Spory potencjał, słabe wyniki

Porażka z Legią była dla zespołu z Lubina trudną lekcją przed rozpoczęciem rundy rewanżowej.
Fot. Paweł Jaskółka/PressFocus
Spory potencjał, słabe wyniki
Przeplatanie porażek, remisów i zwycięstw jest domeną Zagłębia Lubin.
Na pierwszy rzut oka w Zagłębiu wszystko jest na swoim miejscu. Jest doświadczony trener, który na polskim podwórku osiągał sukcesy. Jest też dobrze zbilansowana kadra, z graczami doświadczonymi, z uznaną marką w ekstraklasie, ale także z młodzieżą, która wykazuje ogromny potencjał. Mimo wszystko od kilku lat lubinianie nie są w stanie przeskoczyć pewnego poziomu. Jesteśmy teraz dokładnie na półmetku sezonu, a Zagłębie, klub, którego właścicielem jest spółka skarbu państwa KGHM, jest ligowym średniakiem. Mecze dobre miesza ze słabymi. Raz wygrywa, raz przegrywa, a raz remisuje. W wynikach drużyny trudno dopatrywać się przewidywalności.
Świadczy o tym fakt, że na początku rozgrywek lubinianie pokonali aktualnego lidera tabeli. Byli jedynymi zawodnikami, którzy w tym sezonie z Wrocławia wyjechali z kompletem punktów. Wszystko po to, żeby 2 tygodnie później przegrać ze słabiutką Cracovią. Gdy po ostatniej listopadowej kolejce i wygranej z ŁKS-em wydawało się, że w Zagłębiu w końcu zacznie się dziać coś pozytywnego, przyszedł mecz z Legią w miniony weekend i cała nadzieja umarła. Piłkarze ze stolicy już po 4 minutach spotkania byli na 2-bramkowym prowadzeniu, a to w praktyce oznaczało, że mecz z perspektywy ekipy Waldemara Fornalika był już przegrany. Wystarczyły błędy Szymona Weiraucha przy pierwszej bramce i Bartłomieja Kłudki przy drugiej, gdy zgrał piłkę po dośrodkowaniu wprost pod nogi przeciwnika, żeby przyjezdni z Warszawy mogli poczuć się pewnie. Patrząc na niedzielne starcie, można było sobie przypomnieć marcowy mecz reprezentacji Polski z Czechami, gdy po 3 minutach rywalizacji drużyna debiutującego wtedy Fernando Santosa również przegrywała dwoma bramkami.
- Patrzyłem na mecz z Czechami ze zdziwieniem. Zastanawiałem się, jak to jest możliwe. Okazuje się, że jest to możliwe. Niefortunna interwencja Szymona, później nasz obrońca zainterweniował… jakby nie był obrońcą. Normalnie defensor piłkę dośrodkowaną przebija głową za siebie, a nie zgrywa na 11 metr – stwierdził po spotkaniu szkoleniowiec drużyny z Dolnego Śląska. Mecz z Legią był zwieńczeniem półmetka rozgrywek dla Zagłębia i był też symbolicznym podsumowaniem rundy, w której Miedziowi nie potrafili odnaleźć dobrej formy na dłuższą metę. Co więcej, zdarzyła im się passa 5 meczów bez zwycięstwa oraz odpadnięcie z Pucharu Polski. Jednak mimo tego w Lubinie narzekać nie mogą, bo poprzednie dwa sezony były o wiele gorsze. 7. lokata w tabeli naprawdę może cieszyć kibiców z Dolnego Śląska, gdy porówna się ten wynik z tymi osiąganymi w ostatnich dwóch sezonach. Na półmetku zmagań w rozgrywkach 2022/23 Zagłębie miało ledwie punkt przewagi nad strefą spadkową i zajmowało 15. miejsce. To właśnie w tym momencie klub zdecydował się na zmianę szkoleniowca. Od 18. kolejki, która odbyła się pod koniec stycznia 2022 roku, funkcję trenera przejął Waldemar Fornalik, zastępując Piotra Stokowca. Rok wcześniej wcale nie było lepiej. Lubinianie pod wodzą Dariusza Żurawia okupowali pod koniec 2021 roku także 15. miejsce. Dlatego aktualne położenie zespołu wcale nie jest takie złe. Mimo wszystko wydaje się, że Zagłębie stać na jeszcze więcej. Zespół z takim potencjałem nie może pozwolić sobie na straty punktów z Radomiakiem, Stalą Mielec czy wspomnianą Cracovią.
Zagłębie w najbliższej kolejce będzie miało okazję do wymazania z pamięci kibiców ostatniej porażki z Legią. Przyjedzie na Stadion Śląski, żeby zmierzyć się z Ruchem, z którym w 1. kolejce sezonu wygrało 2:1. Ogólnie w starciach z beniaminkami drużyna Waldemara Fornalika zdobyła w obecnych rozgrywkach komplet punktów i w piątek będzie walczyć o kolejne zwycięstwo.
Kacper Janoszka
