Sprowadzone na ziemię
Po czwartkowym, dającym nadzieję meczu w Lubinie sobotni rewanż w Steinkjer pokazał, jak dużo Biało-czerwonym brakuje do światowej czołówki.
Natalia Nosek walczyła ambitnie, ale tylko trzykrotnie przebiła się przez norweski mur. Fot. Paweł Bejnarowicz/PressFocus
EHF EURO CUP
Wnikliwie przeanalizujemy pierwsze spotkanie, wyciągniemy wnioski i w drugim postaramy się zagrać jeszcze lepiej - zapowiadały zgodnym chórem reprezentantki Polski, gdy trybuny hali w Lubinie wiwatowały na ich cześć. Były autografy, uściski, wspólne zdjęciam, ochy i achy pod adresem atmosfery meczu, a sielska atmosfera szybko pozwoliła zapomnieć, że Norweżki wygrały 31:24. Większość była pod wrażeniem drugiej połowy, zremisowanej 13:13.
Bramkarka bohaterką
Bez Barbary Zimy, która w niczym nie przypominała bramkarki Zagłębia Lubin, lidera Superligi, a także schowanej na lewym skrzydle Wiktorii Kostuch, udały się na rewanż Biało-czerwone. Ich miejsce zajęły bramkarka Paulina Wdowiak i debiutująca obrotowa, Oliwia Kuriata. Czasu w Steinkjer nie było wiele, bo w sobotę o 18.00 znowu trzeba było stawić czoło najlepszej drużynie świata. Długo trwało, zanim nasze panie złapały rytm i zanim Daria Michalak trafiła z lewego skrzydła, było 3:0. Norweżki potwierdzały klasę, co szybko znajdowało odzwierciedlenie na tablicy wyników. Biało-czerwone próbowały wariantu obrony w systemie 5-1, ale Henny Reistad i spółka w ogóle się tym nie przejmowały, sukcesywnie przebijając się przez kruchy mur. Szybkość, zdecydowanie, skuteczność to cechy, którymi imponowały rywalki; niemal każda ich akcja kończyła się powodzeniem. Przewaga rosła, trybuny szalały, a nadzieje na dobry wynik pryskały niczym bańka mydlana. Trener Arne Senstad chciał, aby jego drużyna nie dała plamy przed jego rodakami, ale z każdą chwilą bardziej chodziło mu raczej o uratowanie twarzy. W trakcie pierwszej połowy tylko Paulina Uścinowicz dwukrotnie znalazła drogę do siatki. Pozostałe uczyniły to po razie, co nie wystawia najlepszego świadectwa poczynaniom ofensywnym. O ile w pierwszym spotkaniu trudną do pokonania przeszkodę stanowiła Eli Raaasok, o tyle w rewanżu między słupkami znakomicie spisywała się June Krogh. Według meczowych statystyk obroniła 16 z 32 rzutów, więc jak łatwo policzyć zanotowała 50% skuteczności. Jak na jej tle prezentowały się nasze bramkarki? Adrianna Płaczek nie zatrzymała żadnej (!) z 15 piłek lecących w światło jej bramki, a wspomniana Wdowiak skutecznie interweniowała 6 razy przy 23 rzutach.
Bez jubileuszu
Nic dziwnego, że mistrzynie olimpijskie już do przerwy wypracowały sobie pokaźną zaliczkę i po zmianie stron w pełni mogły kontrolować spotkanie, punktując nasz zespół niemiłosiernie. Spory wpływ na to miał brak Moniki Kobylińskiej, która pod koniec premierowej odsłony doznała urazu stopy (miejmy nadzieję, że niegroźnego), co znacznie osłabiło poczynania zarówno ofensywne, jak i defensywne. Pech sprawił, że nasza kapitan nie doczekała się jubileuszu 500. bramki w reprezentacji, bo zamiast trzech, rzuciła tylko jedną bramkę. Bark „Kobi” w drugich 30 minutach pozwolił wykazać się Natalii Nosek. Pozostająca zwykle w cieniu starszej koleżanki leworęczna rozgrywająca w obronie walczyła ambitnie, ale w ataku na gole zamieniła tylko 3 z 9 prób. Więcej spodziewać się też można było po Aleksandrze Rosiak, bo rzucała 5-krotnie i tylko raz uniosła ręce w geście radości.
