Spirala nienawiści
KOMENTARZ „SPORTU” – Mariusz Rajek
W tym meczu nie będzie zwycięzców – będą wyłącznie przegrani. I jeszcze bardziej podzieleni. Mowa o starciu kibiców, ale bardziej jednak kiboli z PZPN-em, a w domyśle z Donaldem Tuskiem. Kibole podczas meczu Polska – Holandia rzucili w drugiej połowie kilkanaście rac na murawę, z czego co najmniej jedna mogła trafić Kamila Grabarę. Po zaprezentowaniu swojego obrazu patriotyzmu opuścili trybuny Narodowego niczym sfochane dzieci i tyle było z dopingu dla reprezentacji, która sportowo zaczęła grać w taki sposób, że nie trzeba się jej wstydzić, remisując z jedną z czołowych drużyn świata.
W oczach wielu niesiedzących aż tak w sferach kibicowskich czy zwyczajnie postronnych obserwatorów ocena będzie jednoznaczna: wstyd i hańba dla kibola, który z patriotyczną pieśnią na ustach szkodzi własnej drużynie narodowej. Zapytany przez nas na pomeczowej konferencji selekcjoner Jan Urban tak skomentował całe zdarzenie: – Takich sytuacji nie powinno być. Proszę sobie wyobrazić, że mamy grać u siebie baraż, ale na zamkniętym stadionie. Nikomu to nie jest potrzebne, ale do niektórych to nie dociera.
Obraz polskiego kibola poszedł w świat. Chcąc jednak na sprawę spojrzeć obiektywnie, trzeba ten medal obejrzeć jeszcze z drugiej strony. Kibole nie zamierzali (raczej) odstawić „trzody” w imię własnego widzimisię. To była ich reakcja na zakaz wniesienia stricte patriotycznej oprawy, na której nie było pół kontrowersyjnego symbolu. PZPN wstępnie miał się na to zgodzić, ale pod naciskiem MSWiA miał się ugiąć. Moim zdaniem nie da się tego odczytać inaczej jak zemsta Donalda Tuska za Kowno i wulgarne przyśpiewki pod jego adresem niepałającego do niego miłością - delikatnie mówiąc - środowiska kibicowskiego. Zdarzenia z Narodowego zapewne będą mieć swój epilog i będą eskalować. Cios za cios; aż strach pomyśleć gdzie nas to wszystko zaprowadzi. Czy wzajemnej niechęci i nienawiści istnieje granica? Obawiamy się, że nie...
Szef stowarzyszenia organizującego doping na meczach reprezentacji pisze o upokorzeniu. „Wchodziliśmy do namiotów, gdzie zaglądali nam między pośladki i grzebali w majtkach. Nigdy czegoś takiego nie było. Nawet nie będę mówił jak policja się do nas odzywała” – możemy przeczytać w oświadczeniu. Trudno się dziwić, że takie sytuacje wzmogły chęć „odwetu”.
Frustrację i złość kibiców czy kiboli tak potraktowanych przez służby można zrozumieć. Formy wyrazu nadal nie. Dla wandalizmu, niszczenia mienia nigdy nie będzie zgody ludzi cywilizowanych. Kibolstwo musi zrozumieć, że reprezentacja bez nich na trybunach sobie poradzi, będzie dalej istnieć i grać, jednak kibicowi bez niej trudno będzie o formę wyrazu. PZPN płakać za nim nie będzie, ponieważ Narodowy i tak się wypełni. Bez względu na wyniki i atmosferę wokół kadry zainteresowanie biletami raczej nigdy nie słabło, a jeśli kupi je „Janusz”, który przyjdzie podmuchać w wuwuzele i zjeść hot doga, zamiast krzyczącego 90 minut kibola – to dla organizatora nawet lepiej.
