Sól w oku

Z DRUGIEJ STRONY – Tomasz Mucha

Zgadzam się przynajmniej w jednym z selekcjonerem, choć po szwedzkiej traumie mam z Janem Urbanem kłopot – to będzie ciężkie zgrupowanie.

Połowa kadrowiczów ma jeszcze w głowach wakacyjne landszafty, inni wciąż fetują hiszpańskie pożegnania, rozważając przeprowadzki, inni ledwo zipią po niedawnym ligowym finiszu, a jeszcze jakaś trzecia grupa może przeżywa na swój sposób, że coś ważnego w życiu ją ominęło i za trzy tygodnie nie będzie biegać po mundialowych stadionach.

Do tego dochodzi – tak sądzę trudność oswojenia się z dojmującą nieobecnością nieodżałowanego na wielu płaszczyznach Jacka Magiery, prawej ręki pierwszego szkoleniowca Biało-czerwonych. Tym bardziej akurat „tu i teraz”, czyli we Wrocławiu, jego miejscu na ziemi. Wszak wielu z powołanych na sparingi z Ukrainą i Nigerią osobę Magiery, jego słowa, jego postać, jego stoicką aurę musi mieć przed oczami i wciąż czuć jak żywe; on wszak przechadzał się w ich towarzystwie, rozmawiał z nimi jeszcze na marcowym zgrupowaniu, roztaczał dobre fluidy... I nic nie zapowiadało, że wszystko tak nagle zgaśnie...

I jak tu zmobilizować podopiecznych do szybszego biegania w meczach o przysłowiową pietruszkę? Jak wykrzesać z siebie ogień?

Ale chciałbym nieśmiało uświadomić Biało-czerwony sztab i nasze Orły, że ciężko jest nie tylko im. Że słuchać, oglądać i emocjonować się tym, co chcą nam zaproponować, to dopiero wymaganie od nas nielichych wyrzeczeń. Osobiście po 2:3 w Solnej futbol reprezentacyjny stał mi się solą w oku, a nagła śmierć Magiery symbolicznie ściągnęła na niego czarne chmury, które za żadną cholerę nie chcą się rozwiać. W głowie wciąż kotłują się żal, bezsilność i zazdrość, że gdy ćwierć świata odlicza dni do piłkarskiego karnawału, celebrowanego raz na cztery lata, my musimy wykrzesać z siebie jakąś namiastkę ekscytacji z powodu meczów z innymi sobie podobnymi, którzy też na razie próbują otrzepać się z kurzu po klęsce...

Ale cóż, może jestem zbyt niecierpliwy i pamiętliwy, minęły ledwie dwa miesiące; za dwa lata będzie znacznie lepiej, prawdopodobnie będziemy sposobić się do Euro, prawda, panie Janku?

Ale kłopotów z selekcjonerem przybywa. Zmroziła mnie bowiem, przyznam, informacja, że na miejsce w sztabie po Jacku Magierze Urban chce Hiszpana Vicunę, który na razie swoim warsztatem podnosi futbol hinduski. Można oczywiście obśmiewać do rozpuku zgrany do cna temat tzw. polskiej myśli szkoleniowej, ale czyż naprawdę musimy szukać w odległych galaktykach? Czyż u boku selekcjonera nie powinien terminować (kształcić się / przygotowywać / sposobić itp.) jakiś rodzimy obiecujący szkoleniowiec? Jak choćby swego czasu Adam Nawałka przy Leo Beenhakkerze? Co potem wszak zaowocowało ćwierćfinałem Euro 2016, pod wodzą byłego asystenta...

Mam wrażenie, że błądzimy, że znaleźliśmy się w jakiejś reprezentacyjnej erze kamienia łupanego i czeka nas walka o ogień. Na razie ciemność widzę...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się