Jeszcze jest szansa
W 42 minucie było już 22:10 i trener Senstad - widząc, że wynik jest nie do uratowania - zdecydował się mocniej rotować składem. Premierowy występ zanotowała więc Kuriata, debiutancką bramkę zapisała Oliwia Domagalska, idąca za przykładem Uścinowicz, najskuteczniejszej w naszych szeregach. Wiadomo, że nasze panie mierzyły się z najlepszym zespołem globu, ale zaledwie 16 zdobyty bramek to zdecydowanie za mało, jak na ich możliwości.
Mimo dwóch porażek, mają szansę awansować do półfinału EHF Euro Cup. Muszą jednak pokonać zespoły będące w ich zasięgu. 8 kwietnia pojadą na Słowację, a 12 kwietnia podejmą Rumunki. Konieczna jednak będzie poprawa skuteczności rzutowej i wyeliminowanie błędów technicznych oraz strat.
Marek Hajkowski
44 PROCENT skuteczności zanotowały Biało-czerwone w sobotnim spotkaniu, a Norweżki w tym elemencie miały 73%.
20 STRAT miały Polki, zaś rywalki 12.
21 BŁĘDÓW TECHNICZNYCH naliczono naszym reprezentantkom, a mistrzynie świata miały ich 15.
◼ Norwegia - Polska 32:16 (17:8)
NORWEGIA: Krogh, Raasok - Hovden 2, Skogrand 4, Breistol 1, Hogseth 2, Reistad 6/3, Wollik 5, Hulleberg, Kristiansen 2, Muri 2, Hesselberg 1, T. Deila 3, Magnussen 1, Obaidli 1, L. Deila 2. Kary: 4 min. Trener Ole Gustav GJEKSTAD.
POLSKA: Płaczek, Wdowiak - Balsam 1, Kobylińska 1, Uścinowicz 4, Pankowska, Rosiak 1, Michalak 1, Noga 1, Olek 1, Janas 1, Nosek 3, Polańska, Kuriata, Kuźmińska 1, Domagalska 1. Kary: 6 min. Trener Arne SENSTAD.
Sędziowali: Mattias Falt i Mikael Holm (Szwecja). Widzów 3207.
Przebieg meczu: 1:0 (1), 3:1 (4), 4:2 (9), 6:2 (13), 9:5 (18), 12:6 (22), 13:8 (26), 15:8 (28), 17:8 (30), 17:9 (31), 20:10 (37), 22:10 (42), 22:12 (45), 24:14 (51), 26:15 (55), 29:15 (58), 32:16 (60).
GRUPA A
Rumunia - Słowacja 32:19 (16:8)
|
1. Norwegia |
4 |
8 |
123:86 |
|
2. Rumunia |
4 |
6 |
125:103 |
|
3. Polska |
4 |
2 |
97:117 |
|
4. Słowacja |
4 |
0 |
84:123 |
5. kolejka - 8 kwietnia: Norwegia - Rumunia, Słowacja - Polska.
GRUPA B
Dania - Węgry 31:22 (14:7), Czechy - Turcja 36:24 (17:12).
|
1. Dania |
4 |
8 |
134:90 |
|
2. Węgry |
4 |
4 |
115:102 |
|
3. Czechy |
4 |
4 |
115:122 |
|
4. Turcja |
4 |
0 |
104:154 |
5. kolejka - 8 kwietnia: Turcja - Węgry, Czechy - Dania.
POD SZATNIĄ
◼ Monika KOBYLIŃSKA: - Nie możemy być zadowolone z tego wyniku, choć wiedziałyśmy, że u siebie Norweżki pokażą jeszcze większą siłę. Pozytywem może być poziom naszej obrony. Grałyśmy agresywnie i pomagałyśmy sobie. W ataku miałyśmy jednak bardzo duży zastój. Przez to popełniłyśmy dużo błędów, a rywalki wyprowadziły wiele skutecznych kontrataków. W pierwszej połowie doznałam urazu stopy. Uznaliśmy, że lepiej nie ryzykować.
◼ Paulina WDOWIAK: - Spodziewałyśmy się, że z racji gry u siebie, Norweżki podejdą do meczu jeszcze bardziej na poważnie niż w Lubinie. Oczekiwałyśmy, że to będzie trudne spotkanie, ale to nie zmienia faktu, że nie jesteśmy zadowolone z jego przebiegu i rezultatu. Powinnyśmy były zagrać lepiej. Każda z nas na pewno przeanalizuje ten mecz i wyciągnie wnioski.
