Spadło trochę deszczu
Tylko Magda Linette poradziła sobie w środę z czwórki polskich tenisistów w drugiej rundzie. W czwartek wyciągamy jednak największe armaty: Igę Świątek i Huberta Hurkacza.
Magda Linette w Melbourne odrodziła się w wielkoszlemowej rywalizacji. Fot. Meghana Sastry/SIPA USA/PressFocus
AUSTRALIAN OPEN
W poniedziałek i wtorek szóstka polskich singlistów w Melbourne w komplecie awansowała do drugiej rundy, co jest historycznym osiągnięciem Biało-czerwonych w Wielkim Szlemie. W środę połowa z nich została nieco sprowadzona na ziemię, a rozgrzane głowy wieczorem schłodził rzadko spotykany o tej porze roku na południowym wybrzeżu Australii deszcz. Do 3. rundy awansowała tylko Magda Linette, a Linda Klimovicova, Magdalena Fręch i Kamil Majchrzak zeszli z kortu pokonani.
Nowe życie Magdy
Linette odkuwa się w Melbourne za wielkoszlemową niemoc w ciągu dwóch poprzednich lat, gdy w ośmiu kolejnych turniejach przegrywała już pierwsze mecze. Nie mogło stać się inaczej, skoro akurat w Australian Open 33-letnia Poznanianka osiągnęła swój życiowy sukces - trzy lata temu grała tu w półfinale. W poniedziałek, po sprawieniu niespodzianki i pokonaniu w 1. rundzie rozstawionej z nr 15 Emmy Navarro, kolejna Amerykanka Ann Li (33. WTA) zdawała się łatwiejszą przeszkodą. I tak faktycznie było, ale spotkanie zakończone wynikiem 6:3, 6:3 obfitowało w długie wymiany i gemy, a trwało prawie dwie godziny.
- To nie był łatwy mecz, cieszę się, że zamknęłam go w dwóch setach. Po meczu poczułam ulgę, że zdołałam wyserwować zwycięstwo. Prowadzisz 4:0, a tu nagle jest 5:3 i równowaga. Ann zaczęła grać bardzo dobrze, bardzo agresywnie. Cieszę się, że zachowałam spokój w tym momencie i zrobiłam, co do mnie należało - podkreśliła Linette. O drugi najlepszy wynik w imprezach tej rangi zagra w piątek z rozstawioną z nr 19. Czeszką Karoliną Muchovą.
Świetna lekcja Lindy
Nie zdołała sprawić niespodzianki Linda Klimovicova. 21-letnia kwalifikantka (134. WTA), która w Melbourne zaliczyła wielkoszlemowy debiut, przegrała z rozstawioną z nr 12. Ukrainką Eliną Switoliną 5:7, 1:6.
Urodzona w Ołomuńcu reprezentantka Polski pierwszy raz w karierze mierzyła się z zawodniczką z Top 50, ale na drugim co do wielkości korcie w Melbourne Park - John Cain Arena - długo nie było widać rankingowej różnicy. O tremie, czy przesadnym respekcie też nie było mowy. Klimovicova zaczęła odważnie i rzadko się myliła. Z czasem jednak o 10 lat starsza tenisistka z Odessy weszła na znacznie wyższy poziom. Ograniczyła liczbę niewymuszonych błędów, a te częściej zaczęły się przydarzać Klimovicovej. Od stanu 5:5 Switolina wygrała dwa kolejne gemy i w konsekwencji seta. - O wyniku w tej partii zadecydowały detale. Rywalka grała lepiej w kluczowych momentach, jak przystało na tak dobrą zawodniczkę - oceniła tenisistka BKT Advantage Bielsko-Biała.
Od wyniku 1:1 w drugim secie mecz zaczął błyskawicznie zmierzać ku końcowi. Polka zdołała wygrać jeszcze tylko dwie piłki. - Zaczął mnie zawodzić pierwszy serwis, przestał być stabilny. Bez tego nie byłam w stanie nawiązać walki z jedną z najlepszych tenisistek na świecie, ale ten mecz to duża dawka doświadczenia. Widzisz, co muszę poprawić, czego mi brakuje. Mój serwis musi być stabilniejszy, muszę poprawić poruszanie się na korcie, bo Elina była znacznie szybsza ode mnie - przyznała Klimovicova, która w tym sezonie celuje w najlepszą setkę w rankingu, na razie wirtualnie jest 128.
