Spacerek Francuzów
Od mocnego uderzenia rozpoczęli mistrzostwa świata „Trójkolorowi”, którzy rozbili Katar aż 37:19
Od mocnego uderzenia rozpoczęli mistrzostwa świata „Trójkolorowi”, którzy rozbili Katar aż 37:19 (grupa C). Nie trzeba było szperać zbyt długo, żeby odnaleźć najbardziej pamiętny mecz tych zespołów. Przed dekadą spotkały się w finale mundialu w Katarze i wówczas Francuzi wygrali 25:22, a gospodarze – chcąc się godnie zaprezentować na organizowanej przez siebie imprezie – w pośpiechu i za niemałe pieniądze naturalizowali „wagon” szczypiornistów, przeważnie pochodzących z Bałkanów. Znalazł się wśród nich Żarko Marković, który również wczoraj wybiegł na boisko. Był jednak cieniem zawodnika, który w 2015 roku rzucił Francuzom siedem bramek. Wczoraj na listę strzelców wpisał się trzykrotnie, równając poziomem do kompletnie zagubionych – zwłaszcza w ofensywie – rodaków. Faworyci nie forsowali tempa, grali spokojnie i w pełni kontrolowali przebieg spotkania. Już po 30 minutach rezultat był przesądzony, a w zbudowaniu ośmiobramkowej przewagi udział mieli między innymi skrzydłowi Industrii Kielce, Benoit Kounkoud i Dylan Nahi, choć ciężar trafiania do katarskiej siatki wzięło na siebie 13 zawodników, jakimi dysponuje trener Gille Guillaume. Francuzów stać było na znacznie efektowniejsze zwycięstwo, ale fajerwerki postanowili zachować na kolejne spotkania.Choć pierwszego gola mistrzostw zdobył Islem Jbeli, to wracający na MŚ po 28 latach Włosi szybko wzięli się w garść i wypunktowali Tunezyjczyków (grupa B), dając do zrozumienia, że na tym turnieju nie znaleźli się przypadkowo. Do wygranej 32:25 pociągnął ich niski i szczuplutki Leo Prantner, strzelec 10 goli.
(mha)