Srebro, czyli zawód
Reprezentacja Polski zajęła drugie miejsce w finale Drużynowych Mistrzostw Europy w Rzeszowie. Duńczycy, choć wynik na to nie wskazuje byli poza zasięgiem.
Polacy po raz pierwszy w DME nie zdobyli złota. Duńczycy okazali się za silni/Fot. SpeedwayEvents
Regulamin europejskiej drużynówki sprawił, że trener Stanisław Chomski już na starcie był mocno poszkodowany. Mógł bowiem skorzystać tylko z jednego zawodnika z cyklu Grand Prix, co przy powołaniu Bartosza Zmarzlika w praktyce oznaczało rezygnację z Kacpra Woryny, Dominika Kubery oraz Patryka Dudka. Dodatkowo kontuzja odniesiona dzień przed finałem wykluczyła z występu będącego w rewelacyjnej formie Piotra Pawlickiego. To wszystko sprawiało, że po raz pierwszy w całej krótkiej historii tej imprezy już przed startem nie uchodziliśmy za faworytów.
Duńczycy od samego początku nadawali ton rywalizacji na torze i już na trzy wyścigi przed końcem zapewnili sobie końcowy triumf. W klasyfikacji końcowej mieli nad Biało-czerwonymi tylko trzy punkty przewagi, ale to efekt rozluźnienia w końcówce. Mimo jednego z najdłuższych torów w Polsce, na rzeszowskim torze sporo się działo, a ozdobą turnieju była zakończona sukcesem Łotysza walka w ostatnim biegu Zmarzlika z Andrzejem Lebiediewem.
- Dla nas finał rozpoczął się już w piątek, gdy późnym wieczorem ze składu wypadł jeden z naszych filarów. Liczyliśmy na obronę złota, ale każda seria się kiedyś kończy. Gratuluję Duńczykom. Trzeba szukać pozytywów, a przecież srebro chluby nam nie ujmuje. Bardzo cieszy też występ Bartka Bańbora - podsumował zmagania Stanisław Chomski.
- Świetnie funkcjonowaliśmy dzisiaj jako drużyna. To przesądziło o naszym sukcesie nad bardzo silnym zespołem Polski, z czego bardzo się cieszymy. Warunki torowe nam pasowały, jesteśmy bardzo szczęśliwi z ostatecznego rezultatu – skomentował trener zwycięzców, Nicki Pedersen.
W Rzeszowie problemy nie omijały nawet 6-krotnego mistrza świata Zmarzlika, który nie tylko tracił punkty po trasie, ale zaliczył też defekt na starcie. Kompletną pomyłką okazały się występy Bartłomieja Kowalskiego oraz Wiktora Przyjemskiego. Gdyby nie rewelacyjny Bartosz Bańbor, Polacy mogli skończyć jeszcze niżej, co już byłoby prawdziwą kompromitacją. Najbliższa możliwa okazja do rewanżu 29 sierpnia podczas Drużynowego Pucharu Świata w Warszawie.
Wyniki
1. Dania - 42 pktFrederik Jakobsen 8 (1,1,2,2,2), Rasmus Jensen 12 (3,2,3,3,1), Michael Jepsen Jensen 10 (3,3,2,2,d), Mikkel Michelsen 7 (2,2,1,2,0), Villads Nagel 5 (2,3)
2. Polska - 39 pktBartosz Zmarzlik 12 (3,3,1,d,3,2), Przemysław Pawlicki 8 (0,2,2,1,3), Wiktor Przyjemski 2 (0,2,0,-), Bartłomiej Kowalski 3 (2,0,1,-,-), Bartosz Bańbor 14 (3,3,2,3,3)
3. Szwecja - 26 pktOliver Berntzon 0 (0,0,-,0,0), Fredrik Lindgren 10 (3,1,3,3,0,0), Kim Nilsson 3 (1,0,1,0,1), Jacob Thorssell 11 (2,1,3,3,2), Erik Persson 2 (1,1)
4. Łotwa - 25 pktAndzejs Lebedevs 12 (1,3,2,1,2,3), Daniils Kolodinskis 4 (0,1,0,2,1), Jevgenijs Kostigovs 3 (2,0,0,1), Francis Gusts 6 (1,3,0,1,1), Emil Rimican 0 (0,0)
Mariusz Rajek
