Spokój i nadzieja: czas na rewanż
Fakt, że nie było medalu Damiana Żurka na 1000 metrów, nie znaczy, że... nie będzie na 500.
Damian Żurek na olimpijskim torze. Fot. Li Jing/Xinhua/PressFocus
ŁYŻWIARSTWO SZYBKIE
Damian Żurek ma szczęście. Wśrodę zajął najgorsze czwarte miejsce w wyścigu panczenistów na 1000 metrów, jednak jest okazja do rewanżu i solidna podstawa do wiary, że będzie lepiej. Zresztą od początku część komentatorów i fachowców większe szanse dawała mu właśnie na krótszym, wręcz ultrasprinterskim dystansie.
Żurek jest spokojny. Po zajęciu czwartego miejsca na 1000 m nie okazywał objawów rozczarowania. Jak twierdzi, start na tym dystansie napawa go optymizmem przed sobotnim występem na dystansie o połowę krótszym. - Cieszę się, że trafiliśmy z topową formą na igrzyska. Wszystkie parametry są na najwyższym poziomem, top speed mam na najwyższym poziomie. Czasem czegoś zabraknie, ale jest optymizm.
W środę Żurek przegrał walkę o medal o 0,07 s, ale nawet wtedy nie było widać po nim złości z tego powodu. Emanuje pewnością siebie, czego dowodem może być fakt, że nie przyglądał się szczegółowo swojemu występowi.
- Nie analizowałem go, widziałem kilka powtórek. Bieg był z mojej strony perfekcyjny, tylko zabrakło trochę szczęścia, bo jedno odbicie musiałem odpuścić, żeby się nie zderzyć z moim rywalem. Ale nie lubię gdybać, biorę to czwarte miejsce. 600 m z tysiąca pokazało mi, że jestem na wysokim poziomie i mogę walczyć o dobre pozycje na 500 m - zaznaczył..
W styczniu, około miesiąc przed ceremonią otwarcia igrzysk, Żurek został mistrzem Europy na 500 i 1000 m. - Wiele było znaków zapytania po mistrzostwach Europy, czy to nie za wcześnie. Pokazaliśmy, że nie, że szczyt jest na igrzyska olimpijskie. Wszystkie parametry na to wskazują i cieszę się, bo to jest dobry prognostyk przed sobotą - ocenił.
Choć w tym sezonie w Pucharze Świata nieco lepsze wyniki osiągał na krótszym z tych dystansów, nie ma preferencji. - Dla mnie to bez różnicy. 1000 m jest na pewno o wiele bardziej wykańczające, ale w 500 m tak samo uwielbiam ten maksymalny wysiłek i adrenalinę podczas startu - wyjaśnił. Z innymi sprinterami, którzy wystartują w sobotę - Piotrem Michalskim i Markiem Kanią - Żurek odwiedził Dom Polski. Tam kibice mieli okazję zrobić sobie z panczenistami zdjęcia czy poprosić o autograf. - Tak naprawdę dni są zapełnione, pełne aktywności. W dzień wolny, ale przyjechaliśmy do Domu Polskiego spotkać się z kibicami, pokazać się - dodał.
