Sochan wniesie zadziorność i energię
Jeremy jest już po pierwszych treningach z Knicks i czeka na debiut w nowojorskiej drużynie.
W NYK Polak chce być wszechstronnym obrońcą i kreatorem w ataku. Fot. New York Knicks
Wszystko wskazuje na to, że Jeremy Sochan zadebiutuje w Knicks już w nocy z czwartku na piątek. Do Madison Square Garden przyjeżdżają Detroit Pistons, liderzy Konferencji Wschodniej. W środę Polak wziął udział w konferencji prasowej i odpowiadał na pytania dziennikarzy na temat swoich oczekiwań, nadziei i obowiązków w Nowym Jorku. Głos zabrał także trener Knicks, Mike Brown. – Grać będą ci, którzy w danym momencie są w najlepszej formie. Jeremy dopiero co się pojawił, więc teraz muszę szybko zobaczyć, co nam może dać, zanim wejdziemy w fazę play off. Zwykle dawałem szanse występów młodym, nie weteranom. Ale teraz taką szansę otrzyma Jeremy – stwierdził Brown.
Eksperci uważają, że Sochan w najbliższych tygodniach zagra głównie kosztem minut 20-letniego debiutanta Mo Diawary, byłego gracza francuskiego klubu euroligowego Paris Basketball. Brown chwali też uniwersalność reprezentanta Polski i umiejętności w grze obronnej. – W przypadku Jeremy’ego to, co od razu rzuca się w oczy, to jego świetne parametry fizyczne, rzadko spotykane na tej pozycji. W zasadzie tylko OG Anunoby (201 cm, 109 kg – przyp. red) może mu pod tym względem dorównać – ocenił.
Tymczasem Sochan w trakcie konferencji podkreślał, że wnosi do NYK przede wszystkim energię i wszechstronność. Uważa, że idealnie pasuje do stylu, który preferuje trener i który Knicks już prezentują. Wspomniał o defensywie i „odrobinie zadziorności” (nasty) na boisku. Dlaczego wybrał właśnie ten zespół? Choć Knicks mają wielu utalentowanych graczy, nasz zawodnik postrzega to jako okazję do nauki od weteranów i rozwoju. Polak zaznaczył, że nie chodzi tylko o minuty na boisku, ale o bycie częścią czegoś większego i wspólny rozwój z zespołem. Po pierwszym treningu stwierdził, że czuje się w drużynie bardzo naturalnie i szybko się uczy. Okazuje się, że Sochan zna już wielu graczy z szatni Knicks. – Jordan Clarkson pochodzi z San Antonio, OG Anuoby tak jak ja ma korzenie w Anglii, z Pacomem Dadietem razem graliśmy w Niemczech – przypomniał. Polski koszykarz potwierdził, że nadal inspiruje się stylem gry Draymonda Greena – chce być wszechstronnym obrońcą i kreatorem w ataku, ale ostatecznie chce budować własną markę jako „Jeremy”. Będzie grał głównie jako silny skrzydłowy, ale jest otwarty na każdą rolę, jakiej będzie wymagał trener.
Padły też pytania o ostatni rok w San Antonio. Sochan przyznał, że ten sezon był dla niego trudny, ponieważ nigdy wcześniej w karierze nie siedział na ławce bez szansy na grę. Pojawiały się pytania „dlaczego?”, co było stresujące, ale Jeremy zna swoją wartość i wie, skąd pochodzi. Podkreślił, że w San Antonio zachowywał się profesjonalnie i był zawsze gotowy do gry, mimo braku szans.
W meczu z Pistons zespół z Nowego Jorku jest żądny rewanżu. W tym sezonie te zespoły spotkały się dwukrotnie i za każdym razem dużo lepsze były Tłoki. – Każdy mecz jest ważny, ale nadchodzi taki moment, w którym jeśli zwycięstwa i porażki są tak jednostronne, jak te nasze dwie przegrane, to powinno to tobą trochę wstrząsnąć – zaznaczył trener Brown.
(pp)