Magdalena na dwóch kortach
Nie udało się także sprawić niespodzianki Magdalenie Fręch, która w szarpanym, przerywanym kilkakrotnie przez deszcz i rozgrywanym na dwóch kortach meczu uległa faworyzowanej Jasmine Paolini. Rozstawiona z nr 7 Włoszka wygrała 6:2, 6:3. Wynik na to nie wskazuje, ale wygrana nie przyszła jej łatwo. Łodzianka przeplatała znakomite zagrania z fatalnymi błędami i może żałować wielu niewykorzystanych break pointów. Miała ich aż 14, a punkty zdobyła tylko przy trzech.
Podczas pierwszego seta nad Melbourne przeszła pierwsza ulewa w trakcie tegorocznego AO. Opady jeszcze wracały i na samym początku drugiej partii zdecydowano się przenieść spotkanie na zadaszony John Cain Arena, na którym zakończyły się już wszystkie mecze. Fręch po wznowieniu gry przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 1:0, ale potem cztery gemy z rzędu wygrała Paolini, a po kolejnych przestrzelonych piłkach Polki trener Andrzej Kobierski tylko kręcił głową. Włoszka, która ma polską babcię, wypracowanej przewagi nie roztrwoniła. Po godzinie i 47 minutach cieszyła się z awansu, a rozmowę na korcie zakończyła czystą polszczyzną skierowaną do kibiców: Dziękuję bardzo!
Brak mocy w serwisie
Kamil Majchrzak po porażce z Węgrem Fabianem Marozsanem 3:6, 4:6, 6:7 (5-7) przyznał, że do Melbourne przyjechał z kontuzją mięśnia piersiowego. W poniedziałek 30-letni Piotrkowianin wygrał z Brytyjczykiem Jacobem Fearnleyem i bardzo go to zaskoczyło. - Już ćwierćfinał w Brisbane z Miedwiediewem grałem ze sporym bólem, który ograniczał mi możliwość serwowania na sto procent. Zrobiliśmy wszystkie badania i nie byłem pewny, czy w ogóle jest sens występować - zdradził.
W środę przez niemal cały mecz przewagę miał Marozsan. Majchrzakowi waleczności nie można było odmówić, ale stać było go jedynie na to, aby zrywami zmniejszać stratę. Po przegranym gładko pierwszym secie, drugi miał szalony przebieg. Polak zaczął go od pięciu przegranych gemów, następnie obronił trzy piłki setowe i… rozpoczął pościg. Doszedł rywala na 4:5, miał nawet break pointy na remis, ale na więcej Marozsan mu nie pozwolił.
W secie trzecim potrzebny był tie-break. Świetnie zaczął go Węgier, który przy wyniku 6-2 miał cztery kolejne piłki meczowe. Majchrzak obronił trzy , ale odwrócić losów rywalizacji nie zdołał. - Wynikiem oczywiście jestem rozczarowany, ale w tych okolicznościach wyciągnąłem maksimum. Lepiej mi się grało przy podaniu Fabiana, co jest dość niezwykłe w męskim tenisie. Przy braku mocy w moim serwisie praktycznie każdą wymianę zaczynałem w defensywie. To było strasznie irytujące - stwierdził Majchrzak.
(t, PAP)
W nocy „Hubi”, Iga rano
Hubert Hurkacz z Amerykaninem Ethanem Quinnem w 2. rundzie miał zagrać około 3.00 ze środy na czwartek czasu polskiego. W pierwszych meczach w Melbourne Wrocławianin (55. ATP) wygrał z Belgiem Zizou Bergsem 6:7 (6-8), 7:6 (8-6), 6:3, 6:3, a notowany na 80. pozycji Quinn niespodziewanie pokonał rozstawionego z nr 23. Holendra Tallona Griekspoora 6:2, 6:3, 6:2. Hurkacz z Amerykaninem wcześniej nie grał.
Dwukrotna półfinalistka AO Iga Świątek i Czeszka Marie Bouzkova otworzą natomiast sesję wieczorną na John Cain Arena - nie przed godziną 7.00. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa tegoroczną edycję zaczęła od wygranej z chińską kwalifikantką Yue Yuan 7:6 (7-5), 6:3. Bouzkova pokonała Meksykankę Renatę Zarazuę 6:2, 7:5. Świątek z Czeszką ma bilans 2-0.
