaniała historia, 14 tytułów mistrzowskich, świetni piłkarze, wierna i ogromna społeczność - nie tylko w samym mieście. I należy jej się szacunek, ale nie powinien wyrażać się w budowie nowego stadionu, bo ta idee fixe urąga rzeczywistości: Chorzów sportowo może być w ekstraklasie, ale nie stać go - i wcale nie potrzebuje - stadionu na 20 tysięcy widzów, bo taki już ma, a nawet większy, i jeszcze na dodatek nie musi go utrzymywać! Czyż może być lepiej?!

Mimo to chorzowska stadionowa machina zdaje się ruszyła i o ile szybko się nie zatnie - patrz problemy z budżetem miasta - o tyle powstanie jakiś koszmarek-michałek: stadion z jedną trybuną, dla VIP-ów! Wszak sam prezydent bez cienia żenady obwieszcza - tu cytat: „nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy powstanie stadion”. Dodajmy, czego nie obwieszcza, a co powszechnie wiadomo - bo inwestycja nie ma źródeł finansowania. Wyobrażacie sobie, że zaczynacie budować dom i nie macie pieniędzy na nic poza jedną ścianą?!

Co tam jednak, Chorzów ma takiego budowniczego, o jakim marzył - stadionowego! Ale co, gdy już wiadomo, że ten budowniczy to tylko michałki na wierzbie?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się