Sośnica walcząca
Gliwicka „czerwona latarnia” postawiła się krezuskom spod znaku KGHM, w składzie których roiło się od gwiazd i reprezentantek wielu krajów.
Patricia Matieli próbuje się przebić przez mocną obronę Natalii Doktorczyk i Justyny Świerczek. Fot. PAP / Art Service
LOTTO SUPERLIGA KOBIET
Jeśli można chwalić drużynę po porażce, to z taką sytuacją mamy do czynienia po konfrontacji lubińskich mistrzyń Polski z gliwickim outsiderem, który zaczął sezon z ujemnym saldem 6 punktów i tego bilansu w dotychczasowych spotkaniach nie poprawił nawet o „oczko”. Tymczasem gospodynie grające w 9-osobowym składzie plus dwie bramkarki postawiły się drużynie, w której składzie roiło się od reprezentantek wielu krajów, nie tylko Polski, które jeszcze nigdy od powrotu Sośnicy do Superligi, nie pokonały Ślązaczek tak niewielką różnicą bramek.
Dumny trener, kibice przy nadziei
- Jestem dumny z dziewczyn, bo pokazały ogrom charakteru. Przy wszystkich problemach, jakie mamy, przy tym, co się dzieje dookoła nas, w jakim składzie osobowym jesteśmy, naprawdę należą im się mocne brawa. Pokazały, że naprawdę potrafią grać w piłkę ręczną – mówił trener Michał Kubisztal, po raz pierwszy w tym sezonie w pełni zadowolony z postawy swych walecznych podopiecznych.
Kibice też opuszczali halę w nadziei, że po kolejnych meczach będą już w miarę pogodnych nastrojach. - Był to nasz zdecydowanie lepszy mecz niż poprzednie. Gdybyśmy wygrały, byłabym po prostu szczęśliwa – stwierdziła skrzydłowa Natalia Doktorczyk. - Tamte spotkania były dla nas bolesną nauczką, z której wyciągnęłyśmy dobre wnioski. Dlatego w tym meczu było tyle pozytywów. Mam nadzieję, że w kolejnych meczach będzie podobnie. To jest dopiero początek sezonu. Jestem pewna, że jeszcze nie raz pokażemy, na co nas stać.
Co się dzieje z mistrzyniami?
Chwaląc ambitne Gliwiczanki, zastanawialiśmy się, co się dzieje z mistrzyniami Polski. Miedziowe nie tylko przegrały po rzutach karnych mecz o Superpuchar Polski z największymi rywalkami, MKS-em Lublin, ale także aż pięcioma bramkami z KPR-em Gminy Kobierzyce i to na własnym parkiecie. Wymęczone zwycięstwo z MKS-em Gniezno nie poprawiło humorów, a skromna wygrana w Gliwicach też nie. - Coś jest na rzeczy, ale to nie nasz problem – przyznał trener Kubisztal. - Od siebie mogę dodać, że wciąż nie składamy broni, walczymy dalej. Skoro potrafimy z mistrzem Polski walczyć jak równy z równym, to znaczy, że stać nas na dobrą piłkę ręczną. Mam nadzieję, że będzie to dla nas dobry impuls, że dziewczyny uwierzą w to, co robimy. Musimy w każdym meczu wyjść na parkiet i walczyć. To jest istota sportu. Jak sobie to zaszczepimy w głowach, to sprawimy niejedną niespodziankę.
Zbigniew Cieńciała
◼ SPR Sośnica Gliwice - KGHM MKS Zagłębie Lubin 22:27 (10:16)
SOŚNICA: Glosar, Osowska - Grobelna 4/1, Kozimur 4, Holińska, Gasević 1, Świerczek 6, Doktorczyk 1, Leśniak, Tukaj 3, Szczotka 3. Kary: 6 min. Trener Michał KUBISZTAL.
LUBIN: Zima, Maliczkiewicz - Janas 2, Jakubowska 5, Matieli 1, Drabik 2, Fernandes 4, Grzyb 2, Cesareo 2, Cavo 2, Niakate 2, Bednarczyk 5, Hernandez, Weber, Galińska, Dydek. Kary: 8 min. Trenerka Bożena KARKUT.
|
1. Kobierzyce |
3 |
9 |
99:63 |
|
2. Lublin |
3 |
9 |
102:67 |
|
3. Piotrków Tryb. |
3 |
9 |
89:66 |
|
4. Lubin |
4 |
9 |
121:102 |
|
5. Gniezno |
3 |
3 |
80:77 |
|
6. Lwów |
3 |
3 |
80:88 |
|
7. Kalisz |
3 |
3 |
71:91 |
|
8. Elbląg |
3 |
3 |
77:102 |
|
9. Radom |
3 |
0 |
73:101 |
|
10. Gliwice |
4 |
-6 |
93:128 |
Pozostałe mecze 4. serii - 3-6 października: Elbląg - Lwów - sobota, 18.00, Gniezno - Radom - wtorek, 20.15; Lublin - Kobierzyce przełożony na 30 października, Piotrków - Kalisz przełożony na 31 października.
(mha)
__________________________ Na pewno będzie lepiej
Trzy pytania do bramkarki Zagłębia Lubin, Moniki Maliczkiewicz
1. Jak oceni pani wasz występ przeciwko ostatniej w tabeli Sośnicy?
- Najważniejsze, że wywozimy z Gliwic trzy punkty. To tyle, co mogę powiedzieć.
2. Początek sezonu jest średni w wykonaniu Zagłębia. Co się z wami dzieje?
- Początek faktycznie jest średni. W Gliwicach zagrałyśmy za bardzo chaotycznie, co nie zmienia naszych celów. Za tydzień gramy kolejny mecz, a jeszcze przed przerwą na kadrę czaka nas najważniejszy mecz w tym roku, z Lublinem. Nic się nie stało, bo zapisujemy kolejne punkty za zwycięstwo. Gramy dalej. Na pewno będzie lepiej.
3. Wasze przygotowania optymalnej formy nakierowane są głównie pod europejskie puchary, w których wkrótce zaczniecie rywalizację?
- Puchary? Być może... Ale nie, przygotowujemy się z meczu na mecz. Tym razem zagrałyśmy, jak zagrałyśmy, ale 27:22 to dobry wynik, bo - jak już wspomniałam - najważniejsze w Gliwicach były trzy punkty.
ZC
Monika Maliczkiewicz wierzy, że wkrótce Miedziowe do zwycięstw dołożą dobrą grę. Fot. Piotr Matusewicz / Press Focus
